Od 1 sierpnia w szpitalu w Bartoszycach dojdzie do konsolidacji Oddziału Chorób Wewnętrznych z Salą Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego, Oddziału Chorób Płuc i Oddziału Nefrologicznego. Jak powiedziała naczelna pielęgniarka szpitala Beata Rewucha, w związku ze zmianami ubędzie 10 łóżek, a 6 pielęgniarek zostanie przeniesionych do pracy na innych oddziałach.
- Zachowana zostanie stacja dializ, która będzie działała od poniedziałku do soboty – zapewniła Rewucha.
Szpital w Bartoszycach rozważał także zamknięcie Oddziału Położniczego ze względu na bardzo małą liczbę porodów - od początku roku na świat przyszło w nim jedynie około 90 dzieci. Oddział był już w przeszłości czasowo zawieszany, co za każdym razem wywoływało falę protestów. W grudniu 2025 roku przeciwko jego zamknięciu protestowali między innymi posłowie PiS. Ostatecznie oddział nadal funkcjonuje.
"To nie jest wybór, ale konsekwencja"
Dyrektor szpitala powiatowego w Bartoszycach Beata Deka nie pozostawiła złudzeń co do sytuacji placówki. Napisała, że konsolidacja nie jest wyborem, lecz konsekwencją problemów, z którymi szpital mierzy się od lat. Z przedstawionych danych wynika, że zadłużenie szpitala w Bartoszycach wynosi aż 90,7 mln zł, co czyni go najbardziej zadłużoną placówką medyczną w województwie warmińsko-mazurskim.
Dyrektor Deka nie kryła, że sytuacja kadrowa placówki osiągnęła poziom krytyczny, a wraz z nią narastają problemy finansowe. Podkreśliła, że nadszedł czas na odważne decyzje, ponieważ próby utrzymania dotychczasowego modelu funkcjonowania szpitala przez wiele lat, mimo zmieniających się realiów, przestały mieć sens. Jak zaznaczyła, obecnie nie chodzi już o zachowanie dotychczasowej struktury, ale o utrzymanie samego szpitala.
Brakuje lekarzy, a chętnych nie ma
Skala problemów kadrowych jest uderzająca. Szpital dysponuje zaledwie dwoma nefrologami, podczas gdy do samodzielnego funkcjonowania oddziału potrzeba 4-5 specjalistów. Podobnie wygląda sytuacja na oddziale chorób płuc, gdzie w pełni dyspozycyjny jest tylko jeden lekarz, wspierany na część etatu przez lekarkę będącą już na emeryturze.
- Na wszelkie sposoby szukaliśmy lekarzy, ale nikt się do nas nie zgłosił. Jesteśmy małym miastem, mamy kilka kilometrów do rosyjskiej granicy, nie ma tłumów chętnych do nas do pracy – przyznała Rewucha, dodając, że połączenie trzech oddziałów w jeden ma w wystarczający sposób zabezpieczyć leczenie i opiekę nad pacjentami.
Na trudną sytuację placówki wpływają również niekorzystne trendy demograficzne. Jak wynika z danych dotyczących powiatu bartoszyckiego, aż 37 procent młodych ludzi wyjechało z tego regionu, co dodatkowo pogłębia problemy kadrowe i finansowe szpitala
Kontrakty lekarzy sięgają ponad 100 tysięcy złotych
Mimo dramatycznej sytuacji finansowej placówki, okazuje się, że niektórzy specjaliści zarabiają w bartoszyckim szpitalu bardzo dobrze. Specjalista ortopedii i traumatologii narządu ruchu otrzymał w maju wynagrodzenie w wysokości 113 tys. zł, a lekarz nefrolog – 105 tys. zł. Na kolejnym miejscu pod względem zarobków znalazł się specjalista chirurg z miesięcznym kontraktem opiewającym na 90 tys. zł.
Zapytana o te stawki, naczelna pielęgniarka nie kryła, że to efekt realiów rynku pracy w służbie zdrowia.
- Dziś w służbie zdrowia to pracownik rządzi pracodawcą. Jeśli byśmy nie płacili takich stawek, to byśmy tych specjalistów nie mieli i wówczas nie byłoby oddziałów – powiedziała Rewucha.