Dziś mija 27. rocznica przystąpienia Polski do Paktu Północnoatlantyckiego. Michał Rachoń, dyrektor programowy Republiki, wrócił pamięcią do wydarzeń sprzed 2 lat, kiedy to w Białym Domu, z ówczesnym prezydentem USA - Joe Bidenem, spotkali się prezydent Andrzej Duda oraz premier Donald Tusk.
"I kto miał rację? Prezydent Duda"
"Mam wrażeniem, że już wtedy Donald Tusk zaczął realizować strategię, którą dziś widzimy" - zwrócił się do Marcina Mastalerka, szefa Gabinetu Prezydenta RP Andrzeja Dudy, Michał Rachoń.
Dwa super wydarzenia z 12 marca. Jedno z nich przejdzie do historii NATO, moim zdaniem. Prezydent wówczas, dzień przed, na radzie Bezpieczeństwa Narodowego, a potem w Białym Domu, ogłosił, że całe NATO powinno wydawać 3 proc. PKB na zbrojenia, a Polska wydaje 5 proc. Współuczestniczyłem wówczas w wymyśleniu tego projektu. Prezydent Duda powinien mieć satysfakcję, że rok później prezydent Trump to zrealizował. Ten sam postulat, który zgłosił w Białym Domu prezydent Duda zgłosił miesiąc później w Trump Tower podczas kolacji z prezydentem USA. Przypomnijmy, co mówił wówczas Donald Tusk i cała opinia publiczna: że w ogóle nie ma żadnych szans na zrobienie 3 proc. w NATO. Żeby prezydent Duda się nie kompromitował i tego nie zgłaszał. Mało tego, prezydent Joe Biden powiedział, że nie, że nie zrobimy tego. Prezydent Duda był wtedy wyśmiewany. Rok później wprowadzono 3,5 proc. plus 1,5 proc. na infrastrukturę. To gigantyczny sukces prezydenta Dudy i pokazanie tego, że nie ma co się przejmować tym, co mówią tutaj w Polsce - czy Donald Tusk czy komentatorzy. Oni byli przeciwko tym 3 proc., ale i protestowali, żeby prezydent Duda miesiąc później nie spotykał się z Donaldem Trumpem w Trump Tower. Kto miał rację? Prezydent Duda.
– mówił polityk na antenie Republiki.
I kontynuował: "co zrobił Donald Tusk po wyjściu ze spotkania z Joe Bidenem? Niewielu o tym pamięta. Siedziałem wówczas niedaleko obok Donalda Tuska. Miałem możliwość obserwowania z odległości 2-3 metrów premiera w Białym Domu. On się czuł nieswojo. On tam przyjechał, jakoś tak mu ten Waszyngton nie pasował. Prezydent Duda odbył tam wiele spotkań".
Michał Rachoń przypomniał, że prezydent Duda spotkał się wówczas i z Republikanami, i Demokratami. "Nie wiedzieliśmy, nikt nie wiedział, kto wygra wybory, a w interesie Polski jest utrzymywanie dobrych relacji zarówno z prawą, jak i lewą stronę amerykańskiego Kongresu" - wskazał.
A co zrobił Donald Tusk? Po pierwsze - czuł się nieswojo na tym spotkaniu. Zanim jednak wsiadł w samolot i wyleciał - wykorzystał 25. rocznicę wejścia Polski do NATO. I ten pokaz jedności, bo wspólna wizyta prezydenta i premiera, kiedy trwa wojna w Ukrainie, miała pokazać jedność - że chcemy współpracować z Ameryką. Donald Tusk wyszedł i powiedział wtedy: wyrzucam 50 ambasadorów. Rozpoczął wojnę o ambasadorów, w Waszyngtonie, w 25. rocznicę wejścia Polski do NATO. To pokazuje jego intencje. Patrzyłem na tego człowieka, jak on się nieswojo tam czuje. On nie lubi Ameryki. Nie czuje jej.
– ocenił Mastalerek.
Na pytanie, czy Donald Tusk jest antyamerykańskim politykiem, Mastalerek odpowiedział:
"Na pewno jest proniemieckim, probrukselskim i wydaje mi się, że po prostu nie lubi Ameryki. I wszystko co robi - idzie właśnie w tę stronę. Sam to obserwowałem. Da się to wyczuć. Bardzo dobrze, że prezydent Nawrocki działa w tę stronę - właśnie proamerykańską. Natomiast, Donald Tusk już wtedy, w 25. rocznicę wejścia Polski do NATO, pokazał swoją prawdziwą twarz".