Premier jeszcze w niedzielę zdawała się nie mieć zdania, czy „bohaterów” afery taśmowej zobaczymy na listach wyborczych PO. „Listy będziemy układać według kalendarza” – oświadczyła wtedy w programie „Fakty po Faktach”.
Nie było to jeszcze ustalone, czy całą winę – w razie niepowodzenia – zrzuci się na i tak już skompromitowaną Joannę Muchę? Rzeczniczka kampanii parlamentarnej PO stwierdziła, że to wyborcy zadecydują, czy chcą widzieć bohaterów afery taśmowej w polityce.
Jestem zwolenniczką tego, żeby te osoby znalazły miejsce na liście wyborczej i wyborcy podejmą decyzję - czy nadal akceptują te osoby, czy nadal chcą, żeby uczestniczyły w polityce, czy też mają inne zdanie – powiedziała Joanna Mucha.
W PO ostra walka o wpływy. Schetyna: Trudno sobie wyobrazić zdymisjonowanych ministrów na listach
Odniosła się również do przyszłości Radosława Sikorskiego. – Wiem, że pani premier poprosiła pana marszałka, żeby zajął się regionem – powiedziała. To już chyba jednak nieaktualna informacja: CZYTAJ WIĘCEJ
Sikorski stawia ultimatum. „Albo „jedynka” w Bydgoszczy, albo nie startuje wcale”
Ostatnio Fakty TVN i TVN24 poprosiły Millward Brown o przeprowadzenie sondy, czy osoby pojawiające się na nagraniach powinny startować w jesiennych wyborach parlamentarnych. Polacy nie chcą ich tam widzieć. Aż 80 proc. ankietowanych uważa, że skompromitowani politycy nie powinni nawet startować.

fot. print screen/TVN24
PO nie widzi niekorzystnych sondaży? A może nie widzi niczego poza czubkiem własnego nosa?