Wczoraj podczas specjalnej konferencji prasowej rzecznik Maciej Wewiór poinformował, że polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie ma informacji o Polakach poszkodowanych w związku z operacją USA i Izraela przeciwko Iranowi. Jednocześnie przekazał, że liczba Polaków przebywających w rejonie konfliktu może sięgać tysięcy.
- W samych Zjednoczonych Emiratach Arabskich w programie Odyseusz zarejestrowało się 10 tys. osób - mówił Wewiór i ocenił, że liczba obywateli polskich przebywających na terenie Bliskiego Wschodu jest wielokrotnie wyższa.
Pytany o to, w jaki sposób polski rząd zamierza pomóc tym osobom w powrocie do kraju (loty z tamtego rejonu zostały w większości przypadków wstrzymane), rzecznik MSZ stwierdził, że obecnie w przypadku krajów takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie najlepszym rozwiązaniem jest „pozostanie na miejscu, najlepiej w miejscach schronienia, słuchanie tamtejszych służb bezpieczeństwa”.
Ponieważ przestrzeń powietrzna w tamtym rejonie jest zamknięta, rząd nie planuje akcji ewakuacji. Pytany, czy wie o tym, że m.in. Czesi chcą wysłać samoloty po swoich obywateli, Wewiór stwierdził, że to „jest zupełnie inna skala”, ponieważ Czechów przebywających w tamtym rejonie świata jest 900, a obywateli polskich – tysiące.
MSZ „nie widzi sensu”
Rzecznik MSZ informował o „skali wyzwania”, czyli kilkudziesięcioosobowym składzie polskich pracowników konsularnych na Bliskim Wschodzie. – W ZEA są to cztery osoby i szef placówki, w Arabii Saudyjskiej trzy osoby, które muszą nieść pomoc tysiącom ludzi – ujawnił Wewiór.
Jednocześnie stwierdził, że MSZ „nie widzi sensu” wysyłania w ten rejon dodatkowych ludzi. Jakie więc konkretne działania, by pomóc Polakom, uruchomiło MSZ? – pytali dziennikarze.
– Uruchomiliśmy infolinię w Polsce, która jest czynna w godzinach największego szczytu [+48 22 523 8880, czynna od 8 do 22 – przyp. red.], prosimy o wpisywanie aktualizacji dat pobytu w programie Odyseusz [platforma internetowa MSZ – przyp. red.], w razie potrzeby o kontakt z naszymi placówkami konsularnymi. Władze ZEA zapewniły przedłużenie pobytu i wyżywienie tym, którzy ze względów na wstrzymane loty nie mogą się wydostać z Emiratów [tylko na lotnisku w Dubaju w trakcie międzylądowań utknęły setki Polaków, informacje te pochodzą z mediów społecznościowych – przyp. red.] – mówił Wewiór. Podkreślał, że polskie placówki konsularne pracują 24 godziny na dobę od soboty.
Jak ustaliła „Codzienna”, Polacy przebywający na Bliskim Wschodzie mogą być jednak zdezorientowani. Na profilu na X polskiej ambasady w ZEA nie opublikowano tego, co mówił w Polsce Wewiór. Zamieszczono tylko list po angielsku do władz hoteli w Dubaju z apelem o zapewnienie noclegów i wyżywienia turystom, a także rozpiskę kontaktów do Dubai Department of Economy and Tourism. Do tego zamieszczono baner z numerem infolinii w Polsce i informację, że numery do konsulatów są czynne całodobowo. To wszystko, co Polacy znajdowali wczoraj po południu na X polskiej ambasady w ZEA.
Przecież ostrzegaliśmy
Rzecznik MSZ przypominał, że resort od dawna ostrzegał przed wyjazdami w tamten rejon świata, a także apelował do biur podróży, by obecnie nie oferowały wyjazdów na Bliski Wschód lub tranzytu przez tamtejsze kraje.
– Niestety, takie oferty wciąż są adresowane do klientów – mówił Wewiór i dodał, że MSZ nie ma środków, by zabronić takich praktyk.
Jak sprawdziliśmy na X MSZ, ostrzeżenie o wyjazdach dotyczyło Izraela i opublikowano je 24 lutego. Dopiero 27 lutego po południu pojawiło się ostrzeżenie przed sytuacją na Bliskim Wschodzie, a 28 lutego (a więc już w momencie rozpoczęcia ataku na Iran) wprost zaapelowano o rezygnację z wyjazdów do: Iranu, Libanu, ZEA, Kataru, Kuwejtu, Bahrajnu, Arabii Saudyjskiej, Jordanii i Palestyny.
Wewiór nie odpowiedział na pytanie, czy szef MSZ Radosław Sikorski kontaktował się i ile razy z Amerykanami. – Powołaliśmy sztab kryzysowy, jesteśmy w stałym kontakcie z naszymi partnerami z UE, a głos Polski w ramach UE będzie bardziej słyszalny – stwierdził Wewiór.