Ewa Gawor z Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego powiedziała na antenie TVN24, że strażnicy „powinni pożegnać się ze służbą”. Dodała też, że o przyszłości strażników, którzy pełnili służbę na pl. Zbawiciela, zdecyduje komendant straży miejskiej.
– Za tak duże uchybienie, jeżeli prawdą jest, że spali w samochodzie zamiast dyżurować, nie ma wybaczania. Wiedzieli, co do nich należy. Myślę, że powinni się pożegnać ze służbą – powiedziała Gawor. I stało sie tak, jak chciała – rzecznik warszawskiej straży poinformowała, że dwaj funkcjonariusze zostali zwolnieni.
W czwartek około godz. 5 policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 41 i 47 lat, podejrzanych o podpalenie „Tęczy”. Jak się okazało, obaj byli nietrzeźwi – mieli po ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Instalacja płonęła już po raz czwarty.
Jak informowaliśmy w maju, tuż po zainstalowaniu odnowionej „Tęczy”, na placu Zbawiciela pojawiły się dodatkowe kamery, patrole policji i specjalny system nawadniania. Urzędnicy miejscy i policja zaprzeczali, jakoby tęcza była w jakiś sposób „specjalnie” chroniona.
Teraz Gawor przyznała, że jest inaczej. – Trochę wstyd powiedzieć, że musimy pilnować tęczy – powiedziała. – Mamy zraszacze, mamy kamery, dedykowane patrole w to miejsce – wyliczała.
Instalacja ze sztucznych kwiatów w kolorach tęczy została spalona 11 listopada 2013 r. To nie pierwsze podpalenie w historii „Tęczy” – po poprzednim spaleniu tęcza została naprawiona i powróciła na plac zaledwie kilka dni przed Świętem Niepodległości.
„Tęcza” stanęła na placu Zbawiciela w czerwcu 2012 r. Wcześniej, podczas polskiej prezydencji, stała na placu przed Parlamentem Europejskim. Kojarzona jest ze środowiskiem LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transseksualnych), którego symbolem jest tęczowa flaga.