Kuciak, Saganowski, Łukasik, Żyro, Radović, Broź – każdy z tych zawodników mógłby grać w pierwszej jedenastce Legii, niektórzy, jak Kuciak czy Radović, Janowi Urbanowi są wręcz niezbędni. Niestety, plaga kontuzji, jaka nawiedziła Legię, się nie kończy. Ci, którzy pozostali zdrowi, muszą się sprężyć i wygrać z Trabzonsporem.
Pierwszy mecz pokazał, że Legia jest w stanie powalczyć, ba, nawet wygrać z Turkami. Gdyby nie widoczna pomoc rosyjskiego sędziego, już w pierwszym meczu legioniści mogli pokusić się na wyjeździe nawet o trzy punkty. Znów jednak przegrali i zostali europejskim rodzynkiem. Na 80 drużyn, które uczestniczą w fazach grupowych Ligi Mistrzów i Ligi Europy, Legia jest jedyną, która nie zdobyła bramki lub punktu. Najciekawsze jest to, że Legia w meczach z Lazio i Trabzonem grała niezłe spotkanie, z Turkami była lepszą drużyną, a na wyjeździe w Rzymie wcale nie była gorsza od faworyzowanego Lazio. Punkty zdobywa się jednak za skuteczną, a nie ładną grę. – W poprzednich spotkaniach brakowało nam szczęścia. Mam nadzieję, że wreszcie coś ugramy – zapowiada przed czwartkową potyczką Jakub Kosecki.