Wojna w PSL zagrozi Tuskowi » więcej w Gazecie Polskiej! CZYTAJ TERAZ »

Jesteśmy o krok od tragedii. Pożary w Puszczy Białowieskiej coraz częstsze

Jeszcze dwie dekady temu Puszcza Białowieska uchodziła za teren, gdzie problem pożarów nie występuje. To jednak historia. Dziś leśnicy i strażacy mają ręce pełne roboty, a czasami dochodzi nawet do trzech pożarów dziennie. Zdaniem miejscowych część działań może być sabotażem. Sytuacja jest niebezpieczna, bo w Puszczy Białowieskiej nadal zalegają olbrzymie ilości suchego drewna, a walka z olbrzymim pożarem może się okazać niemożliwa. Na terenie puszczy znajdują się też obiekty wojskowe i składy amunicji.

Las
Filip Błażejowski - Gazeta Polska

Jeszcze na początku wieku pożary w Puszczy Białowieskiej i otulinie zdarzały się sporadycznie. W latach 2000–2018 doszło do 93 pożarów. To liczby symboliczne, biorąc pod uwagę, że w całym kraju dochodzi do kilku tysięcy pożarów rocznie. Nie spłonęły też ani razu większe fragmenty puszczy. W sumie w latach 2000–2018 spłonęło 39,71 ha, a dominowały pożary pokrywy gleby, które dotyczyły 62,5 proc. przypadków i aż 99,2 proc. spalonej powierzchni. Daje to więc niewiele więcej niż pięć pożarów rocznie. Teraz takie statystyki to marzenie. 

Dwa poważne pożary

W ostatni weekend mieliśmy w Puszczy Białowieskiej i otulinie dwa poważne pożary. Pierwszy niedaleko miejscowości Kleszczele w Nadleśnictwie Bielsk w otulinie Puszczy Białowieskiej. Było o krok od tego, by wymknął się spod kontroli. Spłonęło 10 ha lasu. Sytuacja była na tyle groźna, że spłonął jeden z wozów strażackich. Walcząc z ogniem, samochód ugrzązł w piachu, a strażacy musieli się ewakuować. Według wstępnych informacji pożar wybuchł z powodu zostawionego bez nadzoru ogniska. Teren, na którym doszło do pożaru, znajduje się 12 km od Puszczy Białowieskiej, która od 2021 r. jest szlakiem migracyjnym dla osób z Bliskiego Wschodu i Afryki sprowadzanych przez reżim Łukaszenki. To na migrantów więc pada pierwsze podejrzenie. Drugi pożar miał miejsce już na terenie Puszczy Białowieskiej w Nadleśnictwie Hajnówka. Tym razem spłonęły 2 ha lasu. Pożar zwalczono dzięki systemowi przeciwpożarowemu Lasów Państwowych. Puszcza jest monitorowana przez dwie dostrzegalnie z kamerami, na których działa system smog alert. Dostrzeżenie pożaru umożliwia natychmiastowe rozpoczęcie akcji. Pożarów jest jednak dzisiaj dwukrotnie więcej. Czasami mają też wyjątkowo dziwny charakter. 2 sierpnia 2023 r. doszło do trzech pożarów równocześnie. Było to dokładnie w dniu, gdy białoruski śmigłowiec prowokacyjnie naruszył polską granicę i przeleciał nad Białowieżą. Jak relacjonowała Zielona Interia, tego dnia ogień pojawił się w miejscach, gdzie znajdowało się najwięcej suchych drzew. Tak jakby sprawca chciał, żeby szybko zajął się duży fragment lasu. „Miejsca znajdowały się blisko drogi, czyli ktoś tak to obrał, żeby można było się szybko przemieścić i uciec” – ocenił wtedy nadleśniczy Mariusz Agiejczyk.

Kilka milionów metrów sześciennych posuszu

Od 2022 r. na terenie Puszczy Białowieskiej zdarzają się dwukrotnie częściej niż na początku stulecia. To niebezpieczne, bo na tych 63 tys. ha zalegają olbrzymie masy suchych drzew, które są efektem plagi kornika drukarza, która zaczęła się w 2012 r. Dziś szacuje się, że jest co najmniej kilka milionów metrów sześciennych posuszu. Sprawa jest o tyle poważna, że na terenie PB jest baza wojskowa ze składami materiałów wybuchowych. Olbrzymi pożar doprowadziłby do chaosu, który trudno sobie wyobrazić. Sytuację od lat jednak bagatelizują organizacje pozarządowe i naukowcy, którzy wielokrotnie wyśmiewali zagrożenie sygnalizowane przez leśników i strażaków. 

Śmigłowce Black Hawk

Co ciekawe, w weekendowej akcji gaszenia pożarów oprócz wozów strażackich brały udział również śmigłowce Black Hawk. To te same maszyny, których zakup ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska krytykowali politycy KO i urzędnicy NIK. 

– Przepraszam, dwa śmigłowce Black Hawk zostały zakupione nie dla parków narodowych, tylko dla policji, a powodem i przyczyną ich zakupu – NIK potwierdził, że niezgodnie z prawem – było podniesienie poziomu ochrony bioróżnorodności na całej powierzchni parków narodowych. Chcę powiedzieć, że to było 350 mln zł, czyli wielokrotnie więcej, niż co roku wydaje się w ogóle na ochronę bioróżnorodności nie tylko ze środków narodowego funduszu, ale także ze środków budżetowych – grzmiała niedawno w sejmie Gabriela Lenartowicz. Tę samą narrację powtarza też Mikołaj Dorożała. – Żeby stworzyć park narodowy Dolnej Odry, potrzebujemy mniej więcej takich środków, jakie państwo wydaliście na zakup jednego helikoptera ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. To już pozostawiam do oceny wyborców i polskiego społeczeństwa. Były dwa helikoptery i mogłyby być dwa np. parki narodowe, a państwo kupiliście dwa helikoptery z pieniędzy na ochronę środowiska – mówił obecny wiceminister. 

 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Jacek Liziniewicz
Wczytuję ocenę...
Wideo