Wszystko wskazuje na to, że system wprowadzony w 1981 r. przez Wojciecha Jaruzelskiego się rozlatuje. Cechą tego systemu były silne powiązania z Moskwą, które po 1989 r. zostały rozbudowane o wpływy Berlina. Politycy, urzędnicy, a przede wszystkim ludzie służb wisieli u klamki zamożnych (głównie zagranicznych) protektorów, czasem walcząc ze sobą o wpływy na forum krajowym.
Pod kontrolą służb
Istotnym fundamentem systemu Jaruzelskiego była nadzwyczajna rola służb specjalnych, szczególnie wojskowych, mających swoich decydentów poza strukturami państwa. To PRL-owskie służby kontrolowały zmiany w całym obozie socjalistycznym na przełomie lat 70. i 80. Symbolem tego zjawiska było przejęcie Służby Bezpieczeństwa przez człowieka wojskówki Czesława Kiszczaka i osadzenie Wojciecha Jaruzelskiego jako szefa PZPR‑u. Nic też dziwnego w tym kontekście, że to Kiszczak organizował Okrągły Stół, który był próbą przejścia ludzi Moskwy w nową erę postkomunistyczną możliwie suchą nogą, przy zachowaniu dotychczasowych wpływów. Trwałość nowego systemu, po Okrągłym Stole, miało gwarantować wzmocnienie służb wojskowych, które w przeciwieństwie do cywilnych nie przeszły żadnej weryfikacji, oraz wybór Wojciecha Jaruzelskiego na stanowisko prezydenta. Tego jednak Polacy zaakceptować nie chcieli. Jaruzelski musiał odsunąć się w cień, oddając fotel głowy państwa Lechowi Wałęsie. Jednak Wałęsa (podobnie jak i jego następca, „postkomunista” Aleksander Kwaśniewski) opierał się na ludziach wojska i służb, pozwalając umacniać się i trwać systemowi. Na zmianę trzeba było czekać prawie dwie dekady. Dopiero rządy Prawa i Sprawiedliwości (2005–2007) nadwątliły system Jaruzelskiego. Rozwiązano Wojskowe Służby Informacyjne oraz zadano im wiele bolesnych ciosów. Między innymi ujawniono ich powiązania z rosyjskim wywiadem GRU i kompromitujące afery gospodarcze, w których brały udział. Zresztą już sama obecność w NATO nie służyła ich bezkarnemu panoszeniu się w kraju.
Powrót układu
Jednak w 2007 r., gdy władzę przejęła Platforma Obywatelska pod przewodnictwem Donalda Tuska, nastąpiła powtórna próba konserwacji systemu Jaruzelskiego i zablokowanie reform. Utrzymano więc część wpływów ludzi wojskowej bezpieki, znacząco wzrosła rola Moskwy. Apogeum nastąpiło w 2010 r., po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Kierowanie państwem przejął Bronisław Komorowski (warto przypomnieć, że był to jedyny poseł Platformy Obywatelskiej, który głosował za utrzymaniem WSI). Otwarcie zaczęto mówić, że reprezentuje on opcję prorosyjską.
W ten sposób osłabiony rządami PiS‑u system stworzony przez Jaruzelskiego przepoczwarzył się i świetnie dostosował do nowych warunków. Trwało to aż do tego roku. Gwałtowna zmiana polityki USA wobec Kremla spowodowała, że system Jaruzelskiego stał się anachroniczny. Skończył się „reset” Obamy, a Rosja została uznana przez Waszyngton za zagrożenie. Jej agentura i lobbyści traktowani są więc podejrzliwie i siłą rzeczy muszą albo tracić na znaczeniu, albo przejść na stronę amerykańską. Rozpoczął się proces rozpadu struktury postkomunistycznej. Oczywiście potrwa to jeszcze kilka lat, ale za symboliczną datę początku końca można uznać właśnie ostatnią niedzielę. Nastąpiło bowiem tego dnia kilka znaczących wydarzeń. Zmarł Wojciech Jaruzelski, na Ukrainie znacząco zwyciężyła opcja prozachodnia, odsuwając od naszych granic strefę wpływów Moskwy, w Polsce zaś po raz pierwszy od siedmiu lat Platformie Obywatelskiej nie udało się wyraźnie pokonać PiS‑u.
Czas gwałtownych nawróceń
Ludzie systemu Jaruzelskiego spróbują przetrwać i zachować swoje wpływy. Jednak będzie to się odbywało już w zupełnie innych warunkach geopolitycznych i wielu z nich musi zniszczyć dawne powiązania lub co najmniej je zamrozić. Polaków trudno będzie już przekonać do pobłażliwości wobec Moskwy i jej współpracowników. Większość naszych rodaków poczuła się zagrożona działaniami Moskwy i będzie szukała bezpieczeństwa z dala od kremlowskich akolitów. Oczywiście proces społecznego uświadamiania potrwa jeszcze wiele miesięcy, ale jest nieunikniony. Putin już raczej nie przebierze się za pluszowego misia i nie przekona nas, że jest niegroźny. Ratując resztki swojego imperium, wystawia swoich ludzi w Polsce na pokusę zdrady i zniszczenie. Będzie więc dochodziło do spektakularnych „nawróceń” na opcje patriotyczne tych, którzy wcześniej gwarantowali istnienie systemu Jaruzelskiego. Wkrótce część nawróconych podejmie próby porozumienia się z obozem niepodległościowym, licząc na to, że uwiarygodni się zarówno w oczach USA, jak i Polaków. Liczba gwałtownych nawróceń może nas zadziwić. Znakiem czasu stało się to, że opisywane tu wydarzenia miały swoją kumulację w rocznicę śmierci rotmistrza Pileckiego, jednego z ostatnich żołnierzy wolnej Polski.
Tekst ukazał się we wtorkowej "Gazecie Polskiej Codziennie"