Listy przygotowane przez struktury PO w regionie oburzyły wielu znanych parlamentarzystów PO. Do tego doszły osobiste poprawki Kopacz, wprowadzające jeszcze większy zamęt. Pani premier wstawiła podobno w Bydgoszczy na "jedynkę" swoją przyjaciółkę Teresę Piotrowską, a w Warszawie - pozbyła się Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, by sama mieć lepszy wynik.
Posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska publicznie poskarżyła się na czwarte miejsce w Łodzi, a z list w Olsztynie usunięto popularną w regionie parlamentarzystkę Lidię Staroń, która ujawniała przekręty swoich partyjnych kolegów.
Rafał Grupiński już zapowiedział w TVP Info, że będzie walczył o polityków, któzy zostali "wycięci" z list. Dziś o wojnie w PO o miejsca mówiła w radiowych "Sygnałach Dnia" Małgorzata Kidawa-Błońska. Stwierdziła, że Zarząd Krajowy Platformy skoryguje propozycje przedstawione przez struktury regionalne:
- W wielu regionach nie doceniono bardzo dobrych i merytorycznych posłów. Oczywiście liderzy są ważni, ale potem w Sejmie odbywa się praca i jest wielu posłów, może niewidocznych na pierwszych stronach gazet czy w mediach, ale wykonujących naprawdę ciężką pracę. Wielu takich osób zabrakło na listach i mam nadzieję, że to zostanie przez Zarząd Krajowy uwzględnione.
Co najśmieszniejsze - Kidawa-Błońska nie potrafiła powiedzieć, skąd... sama będzie startować. Jeszcze niedawno przekonywała, że z Warszawy, ale po ostatniej decyzji Kopacz miała zostać "zesłana" do okręgu podwarszawskiego.
- próbowała wybrnąć z sytuacji Kidawa-Błońska.
Jesteśmy posłami Rzeczypospolitej Polskiej, a nie poszczególnych regionów. Na pewno łatwiej jest startować z regionu czy miasta, z którego startowało się przez wiele lat, ale polityka to wyzwania, gra zespołowa i trzeba mierzyć się w innych obszarach