To prawda, że nie jest Pan już trenerem Korony Kielce?
Potwierdzam. Działacze podjęli taką decyzję, a ja ją musiałem uszanować. Rozwiązaliśmy kontrakt za porozumieniem stron, takie były zapisy w kontrakcie. Powiedzieli, że wyobrażają sobie inaczej przyszłość Korony. Taka jest decyzja zarządu, a ja nie należę do ludzi, którzy o coś w życiu się proszą.
Piłkarze podobno zamierzają strajkować w związku z Pana zwolnieniem.
Myślę, że do tego nie dojdzie. Wiadomo, zżyliśmy się, tworzyliśmy kolektyw. To też mogło ich zaboleć. Ale to profesjonaliści, muszą iść dalej, pokazać w następnych meczach, że są dobrze przygotowani. Dlatego najlepiej byłoby gdyby chłopcy wygrali następny mecz.
Spodziewał się Pan w ogóle takiej decyzji działaczy?
Nie, dostałem mocnym obuchem w głowę. Wiązałem przyszłość z Kielcami, miałem wizję tej drużyny. Mieszkam tutaj z rodziną. Sam nie wiem co teraz, to zbyt świeża sprawa. Może zostanę w Kielcach, może wrócę pod Warszawę. Ale jeszcze za szybko, że wyrokować.
Kielce chyba na długo pozostaną w Pana sercu?
Na pewno, zawsze będzie mile wspominał Koronę i życzył jej powodzenia. To klub z fantastycznymi kibicami. Ale cóż, sytuacja się zmienia i trzeba się rozstać. Szkoda zostawiać taką ekipę, bo zżyliśmy się mocno z chłopakami. Stanowiliśmy fajną ekipą, był team-spirit, bywało raz lepiej, raz gorzej, ale wspólnie parliśmy do przodu. Ale pewien etap się skończył, trzeba żyć dalej.