Widziałem, że w Zwolle zaczyna się „Klichomania”. W internecie jest mnóstwo wpisów wychwalających Pana, na meczu pojawiła się polska flaga z herbem Tarnowa, z którego Pan pochodzi. Czuć tę atmosferę i to, że staje się Pan ulubieńcem kibiców?
Sam nie wiem, skąd to się wzięło, ale rzeczywiście, kibice bardzo mnie polubili. Widać to np. na portalu Twitter, z którego chętnie korzystam. Co chwilę jacyś fani Zwolle piszą pozytywne wiadomości. No i ta flaga... Jestem na boisku, skupiam się na meczu, a tu nagle widzę polską flagę, do tego z herbem Tarnowa – to niezwykłe. I to nie byli kibice z Polski, po prostu fani Zwolle przygotowali taką niespodziankę. Dla mnie to jest super, bo także dzięki temu odżywam. Wreszcie ktoś mnie docenia, to miła odmiana po tym, co było w Wolfsburgu.
Z kim mieszka Pan w pokoju na zgrupowaniu kadry?
Sam.
Myślałem, że Waldemar Fornalik dał Panu jako współlokatora Piotra Zielińskiego, bo to właśnie wy macie odpowiadać za grę reprezentacji w meczu z Czarnogórą.
Spokojnie, nie ma co tak tego wszystkiego pompować. Wiem, że nieźle zagraliśmy z Danią, wszyscy teraz piszą, że to właśnie my z Piotrkiem mamy zagrać i decydować o grze kadry. Ale ja do tego podchodzę na chłodno. Wciąż czuję się w tej kadrze świeżakiem. Nie ma co za szybko typować faworytów i pewniaków do gry. Na każdym treningu oczywiście będę się starał pokazać trenerowi, że zasługuję na grę. Ale nie ma co robić ze mnie czy z Piotrka zbawców kadry.
Przed wami spotkanie z Czarnogórą. Czuć, że to mecz o wszystko, czy Waldemar Fornalik zdejmuje z was tę presję?
Tu już nie ma co ukrywać i się oszukiwać – dla nas jest to mecz o wszystko. Każdy inny wynik niż nasze zwycięstwo będzie porażką. Od teraz każdy mecz będzie dla nas meczem o sześć punktów. Czarnogóra, San Marino, Anglia, Ukraina – najlepiej byłoby wygrać wszystkie spotkania. Dlatego czujemy presję, zdajemy sobie sprawę z wagi meczu. Ale nikt nie pęka, gramy o trzy punkty, wciąż jest szansa na awans.
Całość wywiadu w "Gazecie Polskiej Codziennie"