Jest 30 czerwca 2011 r. Trzyosobowa podkomisja komisji infrastruktury właśnie zakończyła pracę nad nowelizacją prawa lotniczego. Projekt nowej ustawy złożyli posłowie Platformy Obywatelskiej jeszcze w 2009 r. Ku zaskoczeniu opozycji pod koniec prac nad ustawą zgłosili do własnego projektu aż 160 poprawek. W tym legislacyjnym tłoku przemycono niegroźnie brzmiący ust. 1a art. 134, który jak się później okazało, sparaliżował pracę prokuratury prowadzącej śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej.
Przepis ten dotyczy „udostępniania śledczym wyników badań przyczyn zaistniałych wypadków i incydentów lotniczych, zebranych podczas prowadzenia badania zdarzenia lotniczego”. Podczas nowelizacji dopisano do tego warunek, że badania mogą być przekazane „wyłącznie na potrzeby postępowania przygotowawczego, sądowego lub sądowo-administracyjnego za zgodą sądu”.
Zainteresowało nas, dlaczego przekazanie dokumentów rządowej komisji wojskowym śledczym musi odbywać się za zgodą sądu. Zwłaszcza że, jak się okazało, rządowy projekt ustawy zmieniającej prawo lotnicze w pierwotnej wersji nie był obciążony takim warunkiem.
Czytaj cały artykuł w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"
