Projekt zmian w prawie łowieckim trafił do konsultacji tuż przed świętami. W założeniu ma on zwiększyć prawa właścicieli nieruchomości wchodzącej w skład obwodu łowieckiego i regulować kwestie szkód wyrządzanych przez zwierzęta na polach uprawnych. W pierwszej sprawie wprowadza się zapis umożliwiający wystąpienie do sądu powszechnego o wyłączenia swojego terenu z obszaru polowań. Nie będzie jednak łatwo, bo wnioskodawca będzie musiał wskazać „rzeczywiste związki z wyznawaną doktryną religijną oraz wskazać w wyznawanej doktrynie religijnej zasady uznające za niedopuszczalne polowanie na zwierzęta łowne lub wskazać wyznawane zasady moralne, które pozostają w sprzeczności z polowaniem na zwierzęta łowne”.
Zapytaliśmy religioznawców o to, czy jest jakakolwiek religia w Polsce, która miałaby wpisany zakaz zabijania zwierząt łownych. Jak się okazuje, z wielkich religii tylko w buddyzmie jest zakaz krzywdzenia kogokolwiek i czegokolwiek, ale jest on jednak bardzo różnie interpretowany w zależności od szkoły filozoficznej buddyzmu. Zastrzeżenia mogą wnosić również świadkowie Jehowy. Według dr. hab. Aldony Piwko, religioznawcy z UKSW, z tej furtki mogą skorzystać również skrajni ekolodzy, wegetarianie i weganie, powołując się na kwestie światopoglądowe.
Problemów w ustawie jest jednak więcej. Już niedługo myśliwi będą zobligowani do dzwonienia lub wysyłania wiadomości elektronicznych do właścicieli nieruchomości, na których terenie będą polowali (oczywiście w wypadku gdyby ci życzyli sobie takiej wiadomości). Przepis nie mówi, co zrobić w sytuacji, gdy właściciel nieruchomości nie ma telefonu i komputera.