W środę europoseł PiS Zdzisław Krasnodębski nie został wybrany w Strasburgu na wiceszefa Parlamentu Europejskiego. Za jego kandydaturą zagłosowało w ostatniej, trzeciej turze głosowania 85 europosłów. Stanowisko przypadło niezrzeszonemu europosłowi Fabio Massimo Castaldo, który otrzymał 248 głosów. Ważnych głosów oddano 350. Wcześniej na szefa PE wybrano włoskiego polityka z frakcji Socjalistów i Demokratów Davida Sassoli.
Jarosław Gowin proszony w Warszawie przez dziennikarzy o komentarz w tej sprawie, powiedział: "Szkoda, że Parlament Europejski, który powinien wyznaczać - nomen omen - europejskie standardy, jest areną tego typu sytuacji dzielenia europosłów na równych i równiejszych".
Rzecz dotyczy nie tylko niewybrania przedstawiciela frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Naruszone zostało również porozumienie geograficzne. Jedno z kluczowych stanowisk miało przypaść reprezentantom nowych krajów Unii Europejskiej. To miał być bułgarski socjalista w roli przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Tutaj na skutek konfliktów wewnątrz frakcji socjalistów wybór padł na przedstawiciela starej Europy. Nic dramatycznego się nie stało, ale pewne zasady zostały nadwątlone. Szkoda
- ocenił.
Pytany, czy polscy eurodeputowani nie są słabo widoczną grupą, powiedział: "mieliśmy świadomość, że ze względu na przynależność do szóstej w kolejności rodziny w PE nie możemy liczyć na żadne z kluczowych stanowisk. Natomiast do tej pory respektowane były pewne zasady kultury politycznej - każdy z liczących się klubów miał swoją reprezentację wśród wiceprzewodniczących. Tym razem stało się inaczej. Myślę, że ze szkodą dla autorytetu Parlamentu Europejskiego".