Można tego się obawiać, czytając wywiad z Katarzyną Herbert, fundatorką nagrody, opublikowany w „Gazecie Wyborczej”. „Bardzo zdecydowanie wypowiadała się pani przeciw cytowaniu »Przesłania Pana Cogito« w kontekście katastrofy smoleńskiej” – zauważa Andrzej Franaszek w tej rozmowie. „Licho mnie bierze na to wyjmowanie jego słów z kontekstu – denerwuje się wdowa – przypisywanie ich do rzeczywistości, z którą nie mają nic wspólnego!”. Osobliwe wyznanie, właśnie bowiem dzięki takim praktykom literatura zachowuje żywotność.
Cytaty dobre i złe
Gdyby wiersze Herberta – i zresztą wszystkie inne, np. Mickiewicza lub Miłosza – dawały się odnieść tylko do rzeczywistości, w której powstały, ich lektura po latach i stuleciach zajmowałaby co najwyżej historyków. Siła poetyckich sformułowań tkwi właśnie w tym, że przenikają one zasłonę bieżących doświadczeń, ujawniają ich istotę, która pozostaje aktualna także w innym miejscu i czasie. To dlatego w walczącym Sarajewie publiczność chłonęła każde słowo przedstawionego wówczas w tamtejszym teatrze „Raportu z oblężonego miasta”, choć, jak wiadomo, powstał on po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce i z rzeczywistością późniejszej o dekadę wojny w Bośni „nie miał nic wspólnego”, gdyby kierować się logiką Katarzyny Herbert.
Wbrew jej nierozważnym słowom trudno jednak serio podejrzewać, że kwestionuje ona zasadę takiego funkcjonowania literatury. Jej sprzeciw budzi oczywiście nie sama praktyka cytowania Herberta, ale sposób wykorzystania tych cytatów. Póki posługują się nimi bliskie jej osoby z kręgu „Gazety Wyborczej”, wszystko jest w porządku. Gdy sięgają po nie przedstawiciele „ludu smoleńskiego” – jak pogardliwie nazywa „Wyborcza” środowiska niepodległościowe – wdowa się irytuje.
Ten konflikt ciągnie się już prawie 20 lat, zaczął się na długo przed śmiercią Herberta, gdy poeta, rozczarowany stanowiskiem „Gazety Wyborczej” w sprawie lustracji, publicznie je skrytykował i zerwał, bliską uprzednio, przyjaźń z Adamem Michnikiem. Ku niezadowoleniu żony, jak wolno sądzić z późniejszych jej wypowiedzi. W wywiadach surowo oceniał III Rzeczpospolitą, a winą za jej patologie obarczał elity uformowane w okresie komunizmu: „Wielu z nas sądziło, że po 1989 roku, choć nie zbudujemy od razu raju na ziemi, to przynajmniej otrząśniemy się z dawnego kłamstwa. Nie było to możliwe, ponieważ ludzie elit, tłumaczący swe dawne postawy ukąszeniem Heglowskim (według mnie było to raczej ukąszenie Bermanem) nie stworzyli języka prawdy. A przecież podstawowym obowiązkiem intelektualisty jest myśleć i mówić prawdę. Za to społeczeństwo im płaci. Myśleć – to znaczy zastanawiać się nad tym, kim jesteśmy i jaka jest otaczająca rzeczywistość. Oznacza to, siłą rzeczy, odpowiedzialność za słowo. Dziś nikt nie jest w Polsce za nie odpowiedzialny (…) można z dezynwolturą nazwać Jaruzelskiego bohaterem, a Kuklińskiego zdrajcą. Jest to spadek po marksizmie z jego przewrotną dialektyką i logiką” („Tygodnik Solidarność”, 11.11.1994 r.).
Te stanowcze opinie naraziły Zbigniewa Herberta na ostrą krytykę. „Gazeta Wyborcza” (4.03.1995 r.) piórem Marka Beylina orzekła, że „Pan Cogito ma kłopoty z demokracją”.
„Etapowy tandeciarz”
Ponieważ napiętnowany poeta nie wycofał się ze swoich przekonań, z czasem ataki stawały się coraz brutalniejsze. Aleksander Małachowski pisał o nim: „Gdy pojawia się na arenie publicystycznej, pokazuje nam tępą twarz czekisty” („Wiadomości Kulturalne”, 23.04.1995 r.). Mieczysław Rakowski w „Dziś” (nr 1/1995) nazwał go „Panem Vomito”, a Ryszard Groński w „Polityce” (20.01.1996 r.) obwieścił, że „Herbert dziś na ochotnika zastępuje etapowych tandeciarzy”. Nawet śmierć poety nie powstrzymała nagonki. Nazajutrz po jego odejściu Tomasz Jastrun ogłosił: „Jest wiadome, że Herbert był chory i była to forma choroby psychicznej. O tym się w Polsce nie mówi, a miało to wpływ na jego ostatnie wypowiedzi” (Życie, 29.07.1998 r.).
W istocie autor „Pana Cogito” cierpiał na depresję, przypadłość częstą u artystów, która wprawdzie odbiera im radość życia, ale nijak nie wpływa na ich sprawność umysłową (sam Jastrun stał się z czasem jej ofiarą, o czym rozlewnie opowiedział w wywiadzie dla „Medycyny Praktycznej” 1/2011). Taki sposób unieważnienia poglądów Herberta konsekwentnie podtrzymywano – w „Gazecie Wyborczej” kontynuował ten wątek Jacek Bocheński (dorzucając jeszcze oskarżenie o alkoholizm!) oraz – niestety – Katarzyna Herbert w rozmowie z Jackiem Żakowskim.
Łzy potęgi drugiej
Kiedy dziś na tych samych łamach ogłaszana jest nagroda im. Herberta, wprost cisną się na usta słowa Norwida z wiersza „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie”: „Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie,/ Gdzie? kiedy? w jakim sensie i obliczu?/ Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie,/ Inaczej będą głosić twe zasługi/ I łez wylanych dziś będą się wstydzić,/ A lać ci będą łzy potęgi drugiej/ Ci, co człowiekiem nie mogli cię widzieć...”.
Bo widzieli wariatem i pijakiem…
Ale czy „łzy potęgi drugiej” okażą się świadectwem pokory? Uznania dla tych poglądów Herberta, które przedtem dezawuowano? Czy pozwolą dopuścić interpretacje sprzeczne z wykładnią twórców nagrody?
Irytacja Katarzyny Herbert budzi w tej kwestii obawy.
Tymczasem spuścizna jej męża, właśnie dlatego, że identyfikują się z nią środowiska na co dzień skłócone, mogłaby stać się obszarem dyskusji konstytuującej kulturową wspólnotę. Dyskusji bardzo potrzebnej, bo jak zauważył niedawno Piotr Gursztyn w tekście pt. „Polskość w stadium zaniku” (Rzeczpospolita, 20.09.2012 r.): „Nie mamy już kanonu kultury. Każdy czyta co innego, bez wspólnych punktów do dyskusji. Zatem nie ma i wymiany myśli”.
Pogłębiona refleksja nad twórczością autora „Pana Cogito” stanowi z pewnością okazję do takiej wymiany. Pod warunkiem, że wszyscy czytelnicy potraktowani zostaną równoprawnie, bez względu na to, jakie środowiska i opcje światopoglądowe reprezentują. W przeciwnym razie aktualne pozostaną słowa pieśni Jacka Kaczmarskiego, powstałej po śmierci Herberta: „Będziemy zatem rozszarpywać schedę/ Słów przemyślanych, myśli – przebolałych/ Każdy dla siebie, każdy podług siebie/ Tak się zbroimy Twoim arsenałem/ Przeciwko sobie i przeciwko Tobie/ Bo tylu nas przecież jest – a spadek jeden”.
