Remont pasa startowego w Modlinie nie tylko naraził tutejszy port lotniczy na gigantyczne straty, obliczane na 150–180 tys. zł dziennie. Mocno nadwerężył też wizerunek nowego lotniska, które wybudowano za ponad 300 mln zł, by po pięciu miesiącach z powodu dziur w drodze startowej zawiesić jego działalność. Korzystający z Modlina przewoźnicy zmuszeni byli przenieść się na warszawskie Okęcie i nie kwapią się do powrotu.
Firma Erbud zakończyła już prace remontowe pasa startowego, a Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego, uchylił wydany w grudniu zakaz użytkowania lotniska. Teraz wszystko zależy od Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Gdy jego kontrolerzy zapoznają się z dokumentami i nie będą mieli zastrzeżeń do naprawionego pasa startowego, wtedy decyzja ograniczająca eksploatację może zostać cofnięta w ciągu tygodnia.
Po uruchomieniu lotniska rozpoczną się próby systemu ILS, który pomaga lądować we mgle. Zgodnie z porozumieniem między portem a przewoźnikami miał on być czynny już od października 2012 r. To przez brak ILS‑u jesienią ub.r. wiele lotów musiano przekierowywać z Modlina do Warszawy, co narażało firmy przewozowe na dodatkowe koszty. Sprawdzanie systemu potrwa ok. 70 dni, więc korzystać z niego będzie można najwcześniej we wrześniu.
Brak systemu przeciwmgielnego oraz kwestia rekompensaty za straty z powodu przerwy w działalności lotniska to prawdopodobnie powody ociągania się przewoźników z decyzją powrotu do wyremontowanego aeroportu. Zarówno Ryanair, jak i Wizzair nie ogłosiły dotychczas, czy zamierzają wrócić do Modlina.
Więcej na ten temat w "Gazecie Polskiej Codziennie"