Prof. Marian Zembala wraz z profesorami Zbigniewem Religą i Andrzejem Bochenkiem to ojcowie-założyciele Śląskiego Centrum Chorób Serca (SCCS) w Zabrzu, gdzie wykonuje się najwięcej przeszczepów serca i płuc w Polsce. I właśnie prof. Zembala specjalizował się w transplantologii tych organów, w 1997 r. jako pierwszy w Polsce wykonał transplantację pojedynczego płuca, a w 2001 r. jako pierwszy w Polsce wykonał udany zabieg przeszczepu i płuc i serca; dokonał także zabiegu wszczepienia by-passów 103-letniej pacjentce.
"Czuję się następcą i strażnikiem dziedzictwa wielkiego profesora Zbigniewa Religi, charyzmatycznej postaci polskiej medycyny, tak mocno związanej ze Śląskiem i Zabrzem. Dzięki niemu podjąłem się wielu wyzwań. Byłem w zespole z profesorem Andrzejem Bochenkiem i innymi młodszymi zdolnymi kolegami, przy pierwszym przeszczepie serca. Zresztą pierwszy polski pacjent, pan Józef Krawczyk, pochodził z moich rodzinnych Krzepic"
- mówił w jednym z wywiadów.
Miał mieć kompleks Religi
Właśnie ukazała się biografia "Zembala. Szpital to ja. Historia słynnego kardiochirurga", autorstwa dziennikarzy "Gazety Wyborczej" Dariusza Kortko i Judyty Watoły. Według nich "Zembala to lokomotywa, która rozjeżdżała współpracowników, z kompleksem Religi i jeszcze łasząca się do PiS-u".
„Marian, ja umieram. Przyjedź proszę”
- Ojciec nigdy nie miał kompleksu Religi - denerwuje się w rozmowie z niezalezna.pl prof. Michał Zembala, także kardiochirurg, związany z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim najstarszy syn Mariana Zembali. - Oni byli przyjaciółmi, takimi na dobre i na złe. To wyklucza poczucie bycia gorszym. Pamiętam moment, gdy Religa zadzwonił do ojca mówiąc mu, że umiera. Że ma raka. Słuchałem tej rozmowy przypadkowo, jadąc z ojcem samochodem, na głośniku. Więź miedzy nimi, szacunek, ale i zaufanie, były przejmujące. Słowa Religi „Marian, ja umieram. Przyjedź proszę” dźwięczą mi w uszach do dziś. Przyjaźń wyklucza rywalizację. Przyjaźń wyklucza kłamstwo i obłudę.
Dumni z patrona są też wychowankowie LO w Krzepicach, które nosi imię prof. Zembali. A on na pewno byłby zbudowany ich osiągnięciami. To szkoła z najwyższym odsetkiem zdawalności egzaminu dojrzałości w woj. śląskim. 4 grudnia br. będzie mieć miejsce kolejny Dzień z Patronem, gdzie zostanie przywołana postać "człowieka, lekarza, przyjaciela młodzieży".
Zmarły nie może się bronić
Internet huczy. Biografię wydaną przez "Agorę", komentują oburzeni pacjenci, współpracownicy, bliscy.
"Mój mąż był człowiekiem do bólu uczciwym. (…) Swój zawód traktował jak służbę. Nie każdy jednak wyznawał takie priorytety i wartości. Łatwo obrzucać błotem osobę zmarłą, bo ona nie może się bronić. Czy to żerowanie na ludzkiej tragedii, by przez chwilę zaistnieć?"
- pyta z goryczą Hanna Zembala, wdowa po zmarłym 3 lata temu kardiochirurgu. I przypomina, że to ona znalazła ciało męża po jego tragicznej śmierci w 2022 r. Teraz wszystko odżyło - po publikacji redaktorów "Wyborczej".
Tracą wiarygodność jako dziennikarze
- "Prof. Zembala wykorzystywał wiedzę i doświadczenie najlepiej, jak umiał. O tym świadczą ludzie, którym uratował życie. Dawał nadzieję, radość cudu życia od nowa. Że tyran? Tytan pracy? Zbyt ambitny? (...) Bez katorgi nie ma sukcesu, zawsze jest coś za coś. Miłej lektury, książkę łatwo się łyka. To też świadczy o poziomie intelektualnym - dzieła. Przeczytałam i mój egzemplarz idzie do śmieci. Szkoda było tych 40 zł. No cóż"... - stwierdza internautka.
- "Pan Profesor był WIELKIM CZLOWIEKIEM. Autorzy tej niby biografii tracą wiarygodność jako dziennikarze" - podkreśla autorka kolejnego wpisu.
- Obrzucamy błotem pomniki i się z tego cieszymy! Ja opisanego w książce Mariana Zembali nie znam, choć znałem go dość dobrze - komentuje mec. Krzysztof Lewandowski, wieloletni współpracownik prezydent Zabrza Małgorzaty Mańki-Szulik, wiceprezydent miasta w latach 2006-2024. - Marian Zembala to nie tylko wyjątkowy lekarz i naukowiec, ale także wybitny ekspert z zakresu zarządzania, dzięki którego zaangażowaniu wybudowano w Zabrzu kolejne wspaniale wyposażone budynki szpitalne. To dobry minister zdrowia, który wprowadził m.in. teleporady, bez których byłaby katastrofa w okresie COVID-19. Autorzy już we wstępie piszą, że rodzina odmówiła udziału w tym projekcie i wyraziła obawę, że praca może narazić ich dobra osobiste. Ponadto bliscy powołali się na prawo do kultywowania pamięci osoby zmarłej.
Niezrozumiała, obsesyjna wrogość
Książka powstała wbrew rodzinie. Judyta Watoła z "Wyborczej" sama cytuje fragmenty SMS-ów od prof. Zembali: - „Powiedziałem mojej żonie, gdybym zmarł, co po udarze nie jest niemożliwe, proszę, aby Pani nie było wśród żegnających. Pozostaną inni, którzy obiektywnie będą potrafili ocenić mnie i moje dokonania zawodowe i naukowe. Pani podważa wszystko, dlatego popełniłem błąd, kierując się zapamiętaną przed laty sympatią, że zaprosiłem Panią na Benefis "Spełniony dzięki Bogu i ludziom". Nie oczekuję odpowiedzi, tylko bycia przyzwoitym”.
A innym razem: „Witam, dopiero wczoraj dowiedziałem się o przyznaniu Pani prestiżowej nagrody (…). Gratuluję Pani, pomimo że od nikogo bardziej nie doznałem takiego upokorzenia i niezrozumiałej dla mnie obsesyjnej wrogości”.
Prof. Zembala był otwarty i lubił media
Dla porównania, np. redakcja niezalezna.pl miała z nim bardzo dobre relacje. Byliśmy regularnie zapraszani na spotkania w SCCS w Zabrzu. Byliśmy tam, np. podczas wizyty na Śląsku Sarah Ferguson, księżnej Yorku, byłej szwagierki króla Anglii Karola III, która jest znana z działalności charytatywnej. Wcześniej rozmawialiśmy z panem profesorem, m.in. o walce z Covid19 i jego skutkach dla ludzkiego organizmu, a materiał został w 2021 r. "przedrukowany" przez premiera Mateusza Morawieckiego, na jego profilu. Mieliśmy zaproszenie na spotkanie dorosłych, którym w Holandii leczono serca, gdy byli dziećmi. W latach 80. prof. Zembala opiekował się trzystoma chorymi dziećmi, którym mieszkańcy Niderlandów sponsorowali leczenie. W Zbrosławicach, gdzie mieszkał, teraz mieli być dawni pacjenci i przedstawiciele rodziny królewskiej Holandii. Wydarzenie już nie doszło do skutku, bo prof. Zembala odszedł...
Nie-bezbronni wobec "Agory"
Zapytaliśmy wydawcę książki, czy były do jej treści sprostowania. Liczne cytaty z publikacji są w "Gazecie Wyborczej" i jej portalach. - Książka nie może być przedmiotem sprostowania, ponieważ sprostowania - w świetle prawa prasowego - dotyczą materiałów prasowych publikowanych w prasie, a książka takim materiałem nie jest - pouczyła nas Karolina Ghafori z Biura Prasowego "Agory".
Mecenas Lewandowski potwierdza tę informację, ale zwraca uwagę, że inaczej przedstawia się sytuacja w przypadku artykułów prasowych odnoszących się do treści książki.
- Jeżeli materiał prasowy powiela nieprawdziwe lub nieścisłe informacje pochodzące z książki, osobom zainteresowanym przysługuje prawo do żądania sprostowania w trybie Prawa prasowego - mówi. - Wobec treści opublikowanych w książce możliwe są natomiast inne środki ochrony prawnej, w szczególności na podstawie art. 23 i 24 k.c., obejmujące roszczenia z tytułu naruszenia dóbr osobistych, w tym dobrego imienia osoby zmarłej. Z tego trybu mogą skorzystać członkowie rodziny.