Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Jak gniją służby, z którymi wygrał Cenckiewicz. "Gazeta Polska" o tym, co dzieje się w SKW

Nerwowe narady w gabinecie szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Jarosława Stróżyka, demonstracyjne spacery po korytarzach, by ratować upadające morale, a w tle zlekceważony przez władzę prawomocny wyrok sądu. Gdy Sławomir Cenckiewicz ogłaszał swoją rezygnację z funkcji szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, w służbach podległych Donaldowi Tuskowi trwał już popłoch po miażdżącym dla nich orzeczeniu Naczelnego Sądu Administracyjnego. Odsłaniamy kulisy patologii, jaka toczy dziś polski kontrwywiad.

Sławomir Cenckiewicz 22 kwietnia złożył rezygnację ze stanowiska sekretarza stanu – szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Jak sam wprost zaznaczył, powodem tej decyzji były działania gabinetu Donalda Tuska, który odmawiając mu dostępu do informacji niejawnych, w praktyce uniemożliwił mu pełnienie powierzonej funkcji. Dymisja ta to bezpośrednie pokłosie niespotykanej postawy Kancelarii Premiera i podległych jej służb, które postanowiły zignorować prawomocne wyroki sądów. Przypomnijmy, że 15 kwietnia br. Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie oddalił skargi kasacyjne KPRM, utrzymując w mocy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. To właśnie WSA wcześniej prawomocnie uchylił skandaliczną decyzję o cofnięciu Cenckiewiczowi poświadczeń bezpieczeństwa.

Mimo jednoznacznego rozstrzygnięcia otoczenie premiera nie zamierzało złożyć broni ani tym bardziej respektować prawa. W atakach na historyka szczególnie gustuje Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych – w latach 80. członek ORMO. Chwytając się ekwilibrystycznych figur retorycznych, próbował on przekonywać, że orzeczenie NSA... nie oznacza, iż profesor Cenckiewicz odzyskał dostęp do państwowych tajemnic.

Tymczasem za zamkniętymi drzwiami SKW sądowa wiktoria byłego szefa BBN wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi. Z informacji przekazanych nam przez źródło z wewnątrz służb wynika, że 15 kwietnia, tuż po ogłoszeniu wyroku, w gabinecie szefa SKW gen. Jarosława Stróżyka zapanowała ogromna nerwowość. Odbyła się tam bardzo krótka, trwająca zaledwie około dziesięciu minut wizyta dyrektor Zarządu V SKW Karoliny Kisłowskiej – to właśnie ona była podpisana pod decyzją o odebraniu poświadczeń Sławomirowi Cenckiewiczowi.

Według naszego informatora gen. Stróżyk tego dnia nie mógł uwierzyć w treść wyroku. Panika w służbach okazała się na tyle duża, że kierownictwo musiało ratować nastroje wśród podwładnych. Szef kontrwywiadu wojskowego zdecydował się na iście groteskowy krok. Jak relacjonuje nasze źródło, następnego dnia, aby ratować niskie morale w Zarządzie V, gen. Stróżyk spacerował z Kisłowską po korytarzu, aby wszyscy ich widzieli.

„Przeprogramowane” zajęcia Stróżyka

Morale w SKW w ogóle jest nie najlepsze – zwłaszcza że jej szef nie daje zbyt dobrego przykładu. Choć kierowanie Służbą Kontrwywiadu Wojskowego w dobie trwającej za naszą wschodnią granicą wojny to zadanie wymagające pełnego zaangażowania, to gen. Jarosław Stróżyk znajduje w swoim grafiku czas na rozwijanie kariery akademickiej. Szef SKW od 1 października 2024 roku dorabia sobie jako pracownik dydaktyczny Akademii Sztuki Wojennej (ASzWoj) – i to w pełnym wymiarze czasu pracy. Zgodę na jego zatrudnienie wyraził szef MON – Władysław Kosiniak-Kamysz. Choć Stróżyk pobiera standardowe wynagrodzenie, to – według naszych informacji – nierzadko zdarza mu się opuszczać zajęcia.

Zwróciliśmy się zatem do uczelni z zestawem szczegółowych pytań dotyczących zatrudnienia generała na ASzWoj. Otrzymane odpowiedzi są nader wymijające. Uczelnia potwierdziła, że dr Jarosław Stróżyk jest zatrudniony w oparciu o umowę o pracę na czas nieokreślony, a jego wynagrodzenie zasadnicze wynosi 9750 złotych brutto. Generał na liście swoich obowiązków ma wykładanie m.in. takich przedmiotów, jak: dyplomacja a wywiad, elementy działań analityczno-informacyjnych, praktyka działalności służb specjalnych w państwie, siły zbrojne w państwie – ujęcie wielodomenowe oraz wprowadzenie do analizy wywiadowczej.

Gdy jednak zapytaliśmy o to, jak wygląda struktura grafiku zajęć szefa SKW i ile z nich faktycznie się odbyło, uczelnia nabrała wody w usta. W oficjalnej odpowiedzi zasłonięto się formułką: „Zadaniowy system czasu pracy – czyli nie występuje grafik obecności”.

Na pytanie, ile dni szef SKW był obecny w siedzibie uczelni i ile razy odnotowano jego nieobecność na planowych wykładach, ASzWoj odpowiedziała krótko: „Zastępstwa nie miały miejsca, w przypadku nieobecności zajęcia były przeprogramowane”. Uczelnia odmówiła również podania informacji, ilu studentów faktycznie uczęszcza na jego zajęcia, twierdząc, że „frekwencja dotyczy studentów – osób prywatnych – i nie jest informacją publiczną”. Co więcej, władze akademickie nie chciały ujawnić łącznej kwoty faktycznie wypłaconego Stróżykowi wynagrodzenia od początku trwania kontraktu, tłumacząc, że „ustalenie ww. kwoty wymaga przetworzenia danych kadrowo-płacowych, co czyni ją informacją przetworzoną, a we wniosku brak jest wykazania szczególnie istotnego interesu publicznego”.

W tym kontekście warto przyjrzeć się osobie uczelnianego szefa Stróżyka. Rektorem Akademii Sztuki Wojennej jest obecnie gen. Mieczysław Gocuł. To postać doskonale znana z czasów pierwszych rządów Donalda Tuska. We wrześniu 2009 roku, jako szef Zarządu Planowania Strategicznego SG WP (P5), gen. dyw. Mieczysław Gocuł skierował do całego dowództwa polskiej armii pismo o „wznowieniu współpracy SZ RP z SZ Federacji Rosyjskiej".

Gocuł powtórzył w nim słowa rosyjskiego generała Nikołaja Makarowa o „nieistniejących zasadniczych przeszkodach na drodze wznowienia współpracy bilateralnej” między armiami Polski i Rosji. Według ówczesnych instrukcji „warunkiem niezbędnym” jej poszerzenia miało być „zainicjowanie dialogu polityczno-wojskowego w formie konsultacji oraz cykliczne robocze spotkania szefów Sztabów Generalnych i następujące po nich kontakty dowódców rodzajów sił zbrojnych”.

Służby jako przechowalnia

Tajemnicą poliszynela w środowisku służb specjalnych jest to, w jaki sposób w ostatnim czasie prowadzona jest polityka kadrowa w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Informatorzy z wnętrza struktury rysują zatrważający obraz instytucji, która pod rządami obecnej władzy zamieniła się w przechowalnię dla znajomych i zaufanych funkcjonariuszy z dawnych lat. Cel tego procederu w wielu przypadkach ma być prozaiczny: znaczne podbicie świadczeń emerytalnych.

Jak relacjonuje nasze źródło z kręgów służb specjalnych: „SKW Stróżyka zatrudnia emerytowanych funkcjonariuszy innych służb, w tym wywodzących się z WSI, na rok na wysokich stanowiskach (warunek wynikający z ustawy), by sztucznie podnieść ich emerytury”. Świadczenia beneficjentów tego systemu, po zaledwie roku na wysokim stanowisku, mogą wzrosnąć w przyszłości o kilka tysięcy złotych miesięcznie. W SKW ważne funkcje powierza się również ludziom – delikatnie mówiąc – skompromitowanym w czasach polsko-rosyjskiego resetu.

Kto korzysta na tej karuzeli stanowisk? Znajdziemy na niej m.in. kmdr. Daniela P. (dawne WSI, zabezpieczał niesławną biesiadę SKW z Rosjanami w Kadynach), który pełni dziś funkcję dyrektora Inspektoratu SKW w Gdyni. Powrócili też inni dawni funkcjonariusze z doświadczeniem w WSI – jak kmdr Maciej S., zatrudniony obecnie jako ekspert Zarządu III, czy kmdr Bogdan S., pełniący funkcję dyrektora ds. bezpieczeństwa w Polskiej Grupie Zbrojeniowej (PGZ). W otoczeniu samego gen. Stróżyka posadę doradcy otrzymał natomiast płk Jacek S. – w przeszłości człowiek m.in. UOP, ABW, AW, również aktywny na kierowniczych stanowiskach w SKW w dobie prorosyjskiego resetu. Inny doradca szefa SKW to płk Zbigniew L., który za czasów gabinetów Donalda Tuska (2008–2015) szefował w SKW biuru prawnemu opiniującemu skandaliczną umowę polskiego kontrwywiadu z rosyjską FSB. 

Jak twierdzi nasz informator, na posadę w Inspektoracie w Poznaniu załapał się nawet brat dyrektora Departamentu Ochrony Informacji Niejawnych ABW Jarosława S. (tego samego, którego podpis widnieje pod kuriozalnym pismem uderzającym niedawno w Sławomira Cenckiewicza). Według naszego źródła to policyjny emeryt, „który przyszedł do SKW, aby sobie ją podwyższyć”.

Wątpliwości wzbudzają też sytuacje mogące wskazywać na nepotyzm, na przykład w jednym z kluczowych pionów – Zarządzie VI. Jednostka ta zajmuje się m.in. łącznością kryptograficzną i systemami informatycznymi SKW. To właśnie tam zatrudniona została żona dyrektora Biura I płk. Macieja S., Anna S., mimo braku odpowiedniego doświadczenia zawodowego – w 2024 roku objęła wysokie i bardzo dobrze opłacane stanowisko eksperta. – Wcześniej pracowała w ABW, jednak tam zajmowała się wyłącznie podstawową obsługą użytkownika (helpdesk) – mówi nasze źródło. – Dostaje też specjalny dodatek, tzw. informatyczny, w wysokości 6 tys. złotych – dodaje. 

Szara eminencja z rodowodem WSI

To właśnie płk Maciej S., obecnie dyrektor Biura I SKW (odpowiadającego za bezpieczeństwo wewnętrzne), ma według naszych informatorów pociągać za najważniejsze sznurki, jeśli chodzi o weryfikację niewygodnych dla władzy urzędników. – Maciej S. to szara eminencja SKW. Wszystkie kontrole wobec polityków odbywały się z jego cichym udziałem. Karolina Kisłowska, która jest dyrektorem Zarządu V, nie rozumie kompletnie materii postępowań – zdradza nasze źródło.

Nasz informator zaznacza, że obecny dyrektor Biura I wcześniej służył w Wojskowych Służbach Informacyjnych (WSI), podobnie jak jego ojciec Roman, działający w Wojskowej Służbie Wewnętrznej (WSW) w Legnicy. Roman S. od 1975 do 1990 roku pracował w komunistycznej WSW, będąc jednocześnie wieloletnim, aktywnym członkiem PZPR. Co ciekawe, pod koniec lat 80. na Akademii Spraw Wewnętrznych w Warszawie napisał pracę magisterską pod wymownym tytułem „Zagrożenie wywiadowcze wynikające z wyjazdów do krajów kapitalistycznych osób z jednostek wojskowych i ich otoczenia stacjonujących w garnizonie Skwierzyna”. 

Sam płk Maciej S. dał się poznać z bardzo specyficznych metod działania już przed laty. Wystarczy wspomnieć tekst tygodnika „Wprost” z 2008 roku opisujący, jak dwaj byli weryfikatorzy WSI – Piotr Bączek i Leszek Pietrzak – stracili certyfikaty dostępu do informacji niejawnych w efekcie postępowania wszczętego przez SKW. Za sprawę odpowiadał właśnie S. „Obaj weryfikatorzy nie zostali poinformowani o toczącym się postępowaniu. Odpowiedzialny jest za nie ppłk Maciej S., oficer b. WSI, który jeszcze kilka miesięcy temu składał przed Bączkiem i Pietrzakiem wyjaśnienia na temat swojej działalności w rozwiązanych służbach” – pisał tygodnik. Oficer był też pełnomocnikiem gen. Jarosława Kraszewskiego, wobec którego SKW kierowane przez Piotra Bączka wszczęło kontrolę za niewyjaśnione kontakty.

Co więcej, dyrektor S. z SKW ma – podobnie jak Stróżyk – czas na realizowanie się poza murami specsłużb. Z dokumentów uczelnianych wynika, że w roku akademickim 2023/2024 pracował na Uniwersytecie w Siedlcach, gdzie prowadził m.in. ćwiczenia z przedmiotu bezpieczeństwo osobowe informacji niejawnych. Rektorem siedleckiej uczelni jest – przypomnijmy – prof. płk Mirosław Minkina, wojskowy z czasów PRL oraz były oficer WSI. To nie kto inny, jak właśnie Minkina był promotorem doktoratu obecnego szefa SKW, gen. Jarosława Stróżyka. „GP” wielokrotnie pisała o zacieśnianiu przez Minkinę relacji między Uniwersytetem w Siedlcach a rosyjskimi ośrodkami naukowymi. Nawet po aneksji ukraińskiego Krymu przez reżim Putina w 2014 roku uczelnia ta organizowała cykl konferencji „Polska–Rosja”, goszcząc m.in. ambasadora Federacji Rosyjskiej Siergieja Andriejewa.
 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej