Wtorkowa debata nad planowaną przez Hiszpanię legalizacją ponad pół miliona nielegalnych migrantów potwierdziła, z jaką dezynwolturą i samozadowoleniem Komisja Europejska podchodzi do kwestii zarządzania nielegalną migracją do Europy. - Jeśli chodzi o reformy migracyjne, jesteśmy w dobrym miejscu.(...) Tylko 1/5 nielegalnych migrantów wraca do kraju pochodzenia. (...) Mam nadzieję, że wkrótce Parlament Europejski wypracuje w tym zakresie rozwiązanie - stwierdził komisarz ds. wewnętrznych i migracji Magnus Brunner, przedstawiając stanowisko gabinetu Ursuli von der Leyen w sprawie ruchu planowanego przez Hiszpanię.
To jedyny zarzut, jaki Komisja Europejska ma wobec własnego zarządzania kryzysem migracyjnym w Europie. Samopoczucia jej przedstawicielom nie psuje nawet przywoływana przez Brunnera statystyka, który zauważył, że ostatnie badanie Eurobarometru pokazuje, że 2/3 Europejczyków obawia się nielegalnej migracji. Po przywołaniu przez komisarza ds. wewnętrznych "sukcesów" KE w kwestii zarządzania nielegalną migracją przedstawił stanowisko Komisji wobec planów Madrytu:
to państwa członkowskie muszą zadbać o to, żeby ich decyzje nie wpływały negatywnie na pozostałe kraje i UE. "W tym kontekście, kiedy mówimy o programie regularyzacji w jednym państwie członkowskim - jeśli zalegalizowany tam migrant nielegalnie znajdzie się w innym kraju albo gdzie indziej niż w Hiszpanii będzie szukać azylu - to oczekujemy, że wróci do kraju, który poddał go regularyzacji" - przekazał Brunner.
Tego oczekiwałaby Komisja Europejska
– podsumował.
Ostra reakcja polskich europosłów. Wyłamał się... Śmiszek
Argumentacja Hiszpanów, zajadle broniących ruchów swojego rządu (z czego jednak wyłamują i wyłamywali się zawsze przedstawiciele VOX), nie szczędziła nazywania wątpliwości i sprzeciwu adwersarzy "rasizmem" czy "współczesnym niewolnictwem".
Ze strony Polski i ECR jako pierwszy zabrał głos Jacek Ozdoba.
Pan przedstawiciel KE powiedział, że jeden z pięciu nielegalnych migrantów wyjedzie z Europy. My tak naprawdę nie rozmawiamy o tym, co wy sobie robicie tam w Hiszpanii. My rozmawiamy o tym, jak narażacie inne kraje europejskie! 17% populacji w Niemczech to migranci. Odpowiadają za 40% przestępstw. W Szwecji 20% populacji odpowiada za 30% przestępstw. Chcecie sobie wziąć tych migrantów - okay, ale wychodzicie ze strefy Schengen. Nie macie prawa narażać innych krajów europejskich! Róbcie sobie co chcecie w Hiszpanii, ale zamykacie wtedy granice i nie wpuszczanie ani nie wypuszczacie tych nielegalnych imigrantów
– postawił sprawę jasno.
Bierzecie nielegalnych imigrantów, legalizujecie ich to wychodzicie ze strefy Schengen.
— Jacek Ozdoba (@OzdobaJacek) February 10, 2026
Nie macie prawa narażać innych krajów europejskich.
Jak to możliwe, że 17% populacji w Niemczech odpowiada za ok. 40% przestępstw, a w Szwecji 20% populacji za 37% przestępstw?
Przejdźmy się… pic.twitter.com/oWEWWmEXKT
Mariusz Kamiński również stwierdził, że dalsza obecność Hiszpanii w Strefie Schengen powinna stać się przedmiotem debaty. Podobnie ostro zareagowała Ewa Zajączkowska - Hernik, która przytoczyła alarmujące obserwacje.
Lewicowy rząd Hiszpanii wprowadził prawo, na mocy którego może zostać zalegalizowanych nawet pół miliona nielegalnych imigrantów. Krótko po ogłoszeniu tego projektu arabskojęzyczni influenserzy zaczęli tłumaczyć, jak można udowodnić wymaganą długość pobytu, by jak najszybciej zalegalizować swój pobyt
– przestrzegła europarlamentarzystów i komisarza ds. wewnętrznych i migracji.
"Lewicowe elity pod płaszczykiem humanitaryzmu dokonują operacji, która uderza w fundamenty Hiszpanii i chrześcijańskiej Europy. W Hiszpanii już ponad 20% mieszkańców stanowią obcokrajowcy - głównie spoza Europy. W 2022 roku w Katalonii ok. 60% zatrzymanych stanowili cudzoziemcy. W samej Barcelonie prawie połowa przestępstw została popełniona przez migrantów. Hiszpania to nie jedyny taki przypadek. Masowa i niekontrolowana imigracja to wzrost przestępczości - i takie są fakty" - dopowiedziała europoseł z Konfederacji.
Bardzo konkretnie zareagowała również europoseł Jadwiga Wiśniewska z Prawa i Sprawiedliwości. Zwróciła uwagę na bierność Komisji Europejskiej i jej gnuśne samozadowolenie.
Skrajna hipokryzja! Z jednej strony KE narzuca mechanizmy przymusowej solidarności i relokacji migrantów, z drugiej - gdy lewicowy rząd wpuszcza do Europy pół miliona nielegalnych imigrantów, Komisja twierdzi, że sprawy migracji są wewnętrzną kwestią państw członkowskich. Przecież to obłuda najwyższego stopnia! (...) Komisja nie może udawać, że nic się nie stało!
– zażądała Wiśniewska.
Z tego wspólnego polskiego frontu antymigracyjnego wyłamał się Krzysztof Śmiszek z Nowej Lewicy. "Rasistowska skrajna prawica oszalała! Zaczyna bredzić, że to próba "wielkiej podmiany" nas ludźmi, którzy będą głosować w nowych wyborach. Tak - pół miliona migrantów ma zastąpić 50 milionów Hiszpanów. To jest wasza logika! Prawica nie wierzy w nas, Polaków, Hiszpanów, Europejczyków. Myśli, że nadajemy się tylko do wymiany. Czy wy naprawdę myślicie, że my Europejczycy jesteśmy tak bezużyteczni, że da się nas wymienić jak zepsute części do samochodu?" - zapytał, najwyraźniej niezaznajomiony ze stanowiskiem hiszpańskiego Podemos w tej sprawie czy też skrajnie lewicowej francuskiej partii La France insoumise.
"Hiszpański obłęd"
Głosy, jakie przewijały się w debacie, mnie zostawiły na socjalistycznym rządzie Pedro Sáncheza. Pojawił się nawet postulat wszczęcia przeciwko Hiszpanii unijnej procedury naruszenia. Dominowała narracja, że masowa legalizacja pobytu jest nie tylko sprawą hiszpańską - jest sprawą europejską, układ z Schengen działa jedynie w oparciu o zaufanie, a to zaufanie zostanie teraz naruszone. Wielu zgodziło się z tym, że nowi mieszkańcy Europy będą się przemieszczać, a "migranci pojadą tam, gdzie są najlepsze zasiłki - czyli do Niemiec". Przeciwnicy pomysłu zgodzili się, że integracja i legalizacja to nie to samo, a rachunek za ruch Hiszpanii będzie dotyczył całej Europy. Zapłacą go nasi sąsiedzi w Helsinkach czy w Rzymie.
Migranci rozleją się po Europie zgodnie z paktem migracyjnym i relokacjami. Schengen nie może być nagrodą za nielegalność. Schengen to wolność, a wolność wymaga kontroli
– stwierdził jeden z europosłów.
To jest bomba z opóźnionym zapłonem. To jasne przesłanie do Afryki: "Przyjeżdżajcie do Europy! Lada chwila zostaniecie zalegalizowani!". Wszędzie w Europie lewica zrobiła w nielegalnej migracji model biznesowy i ekonomiczny. Jesteśmy w tym miejscu, bo zbyt wiele prawicowych rządów skapitulowało i pozwoliło na ten napływ migrantów
– przestrzegł kolejny mówca.
"Legalizacja Sancheza to prawdziwe barbarzyństwo. To zamach na naród hiszpański. A rozpoczęła to wszystko Angela Merkel" - zauważył kolejny z eurodeputowanych. Przeciwko była nawet europoseł reprezentująca Flandrię, która sama wiele lat temu przyjechała z Burkina Faso, Assita Kanko.
Jeżeli ktoś dostanie pozwolenie na pobyt w Hiszpanii, to będzie się swobodnie mógł przemieszczać po strefie Schengen. A my w ogóle nie wiemy, kim oni są! To naruszy zaufanie do nas obywateli. Oczekujemy, że to jednostronne działanie Hiszpanii zostanie wyjaśnione
– stwierdziła czarnoskóra Kanko, która w Europarlamencie zasiada w grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
Przewodnicząca posiedzenia cenzuruje wypowiedzi
Atmosfera debaty była mocno napięta. Wypowiedzi krytyczne pod adresem pomysłu rządu Pedra Sáncheza raz po raz były poddawane kontroli ze strony przewodniczącej posiedzenia, która odwijała nagrania co radykalniejszych przeciwników pomysłu na okoliczność sprawdzenia ich wypowiedzi pod kątem "zwrotów ze słownika nazistów" . Za jeden z takich zwrotów uznano przytaczanie teorię wielkiej podmiany. Posłowie o poglądach lewicowych nie mieli oporów, by swoich oponentów porównywać nawet do Hitlera, zaś określenie "rasista", wobec zarzutów, jakie słyszane były na sali, nie było już nawet traktowane jako obelga, co wielu europosłów wytknęło przewodniczącej obrad.