W maju zeszłego roku ówczesny minister sprawiedliwości Adam Bodnar publicznie zadeklarował:
„Niezależni sędziowie i prokuratorzy, będący ofiarami represji ze strony poprzedniej władzy, zasługują na naprawienie krzywd i odzyskanie dobrego imienia. Jako Minister Sprawiedliwości czuję się do tego zobowiązany”.
„Osób poszkodowanych w czasach rządów PiS jest jednak więcej. Dlatego w Ministerstwie Sprawiedliwości powstał roboczy zespół negocjacyjny, który ma na celu wypracowanie ugód w sprawach dotyczących takich przypadków” – stwierdził Bodnar.
Niezależni sędziowie i prokuratorzy, będący ofiarami represji ze strony poprzedniej władzy, zasługują na naprawienie krzywd i odzyskanie dobrego imienia. Jako Minister Sprawiedliwości czuję się do tego zobowiązany.
— Adam Bodnar (@Adbodnar) May 6, 2025
Wyrazem tego zobowiązania są dwie zawarte już ugody, które…
Informacja wywołała poruszenie w środowisku prawniczym. Niektórzy nie ukrywali satysfakcji.
„Bardzo się cieszę że słów Pana Ministra, gdyż „poturbowanych” w 2016 jest ponad setka… Różne były powody, że nie wystąpili oni z pozwani przeciwko SP, czasem bardzo osobiste, a wręcz intymne… Jeśli jest czas na zadośćuczynienie, to super” – skomentowała prokurator Katarzyna Szeska, prominentna działaczka „Lex Super Omnia”.
Bardzo się cieszę że słów Pana Ministra, gdyż „poturbowanych” w 2016 jest ponad setka… Różne były powody, że nie wystąpili oni z pozwani przeciwko SP, czasem bardzo osobiste, a wręcz intymne… Jeśli jest czas na zadośćuczynienie, to super 👍
— Katarzyna Szeska (@katy_sze) May 6, 2025
Minęło wiele miesięcy i portal Niezalezna.pl sprawdził, jakie są efekty pracy zespołu, ile ugód zawarto, na jakie kwoty, kto otrzymał rekompensatę. Prokurator Szeska będzie mocno rozczarowana.
"Przesłanką do powołania zespołu była sprawa z powództwa ówczesnego sędziego, a obecnego Ministra Sprawiedliwości Waldemara Żurka. W trybie roboczym podjęto działania w celu rozpoczęcia rozmów ugodowych, które ostatecznie nie doszły do skutku. Bowiem w związku z objęciem przez Waldemara Żurka funkcji Ministra Sprawiedliwości oraz cofnięciem powództwa zasadniczy przedmiot potencjalnych negocjacji uległ dezaktualizacji, a stosowne zarządzenie tworzące zespół nie zostało ostatecznie wydane"
- odpowiedziało Ministerstwo Sprawiedliwości.
Czyli szumnie zapowiadany zespół negocjacyjny nigdy nie powstał, bo jedyny rzekomo represjonowany sędzia niespodziewanie został ministrem sprawiedliwości!
„To tylko pokazuje, jak naprawdę było z sędziami rzekomo represjonowanymi przez poprzedni reżim. Pokazuje też skalę manipulacji ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości, bo wyszło teraz na jaw, że zespół miał powstać w związku z „represjami” zgłoszonymi przez jednego człowieka. To się samo komentuje” – mówi Niezalezna.pl sędzia Łukasz Piebiak, prezes stowarzyszenia „Prawnicy dla Polski’. – „Pluszowi męczennicy”.
Przypomina również proces – opisywany niedawno obszernie przez Niezależna.pl, czyli pozew byłego szefa Iustitii Krystiana Markiewicz przeciwko właśnie s. Piebiakowi, ale również s. Jakubowi Iwańcowi oraz ministrowi sprawiedliwości.
"Markiewicz opowiadał, jak to paszkwil, który wysmarowała na niego Emilia Szmydt, wywołał wielkie szkody w jego życiu osobistym i zawodowym. Takie, że po zmianie władzy był sowicie opłacanym przez ministra szefem komisji kodyfikacyjnej, a niedawno został wskazany przez Sejm na sędziego Trybunału Konstytucyjnego” – podkreślił b. wiceminister sprawiedliwości. – „Okazuje się, że grupa pokrzywdzonych przez poprzednie kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości ogranicza się do Waldemara Żurka i Krystiana Markiewicza. W rzeczywistości nijak nie zostali pokrzywdzeni, wręcz zyskali - nie tylko sławę, ale także stanowiska”.
Takim finałem działalności zespołu Bodnara nie jest zaskoczony sędzia Przemysław Radzik, legalny zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych. Prowadził – i nadal prowadzi – liczne postępowania dyscyplinarne wobec sędziów naruszających prawo. Nierzadko również wobec liderów „obrońców praworządności”.
„Oczywiście, że nie było żadnych represji. To była hucpa. Chodziło o podtrzymywanie narracji o represjach, a najwyraźniej nie było represjonowanych, skoro nawet ten specjalny zespół finalnie nie powstał, bo zabrakło represjonowanych. Pojedyncze osoby inicjują pozwy, bo sądzą, że na tym zarobią. To się w głowie nie mieści”
– podsumował sędzia Radzik.