W ciągu ostatnich tygodni sondaże nie pozostawiały cienia wątpliwości, że PiS ma ogromną, kilkunastoprocentową przewagę nad PO. Z ostatniego sondażu Homo Homini dla „Rzeczpospolitej” wynika, że na PiS chce głosować 34 proc. Polaków, a na PO – jedynie 26 proc. Z kolei uliczny sondaż przeprowadzony na początku sierpnia przez serwis ewybory.eu dał następujący wynik: PiS - 38,5, PO - 25,9 proc. Niedawne badania badania opinii publicznej firmy Millward Brown SA. dla Faktów TVN dały podobne rezultaty: partia Jarosława Kaczyńskiego otrzymałaby 35 proc. głosów, podczas gdy PO - tylko 26 proc.
Dziś jednak pojawił się sondaż z zupełnie odmiennymi wynikami. Według niego - gdyby wybory parlamentarne odbyły się w pierwszej połowie sierpnia, 25 proc. poparcia otrzymałaby PO, natomiast partia Jarosława Kaczyńskiego - tylko 24 proc. Co więcej - jak podaje CBOS, coraz bardziej nienawidzona i wstrząsana aferami Platforma Obywatelska odnotowała w stosunku do lipca wzrost poparcia o 1 punkt proc., podczas gdy PiS zaliczył spadek o 2 punkty procentowe...
O co w tym wszystkim chodzi?
Wyjaśnienia zagadki należy szukać w firmie, która przeprowadzała sondaż. CBOS jest bowiem fundacją, nad którą nadzór sprawuje... premier, a jej działalność jest współfinansowana z budżetu państwa w ramach środków przeznaczonych na Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. W ustawie budżetowej na 2013 r. zapisano na ten cel kwotę 3,2 mln zł. Nawiasem mówiąc, CBOS został powołany w 1982 r. przez płk. Stanisława Kwiatkowskiego, doradcę gen. Wojciecha Jaruzelskiego.
Czyżby Donald Tusk i jego tonąca Platforma Obywatelska musieli chwytać się aż tak dramatycznych metod jak "pompowanie" sondaży"?