Prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej przewiduje, że w 2016 r. może nam zabraknąć energii elektrycznej. Niedobór ten będzie odczuwalny zwłaszcza w godzinach szczytu. Co gorsza – wobec niedostatku prądu jego ceny prawdopodobnie gwałtownie wzrosną, choć i tak są wysokie. Wprawdzie od lipca energia dla gospodarstw domowych potaniała, ale tylko symbolicznie, bo miesięczne rachunki gospodarstw domowych będą niższe najwyżej o kilka złotych.
Tomasz Chmal, ekspert Instytutu Sobieskiego, uważa, że niedobór prądu w Polsce zależy od kilku czynników, ale to prawdopodobny scenariusz. Jego zdaniem, gdyby nastąpiło ożywienie gospodarcze, a ceny energii potaniały, wtedy jej zużycie może wzrosnąć. – Nie można wówczas wykluczyć, że przestarzałe zakłady energetyczne nie będą w stanie dostarczyć wystarczającej ilości prądu – dodaje.
Polska ma zapasy węgla brunatnego na kilkaset lat, węgla kamiennego na lat kilkadziesiąt, a gazu łupkowego co najmniej na sto. Mimo to grozi nam energetyczna zapaść, bo stan tego sektora ulega powolnej, ale systematycznej degradacji. Wiele elektrowni jest już bardzo starych, a nowe inwestycje są niechętnie podejmowane. Zasadniczy powód tej sytuacji to przyjęty w 2008 r. przez rząd Donalda Tuska pakiet klimatyczny, który nakazuje ograniczyć do 2020 r. o 20 proc. emisję dwutlenku węgla. Blokuje to rozwój polskiej energetyki, bo oparta jest ona głównie na węglu, który przy spalaniu emituje znaczne ilości CO2.
Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"