Program „Wyprawka szkolna” jest skierowany do dzieci z najbiedniejszych domów, w których dochód na członka rodziny nie przekracza 539 zł. Dzięki niemu uczniowie mogą uzyskać dofinansowanie na zakup podręczników. Tyle teorii, bo mimo że program trwa od 2002 r., rząd i ministerstwo edukacji nie umieją wprowadzić go w życie tak, aby wszyscy uprawnieni mogli z niego korzystać. „Sprawozdania z realizacji Programu, opracowane przez MEN, wskazują, że w 2012 r. udzielono w kraju pomocy 332 tys. uczniom, tj. 60% uprawnionych według prognozy MEN do otrzymania wsparcia, a w 2013 r. 386 tys. uczniom (67%)” – można przeczytać w raporcie NIK. Słabo jest również wśród niepełnosprawnych dzieci, których nie obejmuje kryterium dochodowe. W 2012 r. z dofinansowania skorzystało 57 proc. uprawnionych (w 2013 r. wynik się polepszył i wyniósł 77 proc.).
Jak ustalili kontrolerzy, główną przyczyną niskiej skuteczności jest zbyt duży formalizm. Od rodzin żądano pełnego udokumentowania sytuacji materialnej i życiowej. Ponadto na wszystkie formalności decydenci zostawiali potrzebującym zwykle zbyt mało czasu. „Rodziny wielodzietne lub znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej w niskim stopniu korzystały z możliwości uzyskania pomocy, a szkoły nie czyniły skutecznych starań, by pomóc tym rodzinom w aplikowaniu o środki w ramach Programu. W szkołach wymagano wypełniania nadmiernie rozbudowanych formularzy wniosków” – można przeczytać w raporcie NIK. Ministerstwu Edukacji dostaje się również za nierzetelne monitorowanie realizowanego programu, a także błędy merytoryczne. Jak się okazało, z danych MEN wynika, że z programu „Wyprawka szkolna” w 2013 r. skorzystało… 193 proc. niesłyszących i … 104 proc. niedowidzących.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".