Podczas środowej konferencji prasowej, na krótko przed którą polska prasa rozpętała histerię, szef resortu energetycznego Ukrainy Wolodymyr Demczyszyn, stwierdził, że jeszcze 28 listopada została wstrzymana praca trzeciego bloku największej w kraju elektrowni atomowej Zaporoże. Jak wyjaśnił urzędnik, w bloku tym doszło do awarii (wypadku, incydentu) wskutek krótkiego spięcia, na który zareagował wewnętrzny system bezpieczeństwa. Jednak awaria dotyczy systemu przesyłu energii, nie zaś jej produkcji. Blok został tymczasowo zamknięty i odłączony od sieci. Sam reaktor działa bez zakłóceń i nie doszło do wycieku jądrowego. Według międzynarodowej skali zdarzeń jądrowych i radiologicznych (INES) incydent jest „bez znaczenia dla bezpieczeństwa”. Według Demczyszyna, blok ma zacząć działać ponownie 5 grudnia.
Mimo to, iż o awarii było wiadomo od kilku dni, dzisiejsza poranna zapowiedź premiera Ukrainy Arsenia Jaceniuka, że polecił ministrowi Demczyszynowi wystąpić przed mediami z oświadczeniem, wywołała na chwilę panikę, m.in. w części polskich mediów.
Na portalu Fakt.pl pojawiła się wielka mapa Ukrainy w czarnej ramce z napisem – „Katastrofa jądrowa na Ukrainie. Polska jest zagrożona?”. Ponadto na portalu można znaleźć jeszcze kilka podobnych tytułów: „PILNE! Awaria w elektrowni atomowej na Ukrainie!”, „Czy Polsce grozi chmura radioaktywna?”.



Również portal newsweek.pl najpierw napisał stwierdzająco – „Wyciek z elektrowni jądrowej na Ukrainie”. Potem zmienił stwierdzenie w pytanie. Jednak pozostawił pod tekstem sondę – „Czy boisz się wycieku jądrowego?”.

