W piątek przed Sądem Apelacyjnym odbyła się rozprawa w tej sprawie.
"Na przygotowanie tak świeżego i pełnego materiału był stosunkowo krótki czas i w ramach tego dziennikarz dopełnił wszelkich formalności korzystając z możliwych dostępnych źródeł i środków"
- powiedział pełnomocnik pozwanej TVP Piotr Pazdyka.
Pełnomocnik powoda Łukasz Kreft zwrócił uwagę, że priorytetem dla mediów publicznych powinno być przygotowanie rzetelnej relacji, a nie "materiału pilnego i nagłego". "Jeśli mamy pilny i nagły materiał, to powinniśmy pomyśleć, co zrobić, żeby był on rzetelny, czyli próby kontaktu z zainteresowanym powinny być realne" - uzasadnił.
W styczniu Sąd Okręgowy w Gdańsku nakazał TVP przeprosić Szumełdę za nierzetelny materiał ws. okoliczności jego udziału w uroczystości pogrzebowej "Inki" i "Zagończyka" w 2016 r. przed Bazyliką Mariacką. Apelację od tego wyroku wniosła pozwana telewizja.
Sprawa dotyczy materiału autorstwa TVP Gdańsk z 21 maja 2018 r. pt. "Po niedzielnej awanturze w historycznej sali BHP" przedstawiającego protest działaczy i sympatyków Komitetu Obrony Demokracji podczas spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim. Były szef KOD w Pomorskiem Radomir Szumełda (obecnie szeregowy członek tej organizacji) uznał, że w tej relacji został bezpodstawnie uznany za awanturnika i prowokatora. Za naruszenie dóbr osobistych żądał od TVP przed sądem przeprosin i zapłaty 25 tysięcy złotych zadośćuczynienia.
Sąd Okręgowy w Gdańsku częściowo uznał żądania powoda. Jako zniesławiającą Szumełdę ocenił drugą część materiału TVP dotyczącą zachowania byłego lidera pomorskiego KOD w sierpniu 2016 r. pod Bazyliką Mariacką w Gdańsku w trakcie uroczystości pogrzebowych żołnierzy wyklętych Danuty Siedzikówny ps. Inka i Feliksa Selmanowicza ps. Zagończyk. Zdaniem Szumełdy, został podczas tej ceremonii zaatakowany przez grupę narodowców i musiał nałożyć na zranioną rękę bandaż.
Sąd nakazał stronie pozwanej umieścić na portalu internetowym TVP Gdańsk przez siedem dni oraz wyemitować w jednym z programów tej stacji oświadczenie, w którym TVP przeprasza, że "poddano w wątpliwość prawdomówność i wiarygodność powoda Radomira Szumełdy, sugerując w części materiału prasowego, że prezentowana w mediach społecznościowych przez powoda zabandażowana ręka jako efekt zranienia go przez narodowców podczas uroczystości 28 sierpnia 2016 r. pod Bazyliką Mariacką w Gdańsku w trakcie uroczystości pochówku "Inki" i "Zagończyka", była już zabandażowana przed tymi uroczystościami".
Roszczenia finansowe zgłaszane przez Szumełdę sąd niższej instancji oddalił.
Sędzia Sądu Okręgowego Piotr Kowalski przyznał, że pierwsza część programu "Po niedzielnej awanturze w historycznej sali BHP", w której pojawiły się wypowiedzi przedstawiające KOD jako organizację wichrzycielską i prowokującą zajścia, nie stanowi naruszenia dóbr osobistych Szumełdy. "Zdaniem sądu, dziennikarz ma prawo dokonywać ocen ruchów społecznych czy politycznych. Porusza się on tutaj w granicach wolności słowa gwarantowanych mu konstytucyjnie" - ocenił.
Sąd uznał jednak, że reporter TVP nie sprostał wymogom rzetelności dziennikarskiej, opisując sprawę opatrunku, który założył wówczas na rękę Szumełda.
"Podstawowym bowiem materiałem na poparcie hipotezy, iż powód dokonał mistyfikacji, czyli posiadał zabandażowaną rękę przed zdarzeniem, było zdjęcie powoda z opatrunkiem opatrzone podpisem: +że jest to sprzed wejścia na plac+. Tymczasem, analizując to zdjęcie, nie można w ogóle stwierdzić, gdzie ono zostało zrobione. Ze sposobu ujęcia nie wynika też, czy zostało wykonane przed czy po zdarzeniu. Dziennikarz, przyjmując hipotezę prezentowaną w internecie, nie dokonał jej krytycznej analizy, do czego był zobowiązany" - mówił sędzia Sądu Okręgowego.