Po decyzji prezydenta Sopotu komentarze były jednoznaczne.
- Spodziewaliśmy się takiej decyzji, jest ona jednak dla nas niezrozumiała – mówił Wojciech Szymański, prezes trójmiejskiego oddziału Stowarzyszenia KoLiber, które organizowało pikietę.
„Spotkanie w określonych godzinach w dniu wolnym od pracy przy Skwerze im. Andrzeja Grubby może zakłócać spokój, porządek publiczny oraz odpoczynek mieszkańców”, „Prezydent Miasta Sopotu, które jest uzdrowiskiem, jako organ nadzorujący jest zobligowany do zapewnienia mieszkańcom spokoju i bezpieczeństwa - szczególnie w dniach wolnych od pracy” - napisali w uzasadnieniu odmowy urzędnicy sopockiego magistratu.
Skandaliczną decyzją zajął się sąd i uznał, że podwładni Karnowskiego nie mieli prawa do zakazywania demonstracji.
"Absurdalne uzasadnienie urzędników Karnowskiego nie znalazło potwierdzenia w Sądzie. Można protestować pod domem Tuska" - napisał jeden z internautów.
Sąd zwrócił uwagę, że urzędnicy wydając odmowną decyzję opierali się jedynie na domysłach, a nie faktycznych zagrożeniach. Zmiażdżył też podwładnych prezydenta Karnowskiego mówiąc, że dopuścili się "istotnego naruszenia przepisów" nie uzasadniając w należy sposób zakazu demonstracji.
- Wyrok nie jest prawomocny, więc wojewoda ma możliwość odwołania się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wydaje się jednak, że z tej możliwości nie skorzysta, ponieważ argumentacja jakiej użył sąd wydając wyrok jest bardzo przekonująca - stwierdził Karol Handzel, rzecznik prasowy Stowarzyszenia KoLiber.