Wchodzące w życie za trzy miesiące przepisy wydłużające aż o 50 proc. czas pracy obejmują nie tylko radiologów, ale także radioterapeutów, fizykoterapeutów, patomorfologów, cytopatologów oraz tych wszystkich pozostałych specjalistów, którzy stosują w diagnostyce i leczeniu źródło promieniowania. To duża grupa pracowników. – Tylko w stołecznym Centrum Onkologii w zawodach tych pracuje ok. 500 osób – mówi przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność” Maria Ochman.
Obecnie radiolodzy i pozostali specjaliści mają zagwarantowany skrócony czas pracy – 5 godzin dziennie. Od 1 lipca ma to być 7 godzin i 35 minut. – Skrócony czas pracy obowiązuje już od ponad 50 lat. Został wprowadzony ze względu na zagrożenie radiologiczne – wyjaśnia Cezary Staroń, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Techników Medycznych Elektroradiologii.
Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że utrzymywanie skróconego czasu pracy nie jest już uzasadnione, bo nowoczesna aparatura jest bezpieczna. Z tą argumentacją nie zgadzają się związkowcy. – To prawda, że sprzęt jest o wiele bardziej bezpieczny, ale na medycznej mapie Polski jest wiele białych plam – ocenia Ochman. – Lekarze i pielęgniarki nadal narażeni są na szkodliwe działanie promieniowania. Na przykład zakładając pacjentowi stenty [niewielki element przypominający sprężynkę, który umieszcza się w żyle, aby przywrócić jej przepustowość], muszą cały proces obserwować na żywo – podkreśla lekarz i przewodniczący sejmowej komisji zdrowia Tomasz Latos (PiS). Zwraca uwagę, że nawet niewielkie dawki napromieniowania mogą prowadzić do zmian nowotworowych u lekarzy i pielęgniarek.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".