- Wreszcie mój najbliższy współpracownik od trzech lat. Wielki przyjaciel, ale też człowiek, o którym mogłabym powiedzieć, że kocha ludzi. Jest przyzwoity i ponad wszystko stawia prawo. Dobry prawnik, świetny wicemarszałek Sejmu. To nikt inny jak Czarek Grabarczyk – mówiła przedstawiając pierwszego ministra sprawiedliwości w swoim rządzie Ewa Kopacz podczas jesiennej prezentacji.
Cezary Grabarczyk nie zagrzał jednak długo miejsca w fotelu szefa resortu sprawiedliwości i w atmosferze skandalu został zdymisjonowany. Jak pisaliśmy na łamach portalu nizalezna.pl jeszcze wczoraj Ewa Kopacz zarzekała się, że ewentualną decyzję dotyczącą ministra sprawiedliwości Cezarego Grabarczyka podejmie, gdy prokuratura rozstrzygnie, kto zawinił w sprawie wydania dla niego pozwolenia na broń. Kilka godzin później Grabarczyk podał się do dymisji i - jak donosi portal 300polityka.pl - była to decyzja wymuszona telefonicznie właśnie przez Ewę Kopacz.
CZYTAJ WIĘCEJ: Tajemnicze kulisy dymisji Grabarczyka. Co do ukrycia ma Kopacz i były minister?
Ewa Kopacz o Grabarczyku najwyraźniej próbuje szybko zapomnieć, bowiem dzisiaj wygłaszała peany na cześć jego następcy.
- Atutem nowego ministra jest zarówno doświadczenie zawodowe, jak i młodość. Ministrem sprawiedliwości, oczywiście po powołaniu przez Bronisława Komorowskiego zostanie 37-letni absolwent wydziału prawa Uniwersytetu Śląskiego, doktor ekonomii, wykładowca w katedrze prawa Akademii Ekonomicznej, który ponad 60 razy reprezentował polski parlament przed Trybunałem Konstytucyjnym. Ten młody i doświadczony człowiek będzie dobrym ministrem sprawiedliwości. Zgłoszę kandydaturę posła Borysa Budki – mówiła Ewa Kopacz.
Krótka ławka "rezerwowych" fachowców musi być w Platformie Obywatelskiej, skoro jedną z najważniejszych zalet nowego ministra sprawiedliwości jest jego "młodość". Zresztą Grabarczyk też miał być świetnym fachowcem, też w końcu prawnik.