W poniedziałek, 25 sierpnia, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała o zatrzymaniu 10 rosyjskich żołnierzy kontraktowych z 331. pułku 98. dywizji wojsk powietrznodesantowych Federacji Rosyjskiej, stacjonującego w obwodzie kostromskim. Komandosi wpadli w pobliżu miejscowości Dzerkalnyj w obwodzie donieckim.
„Zatrzymani rosyjscy żołnierze mieli przy sobie dokumenty tożsamości oraz broń. Zeznając, wojskowi powiedzieli, że ich batalion 23 sierpnia br. został przerzucony pociągami do obwodu rostowskiego. Lecz około godziny 3 w nocy 24 sierpnia oddział został postawiony w stan gotowości i otrzymał nakaz wymarszu w składzie kolumny kilkudziesięciu bojowych wozów piechoty” – podało wówczas ukraińskie SBU.
Tylko korpus oficerski wiedział, że konwój z rosyjskim sprzętem wojskowym ma dokonać inwazji na stronę ukraińską. Żołnierzom szeregowym powiedziano zaś, że biorą udział w ćwiczeniach. Nagrania wideo z zeznaniami desantowców zostały opublikowane w sieci.
Po publikacji dowodów, po raz pierwszy od momentu rozpoczęcia inwazji na wschodzie Ukrainy, strona rosyjska przyznała się do obecności swoich żołnierzy na obcym terytorium. Stwierdziła jednak, że desantowcy „przekroczyli rosyjsko-ukraińską granicę przypadkowo”. „Ci wojskowi rzeczywiście brali udział w patrolowaniu odcinka rosyjsko-ukraińskiej granicy i przekroczyli ją, prawdopodobnie przypadkowo na źle oznakowanym odcinku” – oświadczyło w rozmowie z agencją państwową Interfax źródło w ministerstwie obrony Rosji. Tej wersji trzymała się również prezydent Rosji Władimir Putin.
Aby w przyszłości rosyjscy wojskowi nie popełnili takich „pomyłek”, Kanadyjczycy (z oficjalna delegacja przy NATO) postanowili "pomóc". I na twitterze opublikowali mapkę. Na terenie Rosji napisali „ROSJA”, a na mapie Ukrainy, włącznie z terenem okupowanego przez Rosjan Krymu, umieścili napis „NIE ROSJA”
„Geografia może być trudna. Tu przewodnik dla żołnierzy Rosji którzy ciągle gubią się i „przypadkowo” wchodzą na teren Ukrainy” – napisali Kanadyjczycy szydząc z Putina.
