Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

​Putin idzie na wojnę

Upadek Związku Sowieckiego nie zmienił głównego strategicznego celu Moskwy, jakim od zakończenia II wojny światowej jest pokonanie Stanów Zjednoczonych. Naturalną drogą do osiągnięcia tego celu jest wojna.

Upadek Związku Sowieckiego nie zmienił głównego strategicznego celu Moskwy, jakim od zakończenia II wojny światowej jest pokonanie Stanów Zjednoczonych. Naturalną drogą do osiągnięcia tego celu jest wojna. Po zakończeniu zimnej wojny stało się to nieosiągalne zarówno z powodu wewnętrznej słabości zredukowanego terytorialnie Imperium Zła, jak i nowego globalnego układu sił.

Przejęcie władzy na Kremlu przez czekistów i trwające już ponad dekadę rządy Władimira Putina wzmocniły potencjał siłowy Rosji. Ale dopiero pojawienie się Baracka Obamy w Białym Domu, a przede wszystkim wzrost potęgi Chin i pogłębiający się konflikt Państwa Środka z Ameryką i jej sojusznikami w Azji Wschodniej spowodowały, że Moskwa może realnie zacząć traktować opcję zbrojnego starcia z USA. Przez dwie kadencje Putin cierpliwie wzmacniał pozycję Rosji w świecie, a zarazem odbudowywał wewnętrzny zbrojny potencjał państwa. Potem była „putinowska pierestrojka”, czyli prezydentura Dmitrija Miedwiediewa. Reset pozwolił zatrzymać ekspansję USA/NATO na obszar postsowiecki, nawet więcej – Rosja w dużym stopniu odbudowała swe wpływy w Europie Środkowej i Wschodniej. Teraz jednak nadchodzi czas rozstrzygnięć, co Putin dawał do zrozumienia już podczas kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi i powrotem na Kreml. W tym też kontekście należy postrzegać dymisję ministra obrony Anatolija Sierdiukowa i zerwanie z „zachodnimi nowinkami” w armii. Dziś, po roku trzeciej kadencji prezydenckiej Putina można mówić, że polityka Rosji jest koncepcyjnie jednorodna i logiczna. Zakładająca wybuch wojny z USA/NATO, przygotowująca się do niej, a nawet ją prowokująca.

Oczywiście Rosja sama w otwartej zbrojnej konfrontacji nie ma szans z USA. Ale są jeszcze Chiny. I to na nie najbardziej liczy Putin. Oś Moskwa–Pekin wspierana przez regionalnych sojuszników w strategicznych regionach świata to już dla Ameryki poważne zagrożenie. Rosja przygotowuje więc swe siły zbrojne do wojny, której polityczno-gospodarcze podłoże też buduje. Ale kluczowa jest przyszłość współpracy, także militarnej, z Chinami oraz dalszy rozwój wydarzeń w basenie Pacyfiku i Azji Wschodniej.

Od powrotu Putina na Kreml przybywa przesłanek przemawiających za tym, że Rosja szykuje się do wojny. Wskazują na to zarówno argumenty czysto militarne, jak i dyplomatyczne. I przygotowań Moskwy do wojny nie zmienia fakt, że część założeń rosyjskich jest mało realna. Paradoksalnie, to właśnie częste przekonanie, że Rosja jest słaba militarnie, że przekonuje o czymś wręcz przeciwnym dzięki rozwiniętej sztuce dezinformacji, działa na korzyść „jastrzębi” kremlowskich. Lekceważenie możliwości zbrojnych przeciwnika oraz niedocenianie jego zamiarów i gotowości do podjęcia ryzyka na ogół kończy się źle. Wystarczy przypomnieć wydarzenia z 2008 r. – wówczas także nikt na Zachodzie nie wyobrażał sobie, że Rosja może wywołać regularną wojnę z innym demokratycznym niepodległym państwem, na dodatek sprzymierzonym z USA i ubiegającym się o członkostwo w NATO i UE.

Co przemawia za tezą o przygotowaniach Rosji do wojny? Nie tylko zapisy doktrynalne, lecz także kompatybilne z nimi realne działania: zmiany w armii, intensyfikacja i charakter ćwiczeń wojskowych, gigantyczny wzrost nakładów na zbrojenia i modernizacja uzbrojenia z priorytetowo traktowanym arsenałem jądrowym, globalizacja obecności militarnej Rosji, wzmożone procesy reintegracji przestrzeni postsowieckiej, budowa wojskowego sojuszu z Chinami przeciwko Ameryce. Analiza tych przesłanek może wskazywać, że do ewentualnej wojny miałoby dojść pod koniec obecnych kadencji prezydenckich Putina i Obamy.

„Plan obrony”, czyli ataku

Ostra wojenna retoryka Putina i jego generałów ma swoje uzasadnienie w dokumentach doktrynalnych Federacji Rosyjskiej, wskazujących na USA i NATO jako główne zagrożenie, do walki z którym Rosja musi się przygotowywać. Prezydentura Miedwiediewa i reformy wojskowe Sierdiukowa były tylko krótkim oddechem ograniczonej westernizacji w polityce Moskwy. Obowiązujące obecnie jawne i tajne dokumenty nie pozostawiają złudzeń co do analizy sytuacji geopolitycznej przez Rosję oraz jej agresywnych planów. To przede wszystkim doktryna wojskowa FR z 2010 r., przyjęta w tym roku nowa doktryna polityki zagranicznej, a zwłaszcza tajny „Plan obrony Federacji Rosyjskiej do 2016 roku”. Ich zapisy uszczegółowili w ostatnich miesiącach prezydent, minister obrony i szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych podczas „poszerzonych kolegiów” Ministerstwa Obrony oraz FSB. Ideologiczny obraz szykującej się do wojny Rosji uzupełniają wystąpienia programowe najważniejszych ludzi w państwie odpowiadających za jego potencjał zbrojny. Jaki więc jest to obraz?

Rosja to twierdza oblężona przez wrogów dowodzonych przez Amerykę, która ma też wewnątrz „murów” twierdzy swoją „piątą kolumnę”, czyli demokratyczną opozycję i organizacje pozarządowe. Wrogowie mogą uderzyć w każdej chwili, a jednym z głównych celów takiej wojny jest zdobycie panowania nad bogactwami naturalnymi. Wobec tego Rosja powinna samodzielnie się zbroić i stawić czoła wrogom wspólnie z sojusznikami: Chinami, krajami Szanghajskiej Organizacji Współpracy i Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (przede wszystkim Białoruś, Armenia i Kirgistan), Syrią, Iranem, Wenezuelą. Fundamentem bezpieczeństwa Rosji pozostaje broń atomowa, więc wszelkie apele o ograniczanie tego arsenału (idee fixe Obamy) czy działania ograniczające jego skuteczność (tarcza antyrakietowa USA) są bezpośrednio wymierzone w Rosję. Takie tezy padły z ust Putina 27 lutego na poszerzonym kolegium Ministerstwa Obrony. Putin oznajmił tam, że siły zbrojne muszą osiągnąć „nowy poziom” zdolności bojowych w ciągu pięciu lat, w związku z „dynamiką sytuacji geopolitycznej”. Prezydent mówił o wrogach otaczających Rosję ze wszystkich stron: NATO wciąż chce się rozszerzać, USA grożą globalnej stabilności tarczą, konflikty na Bliskim Wschodzie rozszerzają się i są coraz bliżej granic rosyjskich. Nawet Arktyka „jest zagrożona militaryzacją”. Putin zarządził „szybkie i zdecydowane” działanie wspierające reintegrację przestrzeni postsowieckiej w nowy Związek Eurazjatycki oraz podtrzymanie „wielobiegunowości” na świecie. „Silne, stale gotowe do walki zgrupowania wojskowe muszą być rozmieszczone na strategicznych liniach podejścia” przeciwko wielu wrogom otaczającym Rosję.

Minister obrony Siergiej Szojgu został zobowiązany, żeby w ciągu trzech–pięciu lat (kolejna wskazówka określająca terminy ewentualnej wojny) podnieść armię do „nowego poziomu zdolności bojowych”. Służyć ma temu ścisła realizacja gigantycznego programu modernizacji uzbrojenia, w ramach którego do 2020 r. ma być wydane ponad 650 mld dolarów. „Już w 2015 r. udział sprzętu bojowego nowej generacji w uzbrojeniu armii powinien osiągnąć 30 proc., a w 2020 r. – 70–100 proc.” – zażądał Putin. Kilkanaście dni wcześniej naczelnik Sztabu Generalnego gen. Gierasimow powiedział, że w latach 2008–2013 udział nowoczesnego uzbrojenia w armii wzrósł z 6 do 16 proc. Zastępca Szojgu mówił, że szybkie przezbrojenie jest niezbędne, bo do 2030 r. „zagraniczne zagrożenie militarne dla Rosji znacząco wzrośnie”. 14 lutego szef Sztabu Generalnego i 1. zastępca ministra obrony mówili o priorytetach obronnych Rosji na konferencji zorganizowanej przez komitety obrony Dumy i Rady Federacji. Priorytetem pozostaną strategiczne siły jądrowe. Na wyposażenie mają trafić pociski Topol-M i Jars, przewidziana jest modernizacja bombowców strategicznych Tu-160 i Tu-95MS. Mówiąc o możliwości zaangażowania Rosji w konflikty zbrojne do 2030 r., Gierasimow powiedział, że poziom istniejącego i potencjalnego zagrożenia militarnego wzrośnie, głównie z powodu rywalizacji o zasoby energetyczne.

Zadania postawione armii i służbom oraz przedstawione im zagrożenia wpisane są już w nową „Koncepcję Polityki Zagranicznej Rosji”, którą prezydent podpisał 12 lutego. W przeciwieństwie do poprzedniej (2008 r.) ta opiera się na pesymistycznej ocenie trendów globalnych i ujawnia obawy reżimu przed zagrożeniami z zewnątrz. Główny priorytet to budowa strefy wpływów na obszarze postsowieckim, przy kluczowej roli Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej.

Całość artykułu w aktualnym wydaniu „Nowego Państwa”


 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej