Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Co Amber Gold mówi nam o Smoleńsku

Dla tych, którzy chcą zrozumieć, jak działa polskie państwo, afera Amber Gold już okazała się nieoceniona – odsłoniła kiepską jakość pracy prokuratury, sądownictwa, Urzędu Lotnictwa Cywilnego,

Autor:

Dla tych, którzy chcą zrozumieć, jak działa polskie państwo, afera Amber Gold już okazała się nieoceniona – odsłoniła kiepską jakość pracy prokuratury, sądownictwa, Urzędu Lotnictwa Cywilnego, wielu innych instytucji, w tym tajnych służb. Za chwilę pokażę Czytelnikom, iż pożytki z AG sięgają znacznie dalej, niż się to wydaje. Że przemyślawszy niektóre okoliczności tej afery, lepiej możemy zrozumieć zachowanie premiera Donalda Tuska także w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Luty 2008: prywatne armie szefów i intrygi
Od listopada 2007 r. Tusk jest premierem. Wprawdzie po raz pierwszy kieruje państwem, ale w polityce polskiej funkcjonuje na wysokich stanowiskach od lat. Gdy zatem w trzecim miesiącu swych rządów udziela obszernego wywiadu tygodnikowi „Polityka” i wypowiada się o sprawach tajnych służb, możemy założyć, iż wie, co mówi. Sam zresztą tak uważa. Na pytanie: „Kiedy zatem doczekamy się sensownego modelu usytuowania służb specjalnych?” udziela niebanalnej odpowiedzi:

„Dziś, jeśli czegoś naprawdę nam brakuje, to nie nowego modelu, ale po prostu informacji, czyli produktu, który powinny dostarczać służby. Otóż stwierdzam, że zasób informacji dostarczanych przez służby, niezbędnych dla premiera i prezydenta, jest po prostu bardzo ubogi. Mógłbym natomiast już dziś napisać książkę, jakie klany walczą ze sobą wewnątrz poszczególnych służb. Odnoszę przygnębiające wrażenie, że bardzo wielu oficerów służb specjalnych to są prywatne armie byłego szefa, aktualnego szefa czy przyszłego szefa i zajmują się głównie intrygami. Na razie płk Reszka przygotowuje raport na temat kontrwywiadu, a minister Ananicz opracuje koncepcję, co powinno się stać z Agencją Wywiadu, i dopiero wówczas przyjdzie czas na decyzje”.

Jest to wypowiedź wielowymiarowa, godna analizy. Cóż premier komunikuje opinii publicznej już cztery i pół roku temu? Twierdzi, iż służby nie wykonują należycie swoich zadań, ich praca jest niskiej jakości: nie dostarczają takich informacji, jakie powinny. Jednocześnie premier wskazuje źródła tej niedobrej dla bezpieczeństwa państwa sytuacji. Powodem jest to, że w ramach podległych premierowi służb walczą ze sobą grupy interesów. Jako grę grup interesów należy bowiem interpretować walkę klanów, prywatnych armii szefów oraz ich intrygi. Chociaż premier deklaruje posiadanie wiedzy na tyle obszernej, iż wystarczającej nawet do napisania książki, to roztropnie oświadcza, iż czas na jego decyzje przyjdzie po dalszym pogłębieniu jego wiedzy, czyli wtedy, gdy uzyska opracowania podległych mu osób.

A teraz włączmy maszynę czasu i przenieśmy się do współczesności.

Sierpień–wrzesień 2012: gazetowe informacje
5 września 2012 r. premier stwierdza na konferencji prasowej: „Mówiłem i w czasie tamtej konferencji (14 sierpnia), i na sali sejmowej, że otrzymywałem informacje ze strony służb i że one – jeśli chodzi o ocenę tego, czym jest Amber Gold – nie odbiegały zasadniczo od tego, o czym pisały media od roku 2010”. Dzień później, 6 września, na portalu Wprost.pl ukazuje się materiał o tytule: „Gronkiewicz-Waltz: służby specjalne mają informacje gazetowe”. Czytamy tu:

„To jest właśnie problem, że służby specjalne operują informacjami gazetowymi. Premier mówił: »Od służb specjalnych wiedziałem tyle, co z gazet« – przypomniała”.
Dzień później, 7 września, „Rzeczpospolita” umieszcza materiał o tytule „Graś: premier chce rozmawiać o służbach”. Czytamy, iż rzecznik rządu Paweł Graś „dopytywany, czy szef ABW gen. Krzysztof Bondaryk »może spać spokojnie«, odparł, że »premier chce rozpocząć dyskusję nie tylko na temat zakresu odpowiedzialności czy zakresu działania ABW, ale w ogóle funkcjonowania służb specjalnych«”.

– Na najbliższym posiedzeniu kolegium ds. służb specjalnych w kancelarii premiera taka debata na temat architektury służb specjalnych w Polsce, ich uprawnień i kompetencji najprawdopodobniej się rozpocznie, i pewnie prace nad ewentualnymi zmianami zostaną właśnie tam ukierunkowane – poinformował rzecznik rządu”.

Między lutym 2008 a wrześniem 2012 – próżnia władzy?
Wypowiedzi Tuska i jego rzecznika pokazują dziurę czasową. Wygląda tak, jakby za rządów Tuska w odniesieniu do pola służb czas się zatrzymał. W lutym 2008 r. premier obiecuje niezbędne decyzje naprawcze, a we wrześniu 2012 r. jego rzecznik zapowiada podjęcie dyskusji, dzięki którym takie decyzje mogłyby zostać wypracowane. Wygląda to na jakąś horrendalną próżnię władzy i kompletną nieodpowiedzialność w domenie tajnych służb państwa.

Na początku swoich rządów premier publicznie ogłasza, że jest świadom poważnej luki w systemie bezpieczeństwa państwa. Służby dostarczają informacje niskiej jakości, gdyż w kluczowych odpowiedzialnych za to bezpieczeństwo ogniwach, w finansowanych przez podatników setkami milionów złotych instytucjach, walczą ze sobą nieformalne grupy interesów („klany”, „prywatne armie szefów”). Po upływie pełnej kadencji swoich rządów, Tusk, po raz drugi obdarzony zaufaniem przez obywateli, ponownie ogłasza, iż jakość informacji otrzymywanych z podległych mu ogniw państwa jest gazetowa, czyli kiepska.

Czy w czasie między listopadem 2007 a wrześniem 2012 r. ktoś zwolnił premiera Tuska z odpowiedzialności za funkcjonowanie podległych mu polskich tajnych służb? Kto rządził Polską w tym okresie? Prawo i Sprawiedliwość?

W trzy miesiące po objęciu władzy premier stwierdza niską sprawność służb tajnych w Polsce, wskazuje na poważne patologie. I co robi przez lata swoich rządów? Nic nie wiemy o tym, by podjął jakąkolwiek rozbudowaną próbę reformy służb.

Donald-nic-nie-mogę-Tusk
Kluczowe jest teraz zrozumienie, dlaczego przez cały okres swoich rządów premier nie zrobił tego, co zapowiadał w lutym 2008 r., a co stanowiło jego elementarny obowiązek jako Polaka posiadającego największą władzę w kraju. Skąd taka postawa wydawałoby się silnego premiera? Nasuwa się przypuszczenie, iż Donald Tusk uznał, że środowisko służb jest zbyt silne, by opłacało się przeprowadzać reformę naruszającą jego interesy. Lepsze służby kiepskie i intrygujące, ale przyjazne dla rządzącej ekipy.

Wiele wskazuje na to, iż premier zaniedbał obowiązek podjęcia działań naprawczych w ważnym sektorze bezpieczeństwa państwa, by nie narażać się wpływowym, działającym w sposób skryty, grupom interesów związanych ze środowiskiem służb.

Najwyraźniej obejmując władzę w państwie, Tusk wszedł na pole gry, na którym nadal nie czuje się pewnie. Wszedł do gry, której nie ogarnia, w pełni nie rozumie. Być może utrzymuje się w tej grze właśnie dlatego, iż jest tak ostrożny. Nie robi za dużo. Nie chce wiedzieć za dużo. I nagle…

Kwiecień 2010 – katastrofa w próżni władzy
Jednak w tej próżni władzy wydarzyło się coś ważnego, coś wprost niebywałego. Katastrofa smoleńska.

Od początku wiadomo, że stało się coś ważnego. Na pewno wie to on – premier Donald Tusk. Tyle na pewno jego umysł ogarnia. Ogarnia to, iż po prostu nie można wykluczyć tego, iż Prezydent RP zginął w wyniku zamachu. Sama taka możliwość znaczy, że – nawet jeśli zamachu nie było – katastrofa smoleńska otworzyła zupełnie nowe pole gry politycznej. Pole gry w lidze, w której Tusk – w odróżnieniu od Władimira Putina – jeszcze nigdy nie uczestniczył. Gry z Rosjanami o przebieg śledztwa, o zabezpieczenie dowodów, o jakość procedur, wreszcie o przekaz medialny. Zaistniała gra, w której może wyłonić się – przecież racjonalny polityk tego z góry nie wykluczy – potrzeba zmobilizowania wszystkich zasobów w kraju i za granicą, by przeciwstawić się zagrożeniu naszej suwerenności. Potrzeba mówienia jednym głosem i z opozycją, i z sojusznikami za granicą. Potrzeba zmobilizowania wielowymiarowego poparcia.

Ale, zastanówmy się spokojnie, jak człowiek, który przez lata rządów nie podjął próby podporządkowania sobie służb, byłby w ogóle w stanie pomyśleć o jakiejś podmiotowej grze z Rosjanami? Grze wymagającej subtelnej koordynacji różnych instrumentów?

Należy zakładać, iż w momencie katastrofy premier pozostał w niepewności, dla kogo formalnie podległe służby faktycznie pracują. Jeśli paraliżowane są przez intrygi prywatnych armii szefów, to czy w ogóle można mówić o ich szczelności wobec Moskwy? Tusk musiał poczuć się jak na polu minowym. Nie miał wcześniej odwagi rozminować i zreformować ważnej instytucji polskiego państwa i obudził się z lękiem, że pod bokiem – nie tylko w służbach, ale np. w swojej kancelarii – może mieć ludzi Rosji.

Tego uczy nas sprawa Amber Gold.



Autor kieruje Podyplomowym Studium Socjologii Bezpieczeństwa Wewnętrznego (www. bezpieczenstwo.umk.pl) na UMK w Toruniu.

Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska