– Komorowski w poniedziałek rano stał się petentem Pawła Kukiza, proponując nagle referendum, wsparcie dla JOW-ów czy wycofanie się z subwencji partyjnych – to jest śmieszna sprawa, bo stawia się on z góry na przegranej pozycji. To było jak zdrada, jak wyrzeknięcie się własnych poglądów. Komorowskiemu nic już nie pomoże, a debata na pewno zaszkodzi – mówi Jabłoński.
Czy porażka Komorowskiego w I turze wyborów jest wynikiem złych działań jego doradców, błędnej strategii? – W tej kampanii nie było żadnej strategii, było myślenie „należy mi się druga kadencja” oraz „i tak mnie wybiorą”. Dziwi, że przy Komorowskim jest cały dwór doradców, którzy jednak się na niczym nie znają – zwraca uwagę ekspert.
Przykłady? – Komorowski jako historyk otacza się dyletantami. Zakończenie wojny świętuje na Westerplatte, czyli w miejscu... gdzie wojna się rozpoczęła? Gorsze jest to, że siedział tam z prezydentami państw, które były sojusznikami III Rzeszy, jak Słowacja, Chorwacja czy Estonia i Ukraina, które miały dywizje Waffen SS. On się ośmieszył. To wykorzystał Putin, bo Komorowski nawoływał, że Plac Czerwony zamieni się w Plac Czołgowy, więc Putin wytknął Polsce na konferencji prasowej z Angelą Merkel, że dokonaliśmy rozbioru Czechosłowacji w 1938 r. Kancelaria Prezydenta nie pisnęła ani słowa w tej sprawie, bo była zajęta przegrywaniem wyborów – podkreśla Jabłoński i dodaje, że prezydencka kancelaria kosztuje nas rocznie 170 mln zł.
Jego zdaniem, obserwujemy teraz „paniczne kroki prezydenta”, a sam Komorowski jest jak „złe drzewo, które nie może wydawać już dobrych owoców”.