- Badania potwierdziły, że na skutek błędnej identyfikacji dwie osoby zostały pochowane w niewłaściwych grobach. Dokumentacja nie budzi żadnych wątpliwości – jedna w Świątyni Opatrzności Bożej, a druga na starych Powązkach – poinformował dziennikarzy płk Ireneusz Szeląg z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jak wyjaśnił prokurator Szeląg, błędnej identyfikacji zwłok dokonał podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Jacek Najder.
Na posiedzeniu sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych 25 października Jacek Najder tłumaczył, że w kwietniu 2010 r. w Smoleńsku nie było problemu z identyfikacją ciał. Według podsekretarza stanu prezydent Kaczorowski był wśród najwcześniej zidentyfikowanych ofiar. – Nie było wątpliwości co do ciała prezydenta Kaczorowskiego – mówił w czasie posiedzenia komisji Jacek Najder, obecnie ambasador RP przy NATO.
Na posiedzeniu komisji zarówno on, jak i jego współpracownicy nie byli w stanie odpowiedzieć na pytanie, jak doszło do zamiany ciał ofiar katastrofy.
– Zasłaniali się stresem i uciążliwością sytuacji. Powiedzieli, że ich zadanie polegało na potwierdzaniu tego, co podsuwali Rosjanie – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” Witold Waszczykowski, poseł PiS, członek sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. – Przyznali jednocześnie, że początkowo przy sekcjach zwłok nie było polskich prokuratorów. To pokazuje, że polski rząd i administracja działały w sposób chaotyczny i nieplanowy. W rezultacie mamy skandal z ekshumacjami. Bardzo możliwe, że tych pomyłek było więcej, a co gorsza, niektóre rodziny ciała bliskich skremowały. To wynik bałaganu i niekompetencji – podkreśla Witold Waszczykowski, były wiceszef MSZ.
Wstrząśnięta całą sytuacją jest rodzina prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. – Pani prezydentowa jest zdruzgotana tą sytuacją. Ale jednocześnie cieszy się, że ciało się odnalazło. Przez ostatnie dni obawialiśmy się, że pana prezydenta może nie być w żadnej z tych trumien – mówi „Codziennej” Gniewomir Rokosz-Kuczyński, przyjaciel rodziny i bliski współpracownik Ryszarda Kaczorowskiego. – W tej sprawie komentarz jest niepotrzebny, fakty są wstrząsające, mówią same za siebie. Jest to zdarzenie niebywałe i niemające precedensu – twierdzi Rokosz-Kuczyński.
Ciała dwóch ofiar katastrofy smoleńskiej ekshumowano 22 października. Po wydobyciu trumien zostały one przewiezione do Krakowa. Tam otwarto trumny. W czynnościach brali udział przedstawiciele rodzin ofiar. Po przebadaniu ciał tomografem komputerowym trafiły one do Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Tam na podstawie badań genetycznych ustalono, że doszło do błędnej identyfikacji zwłok.
To kolejna pomyłka, do której doszło w procesie identyfikacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. We wrześniu ekshumowano ciała Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. I w tym wypadku obydwa ciała zostały ze sobą zamienione. Do końca tego roku prokuratura ma zamiar przeprowadzić jeszcze co najmniej dwie ekshumacje.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że ekshumacji będzie więcej – powodem jest zawierająca rażące błędy rosyjska dokumentacja medyczna dotycząca większości ofiar.
– Ten koszmar zafundowali nam Rosjanie. Rodziny muszą na nowo przeżywać traumę – mówi nam Andrzej Melak, brat szefa Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka, który zginął w katastrofie smoleńskiej.
