Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) Maciej Lasek, który był również członkiem tzw. komisji Millera, zapowiedział powstanie nowego, rządowego zespołu ekspertów, który miałby się zająć okolicznościami katastrofy smoleńskiej. Prace miałyby się toczyć w ramach PKBWL. W skład zespołu weszliby głównie eksperci tzw. komisji Millera.
- Ten pomysł pojawił się jako odpowiedź na nasze zaproszenie członków PKBWL do debaty z ekspertami na neutralnym gruncie jednego z uniwersytetów, która ma się odbyć na przełomie stycznia i lutego - mówi Antoni Macierewicz, przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej. Polityk zauważa również, że praca takiej komisji sprowadzałaby się jedynie do potwierdzenia tego, co znalazło się już w raporcie Millera. - Przecież to będą praktycznie te same osoby - zauważa.
Politycy Platformy Obywatelskiej także nie widzą powodu powołania nowego tworu, ale z innych przyczyn. Poseł PO Adam Szejnfeld jest zdania, że rozpatrywanie takiego pomysłu może być ewentualnie zasadne dopiero po zakończeniu śledztw prokuratur polskiej i rosyjskiej.
- Jestem przekonany, że wyniki prac jakiejkolwiek komisji, bez względu na jej status prawny oraz skład członkowski, nie zostaną uznane przez środowiska przywiązane do teorii spisku i zamachu, jeżeli takie tezy nie zostaną potwierdzone - mówi „Codziennej” Szejnfeld. - Sprawę badała komisja Millera i znamy wyniki jej prac. Raport opracowali eksperci, którzy pracowali wiele miesięcy, mieli dostęp do dowodów, m.in. wraku czy zapisów czarnych skrzynek, i na obecnym etapie nie widzę powodu powielania tych działań - dodaje poseł.
Tymczasem członkowie komisji Millera nie mieli możliwości pełnego zbadania wraku samolotu. Nie analizowali m.in. lewego skrzydła, którego złamanie przez brzozę ich zdaniem było przyczyną katastrofy tupolewa. Jednocześnie ten wniosek był główną tezą końcowego raportu z ich prac. Co ważne, przyznali to zarówno sam Maciej Lasek, jak i członkowie komisji Millera.
W podpisanym przez nich piśmie z 2 lutego 2011 r. do ówczesnego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka i szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego czytamy: „Akredytowany przy MAK-u Edmund Klich, posiadając wszelkie plenipotencje od najwyższych urzędników państwa polskiego, nie tylko nie zapewnił w tym badaniu (oblocie lotniska Smoleńsk Północny - przyp. red.) udziału stronie polskiej (…). Polski akredytowany nie zapewnił także polskim ekspertom badającym wrak rozbitego samolotu Tu-154M możliwości dokończenia prac przed zniszczeniem i wywiezieniem jego szczątków przez przedstawicieli Federacji Rosyjskiej (…). Stanowiło to działanie na szkodę Rzeczpospolitej Polskiej poprzez utracenie możliwości przeprowadzenia powyższych badań, z których każde może mieć kluczowe znaczenie dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy Tu-154M. (…) Nagły i nieuzgodniony wyjazd Pana Edmunda Klicha ze Smoleńska w trakcie prac grupy polskich specjalistów na miejscu zdarzenia uniemożliwił stronie polskiej dokończenie tych prac, w tym badania wraku samolotu Tu-154M (…) ”.
Z kolei Edmund Klich w swojej książce „Moja czarna skrzynka” stwierdził, że eksperci nie badali ani wraku, ani skrzydła, za co jednak obarcza ich odpowiedzialnością.
To jednak - jak zapowiada Maciej Lasek - nie jest przyczyną pomysłu powołania nowej komisji. Zespół miałby jedynie oceniać „nowe, pojawiające się teorie na temat przyczyn katastrofy” i ustosunkowywać się do nich. Szef PKBWL chce także, aby powstała strona internetowa, na której „w przystępny sposób” wyjaśnione będą zagadnienia związane z katastrofą.