Około 1,4 tys. klientów WGI wciąż czeka na wyjaśnienie, co się stało z ich pieniędzmi. Po siedmiu latach śledztwa warszawska prokuratura skieruje wkrótce do sądu akt oskarżenia w sprawie tego „przywłaszczenia mienia znacznej wartości”. Zastępca rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie Katarzyna Calów-Jaszewska powiedziała „Gazecie Polskiej Codziennie”, że zakończenie postępowania w sprawie WGI planowane jest w tym roku i nic nie wskazuje, aby miało być przedłużone. – Główną przyczyną długotrwałości przebiegu procesu było oczekiwanie na opinię biegłych z księgowości i rachunkowości oraz konieczność weryfikacji wartości szkody poniesionej przez klientów – wyjaśniła nam Calów-Jaszewska.
WGI jest przez wielu uważana za poprzedniczkę Amber Gold. Afera wybuchła w kwietniu 2006 r., gdy Komisja Papierów Wartościowych i Giełd wycofała spółce WGI Dom Maklerski licencję na działalność maklerską. Dwa miesiące później sąd postawił firmę w stan upadłości. Po odebraniu WGI licencji jej klienci próbowali wypłacić pieniądze, ale odeszli z kwitkiem. Dla jednego z nich z zainwestowanego miliona złotych syndyk odzyskał 1 proc. Większość z poszkodowanych otrzymała jeszcze mniejszy odsetek swoich pieniędzy, niektórzy nie dostali nawet złotówki. – Jeżeli ktokolwiek otrzymał jakieś pieniądze, to można liczyć je w promilach, a nie w procentach – wyjaśnia reprezentujący część poszkodowanych mec. Robert Nogacki.
WGI inwestowała m.in. pieniądze na rynku walutowym, chwaląc się zyskami sięgającymi kilkadziesiąt procent. Grupa finansowa dwóch młodych ludzi bez doświadczenia, Macieja S. i Łukasza K., wzbudziła zaufanie inwestorów dzięki pozyskaniu znanych osobistości świata finansów oraz polityków, którym zaproponowano miejsca w radach nadzorczych spółek. Byli to m.in. Dariusz Rosati, Henryka Bochniarz, prof. Witold Orłowski czy dr Bohdan Wyżnikiewicz.
Pierwsze zarzuty stawiane w tej sprawie przedawnią się w 2015 r. Jeśli proces potrwa tak długo jak śledztwo prokuratury, oskarżeni mogą spać spokojnie.
