Prezydent stolicy tak skomentowała dążenie mieszkańców Warszawy do przeprowadzenia referendum: "Z jednej strony nie uważam, żeby ich pretensje były nieuzasadnione, bo sytuacja, jaką widzą, jest prawdziwa. Z drugiej strony trzeba ludziom więcej tłumaczyć. Okazuje się bowiem, że mieszkańcy są przede wszystkim niedoinformowani".
A może jednak właśnie warszawiacy od kilku miesięcy zaczęli dowiadywać się o arogancji ratusza (słynny incydent z biletem za 5 zł, za który nie chciała zapłacić Gronkiewicz-Waltz), milionach na nagrody dla urzędników (mimo równoczesnych podwyżek cen biletów w komunikacji miejskiej) i nieudolności władzy (anulowany przetarg na wywóz śmieci)?
Według Hanny Gronkiewicz-Waltz to raczej problem wizerunku, a nie złego rządzenia. "Trzeba odróżnić wizerunek od pogłębionej informacji. Może nie zawsze odpowiadałam na zarzuty, niewystarczająco prostowałam pewne zdarzenia. Uważałam jednak, że trzeba iść do przodu. (...) Pracuję zadaniowo. W innym trybie nie zainwestowalibyśmy 25 mld zł przez sześć lat. Nasze projekty wygrały konkursy, dostaliśmy duże środki z Unii i udało nam się sprawnie je wykorzystać. Mam dziś poczucie, że sporo zrobiłam, i wiele osób to docenia" - twierdzi Gronkiewicz-Waltz.
I dodaje: "Nie oddam Warszawy bez walki. Pragnę zdobyć serca i umysły wystarczającej liczby warszawiaków, a z pewnością nie jestem osobą, która się poddaje".
Cóż... Serca i umysły wielu Polaków Gronkiewicz-Waltz zdobyła dwa dni temu, ale nie w taki sposób, jak by chciała. Prezydent Warszawy pragnęła bowiem w świetle kamer pokazać, jak nadzoruje prace przy nowej nitce metra. Zdjęcia z tamtego poranka obiegły cały internet. Jedno z nich na twitterze umieścił Maciej Słomczyński.
