Zapytaliśmy wczoraj wszystkie sądy okręgowe w Polsce o liczbę protestów wyborczych dotyczących I tury wyborów. Według przekazanych nam danych z 36 na 45 sądów okręgowych wynika, że złożono 1140 protestów. W pozostałych 9 miejscach złożono co najmniej 78 wniosków dotyczących nieprawidłowości (bazując na danych sprzed 5 dni). W sumie daje to 1218 skarg. To dużo, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że cztery lata temu zgłoszono zaledwie 470 protestów.
Najwięcej zastrzeżeń, bo aż 183, zgłoszonych zostało do Sądu Okręgowego w Warszawie. Drugi w tej kategorii był Lublin, w którym zaprotestowano 87 razy. Najspokojniej było w Kaliszu, gdzie cztery dni temu nie było żadnego protestu. Wszyscy sędziowie, z którymi wczoraj rozmawialiśmy, podkreślali, że liczba ta może jeszcze znacznie wzrosnąć. Cały czas pojawiają się nowe protesty wysyłane za pośrednictwem poczty. – Większość protestów składana jest przez osoby fizyczne i dotyczą różnych nieprawidłowości na terenie całego województwa – mówi nam Grażyna Jeżewska z Sądu Okręgowego w Łodzi.
Wśród zarzutów często pojawia się: złe policzenie głosów, wydawanie złych kart wyborczych, nieprawidłowości w komisjach, duża liczba nieważnych kart, kupowanie głosów itp. – Liczba protestów wyborczych świadczy o rozszczelnieniu systemu wyborczego, który zagraża bezpieczeństwu procesu wyborczego – uważa Maks Kraczkowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości. – Cieszę się, że wpłynęła taka ilość skarg. O problemach w procesie wyborczym mówi się od bardzo dawna. Sam wskazywałem na problem już w 2012 r., zwracając się do ABW z pytaniem, czy kontroluje system liczenia głosów i przetwarzania danych. Odpowiedzi przez kilka lat nie otrzymałem. Dziś to mleko się rozlało i w dodatku jest skisłe i śmierdzące. Niech to sprzątnie Ewa Kopacz. Pomóc jej może Bronisław Komorowski, zamiast mówić o odmętach szaleństwa – dodaje Maks Kraczkowski.
Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"