Co roku w naszej postkomunistycznej spółdzielni prezesi odwlekają decyzję. „Góra zdecydowała, że nie włączą” – wyjaśnia z wyższością nabzdyczony woźny rozwścieczonym mieszkańcom, którzy odbijają się od jego walecznej piersi.
Prezesi zdecydowali, że po pierwszym. Prezesi zdecydowali, że trzeci rok z rzędu nasza rodzina choruje, chorują sąsiedzi.
To wszystko w dobie termostatów, wymienionych grzejników i całorocznej gotowości elektrociepłowni. Prywatni grzeją sobie nawet w sierpniu, jak jest zimno. Płacą i wymagają. Inaczej w postkomunistycznych tworach. Płacić to nasz przywilej, a dostać coś za to – figa. Obywatel się nie liczy.
Ćwierć Polski, trzy czwarte neokomuny. Nawet skrócony o trzy czwarte hejnał mariacki to potwierdza.
