Za mojego życia Polacy trzy razy doświadczali dojmująco poczucia wspólnoty, oddychając jak ludzie całkowicie wolni. W czasie 16 miesięcy Solidarności, przez jeden dzień 4 czerwca ‘89 oraz w czasie Tygodnia Żałoby Narodowej po 10 kwietnia 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu. I właśnie o walce o wolność oraz o odtwarzającej się w kolejnym pokoleniu wspólnocie traktuje składająca się z sześciu rozmów książka Joanny Lichockiej „Przebudzenie”. Te różne chwile wolności i walki łączą się w wywiadzie z Anitą Czerwińską, organizatorką marszów pamięci. Miałem łzy w oczach, gdy czytałem jej wspomnienia z 3 maja 1982 r. Jako 12-letnia dziewczynka była z mamą i braćmi na demonstracji: „Staliśmy od ul. Świętojerskiej, byliśmy zasłonięci kordonem milicji. Zobaczyłam, jak starsza kobieta przedziera się przez ten kordon, klęka przed zomowcami i krzyczy: »Oddajcie mi syna!« (…) dopadłam do tego kordonu zomowców i zaczęłam strasznie na nich krzyczeć. Żeby oddali. Ludzie się rozstąpili, tak jakby pozwolili mi powiedzieć to, co chciałam. Zomowcy oczywiście nie reagowali, dziecka by nie tknęli. I pamiętam tylko skrzyżowanie spojrzeń z moją mamą, która miała niekiedy zastrzeżenia do różnych moich pomysłów, i to, że zobaczyłam wtedy ogromną dumę w jej oczach”.
Bóg i ojczyzna
Głównym wątkiem książki jest wspomnienie Tygodnia Żałoby Narodowej po 10 kwietnia oraz comiesięcznych marszów pamięci, a tak naprawdę odtwarzanie się polskiej duchowej wspólnoty. Widać ją było np. w czasie mszy żałobnej za parę prezydencką na pl. Piłsudskiego w przeddzień pogrzebu na Wawelu. 100 tys. Polaków i wielki ład, wielki spokój i porządek. To spotkanie Polaków budowało poczucie nie tylko wspólnoty wiary, ale też wspólnoty narodowej.
Joanna Lichocka przedstawia nam tę wspólnotę poprzez ludzi. Jej rozmówcą jest typowy moher z dyplomem MBA Andrzej Olszewski ze straży porządkowej marszów pamięci. Robi właśnie doktorat, jest ekonomistą na kierowniczym stanowisku w dużej korporacji. Daniel Górnicki jest studentem i harcerzem. Na pierwszym marszu czuł „obecność księdza Popiełuszki”. Anna Ornatowska-Magierowska jest nauczycielką języka angielskiego, żoną i matką dwójki dzieci: „Od 10 kwietnia przepłakałam dwa tygodnie, jakby zginął nam ktoś z rodziny”. Mówi o sobie „housewife”: „Czuję, jakbym pobrała się ze swoim domem”. Lichocka rozmawia też z Markiem Głowackim ze służb porządkowych marszów, dyrektorem w firmie handlowej, działającym w latach 80. w antykomunistycznych Grupach Oporu, z poetą Wojciechem Wenclem oraz ze wspomnianą już organizatorką marszów pamięci Anitą Czerwińską.
Czasami jest gorzej niż w PRL-u
Książka przypomina, że obrońcy krzyża nie byli na początku obrońcami krzyża, tylko po prostu modlili się pod tym krzyżem, a obrońcami stali się w wyniku agresji polityków (głównie Bronisława Komorowskiego) i zorganizowanych ulicznych mętów. Przypomina, że gdy Polska wchodziła do Unii, politycy PO szli z zapalonymi pochodniami na Paradzie Schumana i nikt nie nazywał ich faszystami. Przypomina, że na Krakowskim Przedmieściu nie było dwóch stron sporu politycznego, byli bowiem agresorzy i modlący się. Że rządowa strona cały czas świadomie prowokowała konflikty, podbijała atmosferę gorączki. Porażająca jest też uwaga Andrzeja Olszewskiego. Kiedy w PRL-u w Lesie Kabackim rozbił się Ił-62, Rosjanie natychmiast przyjęli taką samą jak przy Smoleńsku narrację: błąd pilotów. Ale w latach 80. ta interpretacja nie została przyjęta przez polskich specjalistów. Podjęli wysiłek i dogłębnie zbadali przyczyny. Okazało się, że był to defekt samolotu. III RP jest mniej suwerenna wewnętrznie niż PRL! Jesteśmy w NATO, jesteśmy w Unii Europejskiej, a jakbyśmy byli w ZSRS. Konfrontacja z Putinem po katastrofie smoleńskiej pokazała, w jakiej Tusk gra lidze. Marek Głowacki mówi o tym spokojnie: „To zbyt mocno kojarzy się z czasami saskimi, kiedy nasi politycy realizowali politykę krajów sąsiednich”.
Polska się budzi
Tydzień Żałoby zgromadził na Krakowskim Przedmieściu setki tysięcy Polaków. W sobotę 10 kwietnia ludzie przyszli na Krakowskie Przedmieście wiedzeni instynktem, nie zwołali się na Twitterze czy za pomocą esemesów. Wojciech
Wencel mówi o nich: moi bracia i siostry we wspólnocie Polaków – wolnych Polaków. Mówi o wielkiej radości z narodowego zrywu. To był taki sam radosny spokój, jak na manifestacji w obronie wolności słowa, w obronie telewizji Trwam. Wielu ludzi wróciło po kwietniu 2010 r., jak Andrzej Olszewski, żołnierz Solidarności z lat 80., do działalności społecznej, bo okazało się, że historia się nie skończyła i jako naród, jako państwo nie jesteśmy bezpieczni. A w 2005 r. głosował on na PO. Katastrofa smoleńska była przebudzeniem, wstrząsem. Budzi się nowe pokolenie. Serce polskiej wspólnoty bije. Pamiętamy z Krakowskiego Przedmieścia te czyste twarze dwunastolatków, twarze harcerzy, w których można było znaleźć odbicie twarzy „Zośki”, „Rudego”, Kamila Baczyńskiego, Tadeusza Gajcego. Jak mówi Anita Czerwińska, harcerze to ważne środowiska Wspólnoty 10 Kwietnia. Wojciech Wencel cytuje prof. Zdzisława Krasnodębskiego, który stwierdził, że Lech Kaczyński prowadził „ponowoczesne powstanie”. Pokojowy zryw narodu polskiego nie zakończył się. Patriotyzm co jakiś czas wylewa się na ulice. Nie wchłonęła nas Rosja ani bolszewia, nie rozpłyniemy się w hedonistycznej Europie. Ale po odzyskaniu pełni wolności wszystkie służby specjalne muszą być całkowicie do wymiany.
Duchowe imperium
Musimy spokojnie budować duchową siłę, by już nikt nigdy nie potrafił nas sprzedać. Musimy odtworzyć duchowe imperium. Pomiędzy Rosją a Niemcami nie ma miejsca na naród słaby. Polacy muszą na nowo zacząć o sobie myśleć jako o narodzie wielkim, takim, który potrafi służyć. Który jest pewien swej potężnej siły i dlatego nie musi jej nikomu udowadniać. Musimy uwolnić polski umysł z uwięzi. I dać nadzieję. „Przebudzenie” budzi nadzieję. Duch w narodzie żyje. Przywilejem jest, że Polacy są zdolni do tak duchowego przeżywania wielkich wydarzeń narodowych. Niektórzy zachodni korespondenci mówią wprost, że nam tej wspólnoty zazdroszczą. Trwa powstanie warszawskie. Religijne, związane z ks. Jerzym Popiełuszką, kard. Wyszyńskim i s. Faustyną z warszawskiej ulicy Żelaznej, oraz patriotyczne. Te dwa wymiary dzisiejszego powstania, powstania Polaków z kolan, przeplatają się. Jednak hierarchia jest czytelna. Ojczyzna jest po Bogu najważniejsza. Imperium, którego budowa jest koniecznością, musi być najpierw duchowe, a potem kulturowe, społeczne, obywatelskie: solidarne. Wspominający Tydzień Żałoby mówią, że była wówczas odczuwalna radość, że oprócz poczucia straty była pogoda ducha, choć żartów nie było. Tylko silni potrafią być w cierpieniu radośni. Bo Radość jest drugim imieniem Boga.
