Agnieszka Radwańska będzie dziś walczyć w turnieju wielkoszlemowym Australian Open z Chinką Na Li. Jakie są Pana oczekiwania przed tym ćwierćfinałowym pojedynkiem?
Nigdy nie wróżę z fusów. Na pewno nie będzie to kopia z niedawnego meczu obu zawodniczek z Sydney. Wtedy Agnieszka wygrała, ale teraz jest inna nawierzchnia, odmienne nastawienie i znacznie wyższa ranga turnieju. Walka będzie dużo ostrzejsza. Nie powiem, że Agnieszka jest faworytką w tym pojedynku. Moja córka po tegorocznej świetnej passie meczów bez porażki jest pewna siebie. Psychika jest bardzo ważna. Dobre nastawienie to połowa sukcesu. Tu widzę pewną przewagę nad Chinką.
Jak może wyglądać ten ważny mecz?
Obie zawodniczki grają bardzo podobny tenis. Szanse są 50 na 50. Dużo będzie zależało od temperatury. Mecz odbędzie się w południe i może być nawet do 40 stopni Celsjusza. W takich warunkach większość ludzi nie chce nawet wychodzić z domu. A tu trzeba biegać po korcie. Jeśli jest taki upał, walczy się czasami nie z rywalką, ale z samym sobą. Trzeba łamać własne słabości. Mam nadzieję, że Agnieszka podoła temu wyzwaniu.
Czy będzie Pan oglądał w nocy mecz? Podobno często nie może Pan śledzić całych pojedynków córki.
Rano mam już zaplanowany trening z Ulą i wiadomo, że jak zarwę całą noc, to nie będę w pełni gotowy do pracy. Pierwszy set obejrzę, a potem zobaczymy, jak to się wszystko potoczy.