Żołnierzami oddziałów partyzanckich Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i innych niepodległościowych organizacji często byli zwykli miejscowi chłopcy, dobrze znający teren i okoliczną ludność. Gdy napotkali wieś, której domy nie dawały im bezpiecznego schronienia, a ich właściciele bardziej sprzyjali Gwardii Ludowej niż im, nazywali ją po prostu „Moskwą".
Większość z tych miejscowości zdołała uporać się ze swoją niechlubną przeszłością, są jednak i takie, które nie tylko jej się nie wstydzą, ale nawet próbują ją pielęgnować.
„Moskwa" w cieniu sanktuarium
Kodeń to jedno z najważniejszych sanktuariów maryjnych w Polsce, malownicza osada, stolica nadbużańskiej gminy w powiecie bialskim. To jednak również miejsce, w którym do dziś pielgrzymi i turyści mogą oglądać stojący vis-à-vis bazyliki z cudownym obrazem pomnik – jak głosi napis – „bohaterów radzieckich", podobno „wyzwolicieli Kodnia", choć Niemcy opuścili miejscowość bez walki.
Kodeń ze swoim monumentem to jednak tylko mała próbka kultywowania minionej epoki w tej gminie. W porównaniu z nim niedalekie Zabłocie to „Moskwa" w pełnym tego słowa znaczeniu pełną gębą. W centrum wsi skrzyżowanie. Świeżo odnowiony za unijne pieniądze dom kultury, sklep, Ochotnicza Straż Pożarna, okazały budynek przedwojennej szkoły zamieniany właśnie w zakład karny, nowe chodniki i w ogóle „Europa". A w tej „Europie" dwa stojące niemal naprzeciw siebie pomniki. Na pierwszym pięcioramienna gwiazda i tablica upamiętniająca żołnierzy Armii Czerwonej, którzy w 1944 r. „wyzwolili" Zabłocie. Na drugim napis: „Funkcjonariuszom MO i SB (sic!) poległym w walce o utrwalenie władzy ludowej w latach 1944–1947".
Jakieś 200 m dalej błyszczą w słońcu kopuły pięknej, murowanej zabytkowej cerkwi. Na placu, którym jest otoczona, kilka grobów. Można by pomyśleć, że to zapewne księża i inni zasłużeni mieszkańcy. Sprawdźmy. Wszystkie tablice nagrobne wypisane cyrylicą, oprócz jednej. Mniejsza o nazwisko. To jeden z „utrwalaczy" zabitych przez antykomunistyczne podziemie, którym pomnik wystawiono później na środku wsi. Czym tak się zasłużył zabłockiej parafii prawosławnej, że zdecydowano się pochować go nie na pobliskim cmentarzu, lecz przy samej świątyni? Parę metrów dalej spoczęły doczesne szczątki innego mężczyzny, trzydziestosześciolatka, którego data śmierci może zaintrygować – 29 września 1939 r. Żołnierz? A może cywilna ofiara najeźdźców? Nic z tego. Zagadkę wyjaśnia spotkany za chwilę przypadkowo staruszek, który twierdzi, że stoimy właśnie nad grobem członka komunistycznej bojówki, która z bronią w ręku napadła na cofający się przez Zabłocie polski oddział i została przezeń rozgromiona. Walka ta okazała się dla niego ostatnią.
To nie relikt
A może odkryta przez nas właśnie przeszłość podkodeńskiej wsi to tylko relikt dawnych dziejów, osnuty jakąś nikomu już nieznaną tajemnicą? Niestety – oba pomniki przy skrzyżowaniu błyszczą jak nowe, ktoś właśnie pieczołowicie je odrestaurował. A zatem to nie żaden relikt i co więcej – jak sprawdzamy – żadna tajemnica. Wszystkie książki o historii regionu, bez względu na to, kiedy i przez kogo zostały napisane, pozostają bowiem w ocenie postaw politycznych miejscowej ludności zgodne. Oto dwie małe próbki. W 2010 r. prof. Henryk Mierzwiński w „Białej Podlaskiej w latach 1918–1939" stwierdził: „Wyjątkiem były gminy Kostomłoty i Zabłocie, niemal całkowicie opanowane przez komunistów". Ba, już w „Monografii powiatu bialskiego województwa lubelskiego" z 1939 r. znajdziemy w rozdziale poświęconym ówczesnej gminie Zabłocie takie fragmenty: „Daje się stwierdzić uleganie wpływom partii radykalnych. Przejawia tu działalność PPS CKW, która jest wykorzystana w swojej działalności przez KPZB (Komunistyczna Partia Zachodniej Białorusi – przyp. DT)".
Czerwona piąta kolumna
Strzały do wrześniowych żołnierzy, które padły w Zabłociu, były tylko jednym z wielu podobnych aktów wewnętrznej agresji wobec państwa polskiego, które w czasie wojny miały miejsce na terenach zamieszkanych przez komunizującą ludność, nieuświadomioną narodowo lub mieszaną – głównie ukraińską (na południowym wschodzie) i niemiecką (na zachodzie i północy).
Na szczęście nie wszędzie autorów tamtych wystąpień czci się pomnikami stawianymi w honorowych miejscach. Zwykle mało kto w ogóle o nich i ich wyczynach pamięta. W nielicznych wsiach pojawiły się po 1989 r. dowody na pozytywne zmiany w ludzkiej mentalności, rozliczenie z niesławną historią. I tak np. w nieodległych od Zabłocia Połoskach w 1991 r. stanął pomnik, na którym wyryto: „Na wieczną pamięć żołnierzom Wojska Polskiego zamordowanym we wrześniu 1939 przez komunistów ukraińskich". Nóż w plecy wbili bowiem walczącej jeszcze wrześniowej armii nie tylko Sowieci i rodzima KPP, ale też działające we wschodnich województwach
II Rzeczypospolitej jaczejki KPZB i KPZU. Połoski to jednak jaskółka, która wiosny nie uczyniła.
Od KPP do PSL-u
W wypadku okolic Kodnia przedwojenne sympatie lewicowe z czasem wyewoluowały w uwielbienie dla PSL-u. Wystarczy spojrzeć na liczby. W ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych ludowcy w całej gminie Kodeń zdobyli ponad 42 proc. głosów. W samym Zabłociu prawie 56 proc.! PSL-owcem jest też oczywiście wójt. A dodajmy, że to właśnie z pieniędzy gminy dokonano renowacji obu zabłockich pomników.
O ile można dyskutować nad kwestią samych cmentarzy żołnierzy sowieckich, które choć zatruwają naszą publiczną przestrzeń (szczególnie gdy epatują komunistyczną symboliką) i nie przystają do rzeczywistości wolnego ponoć kraju, to jednak kryją szczątki ludzkie, o tyle dla utrzymywania i co gorsza – wydawania publicznych pieniędzy na odnawianie pomników postawionych zdrajcom spod znaku UB, wytłumaczenia nie ma.
Renesans krasnoarmiejskich pomników
Na Wikipedii pod nazwą „Pomniki Armii Czerwonej w Polsce" powstała już osobna kategoria z 27 hasłami, pod którymi znajdziemy informacje o najważniejszych monumentach rozsianych po kraju. Część z nich – jak donoszą autorzy wpisów – jest w trakcie lub świeżo po renowacji. Najgłośniejszy ostatnio przykład to warszawscy czterej śpiący. A ile w sumie mamy jeszcze na polskiej ziemi podobnych reliktów zniewolenia? Dokładnie nie wiadomo.
Według spisu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w 1996 r. było ich 1007. I w błędzie byłby ktoś, kto by przypuszczał, że liczba ta w ostatnim czasie znacząco spadła. Wciąż bowiem powstają nowe miejsca pamięci, oddające hołd naszym wschodnim najeźdźcom. Wystarczy przypomnieć choćby upamiętnienie przed dwoma laty – w postaci „dzieła" rzeźbiarza Marka Moderaua – bolszewików poległych w 1920 r. w podwarszawskim Ossowie, miejscu śmierci ks. Ignacego Skorupki.
***
Kodeń i jego okolice, od których zaczęła się historia tego artykułu, to nie niechlubny wyjątek. To dzisiejsza Polska w soczewce. Niby wolna, a jednak wciąż w cieniu czerwonej gwiazdy. Gwiazdy, która znowu zaczyna świecić coraz mocniej.
