"W firmach kooperujących pracę może stracić 3 tys. ludzi"
Stąd wyjeżdżały kultowe Fiat 126p, potem Cinquecento, Seicento, Panda oraz Fiat 500. Teraz "Stellantis" produkuje: Jeepa Avengera, Fiata 600 oraz Alfę Romeo Junior i właśnie poinformował o zamiarze likwidacji od marca br. trzeciej zmiany. Oznacza to, że pracę straci ok. 740 osób w samym zakładzie.
W 58 firmach kooperujących będzie to kilkakrotnie więcej. Łącznie bez pracy może być 2,5-3 tys. ludzi. To tragedia. Moim zdaniem to nawet nie jest tak, że nie ma zainteresowania autami spalinowymi, chodzi o dyrektywę unijną, zgodnie z którą każdy producent, jeżeli nie sprzeda określonej liczby samochodów elektrycznych, zostanie obłożony karami, bo ilości sprzedanych aut spalinowych i elektryków muszą być porównywalne. Zamówienia są, ale Zielony Ład, to zarżnięcie całej branży motoryzacyjnej
– przyznaje w rozmowie z Niezalezna.pl Mirosław Kuś z Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ "Solidarność" "Stellantis" w Tychach.
"Solidarność" negocjuje program dobrowolnych odejść
NSZZ "Solidarność" weszła w spór zbiorowy z pracodawcą, negocjuje od dwóch tygodni porozumienie programu dobrowolnych odejść.
Dla nas najważniejsze jest, by każdy pracownik został potraktowany jak najlepiej, by był program dobrowolnych odejść. Chodzi też o zmianę organizacji pracy. W tym momencie pracodawca może podejść, np. do pracownika utrzymania ruchu i powiedzieć: -"Nie mamy dla pana pracy na tym stanowisku, oferujemy panu pracę na montażu". A jeśli pracownik się na to nie zgodzi zostanie zwolniony. I to z Kodeksu Pracy, co jest bardzo niekorzystne. Dlatego negocjujemy, by wszystko było opisane w porozumieniu z pracodawcą
– dodaje Mirosław Kuś.
"Dialog ze stroną społeczną jest pozorowany"
Zarząd Śląsko-Dąbrowskiej "Solidarności" skierował list do największych akcjonariuszy koncernu "Stellantis", zwracając uwagę, że fabryka w Tychach była jedną z najlepszych w koncernie, zarówno pod względem jakości produkowanych samochodów, jak i wydajności pracy. Już zlikwidowano zakład silników w Bielsku-Białej należący do "Stellantisa". Teraz dialog ze stroną społeczną zarząd regionu "Solidarności" uznał za... pozorowany. Poprosiliśmy o komentarz Agnieszkę Branię, rzeczniczkę prasową fabryk "Stellantis" w Polsce, ale nie skomentowała sytuacji.
"Zielony Ład grozi katastrofą dla naszego kraju"
-To jest dramat! - ocenia w rozmowie z nami Stanisław Szwed, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.
- O pracowników walczy niestety tylko "Solidarność", która weszła w spór zbiorowy z pracodawcą. Szkoda, że nie przyłączyły się do tego inne centrale związkowe. Nadal jest negocjowany program dobrowolnych odejść, taki jak w innych firmach związanych z motoryzacją. Z rozmów ze związkowcami z regionu Podbeskidzia wiem, że w Tychach planowane są zwolnienia grupowe, bez dodatkowych świadczeń i odpraw. A taka pomoc byłaby szczególnie istotna dla pracowników, którzy są najstarsi, mają długi staż; wiek - i mają kilka lat do emerytury. Gdzie oni znajdą pracę, gdy zostaną zwolnieni? W takiej sytuacji program dobrowolnych odejść zapewniałby tym ludziom, by mieli środki do życia, a tego na razie pracodawca nie chce zrealizować, zobaczymy jak sytuacja potoczy się dalej. Zielony Ład, przeciwko któremu protestowały i związki zawodowe, i nasze ugrupowanie Prawo i Sprawiedliwość, dotyka przemysłu motoryzacyjnego, ale nie tylko - zauważa polityk.
W innych branżach, górnictwie, hutnictwie, również jest bardzo trudna sytuacja. Wzrasta bezrobocie, są prowadzone zwolnienia grupowe. Właśnie w kopalni "Silesia" w Czechowicach-Dziedzicach ruszyły zwolnienia, co jest zresztą złamaniem podpisanego w grudniu ub.r. porozumienia. Sytuacja z Zielonym Ładem i tym, co się dzieje w Europie grozi katastrofą dla naszego kraju i narodu. Ten problem dotyka nas wszystkich. Rząd Donalda Tuska, zajmuje się czymś innym, a nie problemami, chociażby branży motoryzacyjnej. Były próby spotkań z ministrami, ale nic z tego nie wyszło, bo szefowie resortów nie chcą się spotykać z pracownikami branży motoryzacyjnej. Nie ma w ogóle dialogu ze stroną społeczną. Ekipa Donalda Tuska zajmuje się ściganiem Prawa i Sprawiedliwości, a nie problemami Polaków
– podkreśla.
"Sytuacja na rynku pracy jest stabilna"
Były wojewoda śląski Jarosław Wieczorek alarmuje, że wcześniejsze ustalenia niestety się potwierdziły i padł rekord - w 2025 r. było w skali Polski niemal 100 tys. zgłoszeń zwolnień grupowych, 3 razy więcej niż 2024 r.
Arkadiusz Kaczor z Zespołu ds. Informacji i Promocji, Wydziału Zarządzania i Planowania Funduszami Europejskimi w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Katowicach twierdzi jednak, że sytuacja na rynku pracy w Tychach i całej aglomeracji śląskiej pozostaje stabilna.
Rynek pracy całego województwa śląskiego jest chłonny i zdywersyfikowany. Pracownicy branży motoryzacyjnej od lat funkcjonują w skali całej aglomeracji, co znacząco zwiększa ich mobilność i możliwości znalezienia nowego zatrudnienia. Mamy do czynienia z trudnym momentem dla części załogi, ale nie z zapaścią rynku pracy. Region ma doświadczenie w procesach transformacyjnych i instrumenty, które pozwalają stosunkowo szybko wrócić na rynek pracy lub zdobyć nowe kwalifikacje. Osoby zwalniane mogą liczyć na realne wsparcie
– mówi.
Samorząd robi swoje
Sytuacja jest poważna, dlatego miasto i instytucje rynku pracy koordynują problem. Priorytetem jest szybki dostęp pracowników do rzetelnej informacji, ofert pracy, doradztwa i wsparcia. Współpracujemy z urzędami pracy, Katowicką Specjalną Strefą Ekonomiczną oraz innymi partnerami. Miasto uruchomiło bezpłatny punkt porad prawnych w tyskim Urzędzie Miasta. Rozmawiamy z pracodawcami, wspieramy "kojarzenie" pracowników z ofertami pracy oraz organizację szkoleń
- tłumaczy nam Małgorzata Wawak, rzecznik prasowy UM Tychy.
Zasiłki dla bezrobotnych PUP w Tycach będzie wypłacał przez 180 dni, a dla określonych grup - przez 365 dni.