Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Czarna seria zamykania szpitali właśnie się zaczęła. Dramatyczna sytuacja w Lublińcu

Od poniedziałku szpital w Lublińcu zawiesza działalność oddziału pediatrycznego. Tym samym w szpitalu przestanie działać jakikolwiek oddział, co oznacza faktyczny upadek placówki, którą samorząd próbował wydzierżawić m.in. prywatnej firmie. Wciąż nie wiadomo, jak potoczą się losy szpitala w Sanoku z ponad 200-milionowym zadłużeniem. W Miastku nie ma chętnych na wznowienie działalności poradni. Jest tylko fizjoterapia. – Pod naporem długów zaczęła się czarna seria zamykania szpitali – opisuje tę sytuację ekspert Wojciech Wiśniewski. – Regulacje dotyczące kominów płacowych w ochronie zdrowia nie rozwiązują problemu – alarmuje ekspert Łukasz Kozłowski.

Oddział dziecięcy został zawieszony od 9 listopada i nie wiadomo, do kiedy będzie trwało to zwieszenie. Wprawdzie z oficjalnych informacji przerwa ma trwać do 23 listopada, ale nieoficjalnie wiadomo, że szpital skierował wniosek do NFZ o zawieszenie oddziału do końca roku.

Jak dowiedziała się „Codzienna”, chodziło o prostą kalkulację: nowy rok to nowe środki z budżetu już na 2027 r. Zawieszenie oddziału od poniedziałku oznacza przeniesienie pacjentów do innych szpitali. Dzieci leczone w Lublińcu mają trafić do Częstochowy i Tarnowskich Gór. To wywołało protesty rodziców, którzy teraz do swoich dzieci będą jeździć ok. 40 km.

Smutna historia upadku

Zawieszenie oddziału dziecięcego oznacza, że w szpitalu nie będzie działał już żaden oddział. Nie ma już chirurgii, ginekologii i położnictwa, neonatologii oraz anestezjologii, a także intensywnej terapii. Nie działa oddział chorób wewnętrznych. Tym samym w placówce nie będzie już stacjonarnego leczenia na żadnym z dotychczasowych oddziałów.

Szpital ma ponad 85 mln zł długów i od ponad roku trwa jego stopniowy upadek. Samorząd rozważał różne możliwości, w tym dzierżawę placówki prywatnej firmie American
Heart of Poland (AHP). W kwietniu poseł KO Przemysław Witek zwrócił się do starosty z wnioskiem o zainicjowanie kontaktu z przedstawicielami AHP, jak twierdził, spółka jest zainteresowana przejęciem szpitala. Zarząd powiatu wystosował do zarządu AHP list intencyjny dotyczący możliwych form współpracy. Jednak AHP, prześwietliwszy stan finansów szpitala, a także kontrakty z NFZ za rok 2025 i obecny, w sierpniu wycofał się z ewentualnej transakcji.

W tej sytuacji próbowano konsolidacji Lublińca z innymi szpitalami w regionie śląskim. To się nie udało, a samorząd nie miał już pieniędzy na dofinansowanie szpitala. Stąd przestające działać oddziały.

Kilka dni temu doszło do protestu mieszkańców. „Dziś pediatria i porodówka. Jutro pusta placówka!” – z takimi hasłami manifestowali przed starostwem, gdzie trwała nadzwyczajna sesja rady powiatu. Chcieli wiedzieć, czy szpital da się jeszcze uratować. Efekt? Samorząd podjął decyzję o zawieszeniu oddziału dziecięcego, a teraz chce przekształcić szpital w spółkę prawa handlowego i szukać kontrahenta lub partnera do konsolidacji, a także skorzystać z prawa o restrukturyzacji, by szpital nie musiał spłacać długów. Mieszkańcy uważają, że chodzi nie o restrukturyzację, ale likwidację szpitala.

Konsolidacja – tak, oddłużenie – nie

Szpital w Lublińcu to kolejna tego typu placówka, która zaprzestała de facto działalności. Latem taki los dotknął Miastko, a szpital w Sanoku w dalszym ciągu balansuje na krawędzi. Po głodówce pielęgniarek podjął decyzję o oddaniu kardiologii w prywatne ręce. Szpital w Sanoku działa, ale ma ponad 200 mln zł długów.

Szpital w Lublińcu to tak naprawdę potwierdzenie czarnej serii upadków szpitali. Obciążone długami, bez odpowiednich decyzji ze strony resortu, ale także prowadzących je samorządów, próbują ratować się na różne sposoby.

– W takiej sytuacji ten segment sam zacznie się regulować. Tak musi być, jeśli 200 szpitali ma długi większe niż swój kapitał. Tyle że odbywa się to bez planu. Jeśli pan pyta, czy to początek czarnej serii, odpowiadam: tak, to dopiero początek!

– mówi „Codziennej” Wojciech Wiśniewski, ekspert ds. rynku ochrony zdrowia.

Resort zdrowia jako receptę na taki stan uznaje konsolidację mniejszych placówek z większymi. Jednak bez oddłużenia ten proces dla wielu staje się niemożliwy. Przykładem jest szpital w Dębicy (dług ok. 180 mln zł), który miał się łączyć ze szpitalem w Rzeszowie. Sprawa utknęła, bo jak mówi starosta dębicki Piotr Chęciek: – Udało nam się dotrzeć do tego momentu, w którym bez wsparcia państwa się nie obejdzie. Jako powiat przygotowujemy komplet dokumentów i zwrócimy się bezpośrednio do pana premiera, rządu polskiego, pani minister zdrowia, prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, do posłów, senatorów, do pani wojewody, do wszystkich, którzy mogą wpłynąć na to, żeby ten proces programu, który rząd wymyślił, przedstawił i do niego namawiał, przekonywał do jego realizacji, był realizowany.

Ten program to wsparcie konsolidacji szpitali na poziomie miliarda złotych. Tymczasem długi szpitali to już ponad 32 mld zł (dane za II kwartał tego roku). Z projektu oddłużania szpitali, a potem kredytów mających ułatwić ten proces resort zdrowia wycofał się pod presją resortu finansów w połowie roku.

Ustawa nie rozwiązuje sedna problemu

Rząd cały czas odsuwa problem zadłużających się szpitali i twierdzi, że przygotowywane ustawy o limicie zarobków i czasie pracy lekarzy dadzą oszczędności szpitalom. Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wyjaśnia, że nie tu leży problem.

– W ostatnich latach wydatki budżetu państwa na dotację podmiotową dla NFZ systematycznie przewyższają plan. W 2025 r. o blisko 15 mld zł, w tym roku pierwotny plan został już przekroczony o 11 mld zł i prawdopodobnie na tym się nie skończy. Reguła z ustawy „7 proc. PKB na zdrowie”, w oparciu o którą wyznaczana jest kwota dotacji budżetowej, już dawno straciła na znaczeniu, gdyż koszty wynikające z podnoszonych wycen świadczeń wyprzedziły finansowanie gwarantowane przez ustawę. To, że dotacja nie jest przewidziana w ustawie budżetowej na potrzebnym poziomie, a brakujące środki dosypywane są awaryjnie w ciągu roku, przekłada się na później zapłacone nadwykonania, wzrost zadłużenia szpitali i ograniczanie przyjęć pacjentów, czyli dłuższe kolejki i mniejszy dostęp do leczenia

– mówi Kozłowski.

– Dynamiczny wzrost zapotrzebowania NFZ na środki też jest problemem, ale jego rozwiązaniem nie jest brak pełnego finansowania zadań wynikających z przepisów, tylko dostosowanie mechanizmów realizacji tzw. ustawy podwyżkowej oraz wynikających z nich zmian wycen świadczeń. Regulacje dotyczące kominów płacowych w ochronie zdrowia same w sobie nie pociągają za sobą takiego skutku – podkreśla ekspert.

– Te regulacje są obok problemu, nie rozwiązują sedna. Leczą objawy, a nie przyczynę. Staje się jasne, że część szpitali musi przestać działać lub połączyć się w większe placówki. To wywołuje protesty mieszkańców, ale nikt z nimi nie rozmawia rzeczowo. Resort, samorządy komunikują, a nie rozmawiają, i przerzucają się odpowiedzialnością za tę katastrofę. Konieczne są fundamentalne decyzje, a nie regulacje, których skutków finansowych, organizacyjnych dla systemu nawet nie policzono

– mówi Wojciech Wiśniewski.

Czytaj więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"!

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska