O nowym wątku w skandalu z udziałem Rafinerii Trzebinia, wiceministra finansów Andrzeja Parafianowiczu i setek milionów złotych w tle pisze „Rzeczpospolita”. Gazeta ujawnia, że w połowie stycznia 2009 roku do krakowskiej prokuratury ktoś zadzwonił z informacją, że „ludzie z Warszawy" mieli otrzymać milion złotych łapówki za to, by krakowski UKS nie karał Rafinerii Trzebinia.
– Z tego, co wiem, w tej sprawie została sporządzona notatka służbowa przez jednego z krakowskich prokuratorów – opowiada „Rzeczpospolitej" śledczy związany z kierownictwem Prokuratury Generalnej. – Osoba, która dzwoniła, była mocno przestraszona. To był urzędnik Ministerstwa Finansów, który bał się złożyć formalne zeznania. Dlatego jeden z krakowskich prokuratorów opisał zgłoszenie jako anonim.
Sprawę okoliczności nieukarania Rafinerii Trzebinia bada obecnie Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Wątek ten został wyodrębniony ze śledztwa w sprawie tzw. mafii paliwowej prowadzonego przez Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie. Jej rzecznik Józef Radzięta, potwierdza, że informacja o rzekomej łapówce została przekazana katowickim śledczym.
Przypomnijmy, że Urząd Kontroli Skarbowej początkowo ukarał Rafinerię Trzebinia 900 milionów złotych kary, ale poźniej tę decyzję uchylono. Rzekomo po naciskach ze strony wiceministra finansów Andrzeja Parafianowicza, który miał nawet usłyszeć za to zarzuty. Szef Prokuratury Okręgowej w Katowicach uchylił jednak postanowienie. W poniedziałek w tej sprawie był przesłuchiwany Paweł Graś, rzecznik rządu Donalda Tuska. Wtedy, gdy decydowała się kara dla rafinerii, bardzo często kontaktował się z Parafianowiczem.