Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Patrioci i kosmopolici

Czy polska tożsamość jest wartością? Czy też jesteśmy tylko, jak sądzi Michnik, drzwiami pomiędzy Wschodem i Zachodem, bezwartościowymi w swej istocie?

Autor:

Czy polska tożsamość jest wartością? Czy też jesteśmy tylko, jak sądzi Michnik, drzwiami pomiędzy Wschodem i Zachodem, bezwartościowymi w swej istocie?

Władysław Bartoszewski opowiada, że w czasie II wojny światowej bardziej bał się ohydnych donosicielskich Polaków niż oficerów niemieckich. „Wyborcza” tego samego dnia pisze o ratujących Polaków dobrych esesmanach. Jasne, że byli. Ale naprawdę niewielu i zaczęli ujawniać się dopiero po klęsce na łuku kurskim. Nasz duży i bogaty sąsiad realizuje swoje strategiczne interesy. Przekonuje świat, że największymi cierpieniami drugiej wojny światowej była trauma wypędzonych, że istniały polskie obozy koncentracyjne, a Polacy masowo mordowali Żydów. Niemcy zmieniły swą politykę historyczną. To jestem w stanie zrozumieć. Czemu uczestniczą w tym Polacy – nie potrafię.

Rosyjskie władze oddelegowały swego czasu podpułkownika Federalnej SB Aleksandra Litwinienkę, by zabił Borysa Bierezowskiego, byłego projelcynowskiego polityka, oligarchę skłóconego z Putinem. Litwinienko ogłosił to i uciekł do Londynu. Tam zaangażował się w ujawnianie bezprawnych i morderczych działań administracji Putina, między innymi opublikował dowody wskazujące, że zamachy terrorystyczne w 1999 r. na budynki mieszkalne w Moskwie i Wołgodońsku, które pochłonęły 300 ofiar śmiertelnych, były przeprowadzone przez oficerów FSB. Zamachy te stały się bezpośrednim pretekstem wywołania przez Rosję drugiej wojny czeczeńskiej. W 2006 r. Litwinienko zaangażował się w wyjaśnianie okoliczności śmierci niezależnej dziennikarki Anny Politkowskiej, krytycznej wobec reżimu i wojny w Czeczenii, zamordowanej 7 października 2006 r. w dniu urodzin prezydenta Władimira Putina. Litwinienko został otruty trzy tygodnie po zastrzeleniu Politkowskiej i umarł 24 listopada. Światowe agencje przyniosły jakiś czas temu informacje o nagłym pogorszeniu się stanu zdrowia Bierezowskiego. Czy ktoś wie, kiedy Putin obchodzi imieniny?

Lekarz do Marit Bjoergen: – Mam złą wiadomość. – Wyzdrowiałam? – Gorzej, Justyna Kowalczyk zachorowała na astmę. I tu właściwie można by skończyć komentarz do sportowego skandalu tej zimy. Zdominowana przez Skandynawów federacja narciarska zezwoliła na używanie przez Norweżkę i jej koleżanki środków dopingowych. Zachorowały dwa lata temu po nieudanych mistrzostwach świata. Symbicort zwiększa wydolność organizmu o blisko 20 proc. Jak stwierdził profesor pulmonologii Kazimierz Roszkowski-Śliż, przyjmowanie go stawia chorych w sytuacji podwójnie uprzywilejowanej. Po pierwsze, nawet „słabe” wziewne leki już na starcie zwiększają pojemność życiową płuc, co nie daje zdrowemu szans w zmaganiach. Po drugie, chronią chorego przed skurczem oskrzeli powodowanym zimnem i wysiłkiem. Mówiąc krótko: wyniki biegów narciarskich są systemowo ustawione. Sportowiec zdrowy, nawet mając większy talent i wkładając więcej pracy, nie wygra z dopingiem.

Oglądam biegi w telewizji, a tu nikt nie chciał powiedzieć: król jest nagi. Prawie jak w Polsce. Fasadowa demokracja, wypaczona rywalizacja. Czy jeśli pięćdziesięciolatek wkurza się na niesprawiedliwy świat, to źle czy dobrze o nim świadczy?

Czy jednak w takiej sytuacji mam życzyć Justynie Kowalczyk astmy wysiłkowej? Absurd. Sport wyczynowy jest dla osób zdrowych. Po prostu. Choć przecież Justyna Kowalczyk mogła trafić gorzej. Na mistrzostwa świata dla astmatyków.

Sąd w Anglii uznał, że małżeństwo Eunice i Owena Johnsów nie może wychowywać dziecka z powodu „homofobii” i przywiązania do chrześcijańskich zasad moralnych. Inni brytyjscy urzędnicy chcą zabić w szpitalu nieuleczalnie chore dziecko wbrew woli rodziców. Równocześnie mają już prawo odbierać dzieci rodzicom za klapsa. Cywilizacja parszywieje, gdy religia nie porządkuje wartości. Rodzina, chrześcijaństwo, naród – oto cele obozu odwróconych wartości. Liberalno-lewicowego obozu kontr/kultury.

Nasz krajowy obóz odwróconych wartości ma oczywiście lokalny koloryt. W duchowych zmaganiach o naszą przyszłość jedni szukają tożsamości w polskiej tradycji, drudzy w najostrzejszej swej odmianie pozostają jedynie przy języku polskim. Budują nową tożsamość, europejską, kosmopolityczną. Uważają, że Polska nie jest przestrzenią kulturową, cywilizacyjną mającą wartość samą w sobie. Ludzie tego obozu mówią o budzeniu demonów patriotyzmu. Nie demonów nacjonalizmu, ale „demonów patriotyzmu”! Oto nasz obóz odwróconych pojęć. Kosmopolici. Lewicowo-liberalni inteligenci prowadzeni przez intelektualne salony.

Od dwudziestu lat jesteśmy świadkami nowej fali potężnych procesów społecznych przemieniających nasz naród. Katastrofa smoleńska stała się soczewką, dzięki której to, co dotąd niewyraźne i niejasne, zaczęło się krystalizować. Dwa nurty kulturowe dają wyraźniej poznać swe oblicza. Patrioci i kosmopolici. Walczą w Polsce od ponad 200 lat. I mimo wrażenia opanowania centralnego nurtu naszej kultury przez obóz postępu widać znaki nadziei. Rafał Ziemkiewicz pisze o całkowitej kompromitacji lewicowo-liberalnej elity, która popierając bezwarunkowo PO, dzieliła podsłuchy na niesłuszne, pisowskie i słuszne bondarykowskie, deklamowała o potędze smaku, rechocząc z chamskich dowcipasów o nieżyjącym prezydencie, grała teczką Bolka raz atakując nią Wałęsę, raz oburzając się na dzikich lustratorów. Nie można bezkarnie jedną gębą gadać o etosie, a drugą kłamać. Oby.

Również profesor Krasnodębski optymistycznie stwierdza, że najmłodsi wyborcy czują, iż w sprawie katastrofy smoleńskiej obóz rządzący sprzeniewierzył się podstawowym wartościom. Że dziś już widać, jakie będą konsekwencje wyluzowanego stosunku do państwa, narodu, tradycji. Miejmy nadzieję. Jeśli jakaś społecznie istotna część młodego pokolenia zobaczy, że ma do wyboru dwa modele publicznego istnienia, dwie postawy wobec świata, będzie można powiedzieć, że katastrofa smoleńska była życiodajną ofiarą.

Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Polska