W piątek prezydent Andrzej Duda zawetował nowelizację Prawa farmaceutycznego dotyczącą tabletki "dzień po", która miała wprowadzać dostępność bez recepty jednego z hormonalnych środków antykoncepcyjnych – octanu uliprystalu – dla osób powyżej 15. roku życia.
- Przede wszystkim pan prezydent wsłuchał się w głosy rodziców, które docierały w kierowanej, bardzo licznej korespondencji i pan prezydent jasno stoi na stanowisku konieczności ochrony praw i standardu konstytucyjnego opieki zdrowotnej nad dziećmi – wyjaśniła po decyzji prezydenta Małgorzata Paprocka. Powiedziała, że gdyby przepisy dot. tabletki "dzień po" wróciły do Sejmu, ale w odniesieniu do kobiet powyżej 18. roku życia, to decyzja prezydenta będzie inna.
Decyzja prezydenta wywołała poruszenie w kręgach koalicji rządzącej i jej akolitów. Przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej zapowiedzieli nawet realizację "planu B", który ma obejść prezydenckie weto.
Weto nie spodobało się także sędziemu Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, Piotrowi Borowieckiemu, który zamieścił na Facebooku taki wpis:
"No cóż, kretyn zawetował świetny preparat antykoncepcyjny, kierując się swoimi zabobonami i wiedzą wyssaną z brudnego palca. XXI wiek, Państwo Członkowskie UE, a głowa państwa mentalnie w wiekach średnich".

Na profilu sędziego w mediach społecznościowych roi się od wpisów wspierających i kolportujących narrację obecnej koalicji rządzącej.
Sędzia Borowiecki pisze o sobie jako o "sędzim europejskim" - w oświadczeniu przygotowanym w 2020 r. w związku z ustawą z 20 grudnia 2019 r., którą nazywa "represyjną".
W 2018 r. Borowiecki unieważnił dekomunizacyjną zmianę nazw 12 ulic w Warszawie, w tym zmianę nazwy al. Armii Ludowej na ul. Lecha Kaczyńskiego. W tym samym roku, o czym informował portal wpolityce.pl, sędzia kandydował do Sądu Najwyższego.