Ogromne zadłużenie szpitala w Lesku
Szpital Specjalistyczny w Lesku mierzy się z poważnym kryzysem finansowym. Zadłużenie placówki sięga już niemal 130 milionów złotych i - jak podkreślają przedstawiciele szpitala - zwiększa się o około milion złotych miesięcznie. Problemy finansowe odbijają się na funkcjonowaniu placówki – pracownicy otrzymują obecnie jedynie 75 proc. należnych wynagrodzeń, a szpital ma zaległości wobec personelu, kontrahentów oraz dostawców.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Rosnące zadłużenie sprawia, że przyszłość szpitala, obsługującego mieszkańców Bieszczad i regionu Podkarpacia, stoi pod znakiem zapytania. W odpowiedzi na dramatyczną sytuację w ciągu dwóch tygodni 5677 osób podpisało apel do premiera Donalda Tuska o pilną interwencję i zapewnienie finansowania dla placówki.
Protest przed KPRM. "Dość tego"
Podpisy zebrano w specjalnej drewnianej skrzyni, która ma zostać przekazana do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Warszawie. Dziś przed Sejmem odbyła się również konferencja prasowa protestujących przeciwko zamknięciu placówki.
Duszan Augustyn, szef społecznego ruchu w obronie szpitala, podkreślił, że "obecny system, który sprawia, że pieniądze idą za pacjentem, dla takich regionów jak nasz, słabo zaludnionych, po prostu nie działa".
Zebraliśmy ponad 5600 podpisów pod apelem o traktowanie naszego szpitala w sposób szczególny. Szczególna jest specyfika naszego regionu oraz indywidualne potrzeby osób, które mieszkają z dala od dużych skupisk ludzi. Zebraliśmy podpisy z ogromną łatwością. 95 proc. mieszkańców podpisywało się pod apelem. Wszyscy jesteśmy zgodni, pomimo podziałów i różnic. Łączy nas troska o nas samych. Zjednoczeni w tej idei udaliśmy się do Warszawy
– oświadczył.
Wskazał też, że protestujący chcieliby spotkać się z premierem Donaldem Tuskiem i "przypomnieć mu o obietnicach, które składał w 2023 roku".
W Rzeszowie i w Lesku Donald Tusk opowiadał, że szpital w Bieszczadach to cos oczywistego, że bezpieczeństwo ludzi mieszkających w naszym regionie jest tak samo ważne jak w wielkich aglomeracjach
– przypomniał Augustyn.
W trakcie konferencji głos zabrała także Zofia Bosak, wiceprzewodnicząca związków zawodowych pielęgniarek i położnych w szpitalu w Lesku.
Szpital w Lesku jest na kraju przepaści. Od kilku miesięcy nie dostajemy pełnych wypłat. Przez długi czas byliśmy cicho, ponieważ zależało nam na losie pacjentów, którzy są oddaleni od dużych aglomeracji. Dość tego. Przyjechaliśmy z podpisami, z inicjatywą społeczną po wypełnienie obietnic pana premiera z 5 października 2023 roku. Obiecywał nam, że ginekologia, położnictwo nie będzie zamknięte. Na uwagę zasługuje to, że pacjenci są przywożeni z odległych miejscowości bieszczadzkich. Dojazd do innych szpitali jest bardzo utrudniony. Zamknięcie szpitala będzie skutkowało niejednokrotnie tym, że pacjenci nie przeżyją
– oświadczyła.