Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

„Nie było sensu wcześniej”. Zaskakujące wyjaśnienia MSZ w sprawie Polaków uwięzionych na Bliskim Wschodzie

Polska jako jeden z ostatnich krajów członkowskich, dopiero w piątek zwróciła się do Komisji Europejskiej o pomoc w ewakuowaniu swoich obywateli z Bliskiego Wschodu. Inne państwa przystępowały do wspólnotowego mechanizmu od wtorku. Nie było sensu uruchamiać go wcześniej – tłumaczy MSZ w rozmowie z Niezależna.pl. Ministerstwo, po spóźnionym procesie ewakuacji, stwierdza teraz, że „osoby, które chciały wrócić, w znacznej mierze już wróciły”.

3 marca pierwsze trzy kraje oficjalnie poprosiły o wsparcie UE w organizacji lotów . Były to m.in. Austria, Słowacja i Włochy. 4 marca do operacji dołączyła m.in. Rumunia. 5 marca – według oficjalnego komunikatu Komisji Europejskiej – mechanizm był aktywny już dla 10 państw członkowskich: Austria, Belgia, Bułgaria, Cypr, Czechy, Francja, Włochy, Luksemburg, Rumunia oraz Słowacja. 6 marca grupa kolejny raz poszerzyła się,  w tym o Polskę i Litwę. 

W ramach tej współpracy unijne Centrum Koordynacji Reagowania Ratowniczego (ERCC) koordynuje loty, a Komisja Europejska może refinansować do 75 proc. kosztów transportu, pod warunkiem, że co najmniej 30 proc. miejsc w samolotach zostanie zaoferowanych obywatelom innych krajów UE.

Dlaczego przystąpiliśmy do mechanizmu tak późno? 

Uruchomienie tego mechanizmu oznacza, że część miejsc w naszych samolotach musi być zapełniona przez osoby z innych krajów, które w nim uczestniczą.  U nas zapadła decyzja, że priorytetem są nasi obywatele, im musimy pomóc w pierwszej kolejności. Jak zobaczyliśmy, że pojawia się większa przepustowość,  zapadła decyzja, że można uruchomić ten mechanizm. Dołączyliśmy do niego w piątek. Nie było go wcześniej sensu uruchamiać

– powiedział portalowi Niezależna.pl rzecznik MSZ Maciej Wewiór.

MSZ - "spada zapotrzebowanie"

Według MSZ problem z ewakuacją Polaków powoli się zmniejsza. 

Na infolinię uruchomioną przez MSZ w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie dzwoniło ok. 800 osób dziennie. Teraz – jak przekazał portalowi rzecznik MSZ – jest około 100 połączeń na dobę.

Zdecydowanie spadło zapotrzebowanie. Wynika to z tego, że ponad 8 tys. obywateli wróciło do Polski, tylko z najbardziej zagrożonych terenów. Codziennie około 1 tys. obywateli je opuszcza

 – stwierdził.  

Poprosiliśmy o wyróżnienie: ilu Polaków trafiło do kraju na własną rękę, ilu za pośrednictwem rządowych transportów, ilu na zasadzie wspólnego, unijnego mechanizmu ewakuacji. Ministerstwo nie dysponuje w tym zakresie "twardymi" danymi. 

Po pierwsze są loty komercyjne. Naszą rolą jest, żeby jak najwięcej z nich odbywały się do Polski. Na Bliski Wschód latają obecnie arabskie linie lotnicze, żadne europejskie. Dyplomatycznie pracujemy, żeby były loty do Polski. Temu służyły rozmowy z szefem dyplomacji Armenii czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Nie ma jednej liczby, ilu Polaków w każdej formule wróciło. Liczymy loty bezpośrednie do Polski

– powiedział w rozmowie z Niezależna.pl Wewiór. 

Jak dodał, wiele osób zarejestrowanych  w systemie Odyseusz nie chcą się ewakuować. Rejestrują się w nim także rezydenci. 

W każdym kraju jest inna i zmieniająca się sytuacja bezpieczeństwa. W Dubaju zalecamy czekanie, ponieważ tam otwiera się przestrzeń powietrzna. Duża część działań militarnych przesunęła się z ZEA na Katar, Kuwejt czy Bahrajn. W Katarze bezpieczniej było wyjechać, niż poczekać. Podjęliśmy więc decyzję, przy współpracy ze służbami katarskimi, o wywiezieniu naszych 300 obywateli autobusami do Rijadu. Stamtąd podstawionymi przez nas samolotami wrócili trzema samolotami do Polski

 – powiedział rzecznik. 

Z Dubaju – jak poinformował – ruszyło w poniedziałek siedem autobusów z Polakami, głównie z problemami medycznymi.  W nocy kolejnych 300 osób ma wrócić z tego kierunku do Polski. 

LOT kursuje, ale za pieniądze. To nie jest "low-cost". 

Państwowy przewoźnik, czyli LOT zorganizował dodatkowe, płatne połączenia – głównie do wschodniej części Azji, do krajów takich jak Sri Lanka czy Tajlandia.  

„Tam nie ma działań wojskowych. Nie ma potrzeby darmowej ewakuacji na koszt państwa. LOT robi to po atrakcyjnych cenach” – stwierdził rzecznik MSZ. Jak jednak zauważył, nasz narodowy przewoźnik nie jest liną „low -costową”.

W czasie sobotniej konferencji szef MSZ Radosław Sikorski zwrócił się z apelem do tanich przewoźników. „Żądamy, aby tanie linie lotnicze też wzięły odpowiedzialność za swoich pasażerów i to zarówno te operujące z Polski, jak i te operujące z Bliskiego Wschodu” - powiedział. Póki co apele nie odniosły skutku. 

 „Widzimy, że potrzeba specjalnych połączeń jest coraz mniejsza. Osoby, które chciały wrócić w znacznej mierze już wróciły” – oświadczył rzecznik MSZ.

Wyrzucają z hoteli. Nic się nie da zrobić

Niezalezna.pl opisała korespondencję między jednym z polskich turystów a placówką w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.  

Przebywam w Dubaju, lot powrotny miałem na 3.03, teraz mam niby lot na 10.03. Nie mamy środków na przedłużenie pobytu. Z informacji na FB ambasady wynika, że hotele w Dubaju mają obowiązek przedłużyć pobyt na koszt ministerstwa kultury i turystki ZEA, ale hotele mówią, że nic o tym nie wiedzą i każą płacić albo wyrzucają z hotelu!

– czytamy w wiadomości.

Jej autor dodaje, że prosi o pomoc i podkreśla, że do ambasady nie może się dodzwonić. W odpowiedzi placówka... rozłożyła ręce.

Proszę Pana, jako placówka dostaliśmy dokument z wytycznymi rządu emirackiego dla branży hotelarskiej, jeśli hotel nie stosuje się do tych wytycznych to my jako ambasada nic nie możemy na to poradzić – czytamy w wiadomości, którą przesłała placówka. Ambasada odesłała polskiego turystę do Departamentu Turystyki w Dubaju.

Zapytaliśmy rzecznika MSZ, jak mogło dojść do takiej sytuacji. Okazuje się, że nie było innego wyjścia, a hoteli nie można do niczego zmusić.....

Ciekaw jestem, co powinna zrobić innego ambasada? Jest deklaracja Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Każdy emirat jest tam trochę oddzielnym państwem. Nie ma z tym problemu w emiracie Abu-Zabi. W Dubaju zaczęły się pojawiać z tym problemy. W teorii, hotele, według naszej interpretacji, powinny się do tego stosować. Trudno wyobrazić sobie którykolwiek rząd, żeby zmusić hotel w Dubaju, żeby przestrzegał wytycznych Emiratów. Na stopniu administracji rządowej rozmawialiśmy, żeby były stosowane wewnętrzne przepisy i w Abu Zabi, i Dubaju

-  powiedział Wewiór. 

Źródło: Niezależna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej