W tej perspektywie opieszałość i pobłażliwość sądów w sprawie aferzysty przyjaźniącego się z rządzącymi politykami nie powinna nas dziwić. Tak wygląda Temida III RP.
To nie bohaterski rajd na Wybrzeże ministra Gowina sprawił, że znamy już nazwiska przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości niezwykle „łaskawych” dla Marcina P., szefa Amber Gold. To dziennikarze ustalili ich nazwiska. Są to: sędzia z Malborka Agnieszka Czerwińska i kuratorzy: Waldemar Laprus z sądu w Malborku i Marek Lipski z sądu w Gdańsku, a także prokurator Barbara Kijanko. Dziś krytyczne wobec nich komentarze publikują prawie wszystkie media. Szkoda tylko, że ci sami dziennikarze i publicyści zachowywali niezwykłą powściągliwość, gdy chodzi o inne kuriozalne werdykty sędziów.
Dwie strony tej samej monety
Można wytykać palcami tych sędziów i prokuratorów, dzięki którym mogły hulać biznesy Marcina P. Tymczasem skandaliczne decyzje prokuratorów i sędziów, które gwarantowały bezkarność zbrodniarzom komunistycznym, funkcjonariuszom aparatu represji i agentury, jakoś nie budziły zastrzeżeń. A są to przecież dwie strony tej samej monety. Na kpinę zakrawa ciągnący się od 1995 r. proces sprawców masakry na Wybrzeżu w 1970 r. Przez lata był wstrzymywany, ponieważ sędzia Piotr Wachowicz przewlekle zachorował, a gdy wyszło na jaw, że i choroba, i zaświadczenie lekarskie to lipa, zniknął, gubiąc w dodatku telefon. Jego nazwisko znamy, ale kto temu sędziemu zagwarantował bezkarność i dlaczego do tak ważnego procesu wyznaczono tylko jednego sędziego, pozostanie tajemnicą. Podobnie kuriozalny jest wyrok w procesie apelacyjnym Wałęsa–Wyszkowski z marca 2011 r. orzeczony przez skład sędziowski: Bogusław Sieruga, Arina Perkowska, Roman Kowalkowski, nakazujący Krzysztofowi Wyszkowskiemu przeprosić Lecha Wałęsę za nazwanie go tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Bolek”. W kolejnej apelacji, mimo rzetelności materiałów dowodowych wskazujących na współpracę Wałęsy z SB (poprzednie instancje przyznały rację Wyszkowskiemu), sąd uznał, że Lech Wałęsa czuje się obrażony, więc należą się mu publiczne przeprosiny. Te dwa przykłady to tylko kropla w morzu podobnych werdyktów. Ciężko w tej sytuacji się dziwić, że gdy przychodzi do rozpatrywania spraw teraźniejszych, ujawniają się dokładnie te same patologie polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Polityczna „sprawiedliwość”
Jak dotąd nie było także medialnej burzy po wyroku i uzasadnieniu sędzi Anny Ptaszek, która nie dopatrzyła się przestępstwa w zachowaniu posła Niesiołowskiego wobec Ewy Stankiewicz. A werdykt ten wpisuje się w ciąg podobnych orzeczeń, których motywacja polityczna jest oczywista nawet dla tych, którzy nie podzielają poglądów Ewy Stankiewicz. Nie pierwszy i nie ostatni to wyrok, który urąga nie tylko elementarnemu poczuciu sprawiedliwości, ale który kłóci się ze zdrowym rozsądkiem. Przykłady da się mnożyć w nieskończoność.
Czy można np. skazać poetę za wygłaszane opinie i poglądy? W Polsce wszystko jest możliwe! Sędzia Małgorzata Sobkowicz-Suwińska, uznała, że Jarosław Marek Rymkiewicz, określający redakcję „Gazety Wyborczej” jako duchowych spadkobierców KPP, popełnił przestępstwo. W rozprawie apelacyjnej w marcu tego roku sąd w składzie: Irena Piotrowska, Aldona Wapińska i Lidia Sularzycka podtrzymał ten wyrok.
Nie trzeba być studentem prawa, żeby uznać za skrajnie polityczny wyrok Warszawskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 25 maja, oddalający skargę Fundacji Lux Veritatis na Krajową Radę Radiofonii i Telewizji w związku z nieprawidłowościami w procesie koncesyjnym. Ustne uzasadnienie sędziego Zbigniewa Rudnickiego robiło wrażenie napisanego tuż przed rozprawą, nie odnosiło się do merytorycznych kwestii podniesionych w wystąpieniu stron, było wewnętrznie sprzeczne i roiło się od luźnych refleksji sędziego w stylu „sąd nie jest rewidentem” (uzasadnienie odmowy porównania przez sąd kondycji finansowej podmiotów) lub „lepsze są inwestycje z kredytów niż ze środków własnych”. Tylko w lipcu mieliśmy dwa kolejne skandaliczne wypadki politycznego zaangażowania wymiaru sprawiedliwości. Najpierw okazało się, że działania Kancelarii Premiera w sprawie przygotowania wizyty prezydenta i premiera w Katyniu w kwietniu 2010 r. to tylko uchybienia, a nie przestępstwo. Potem w rozprawie przeciw Antoniemu Macierewiczowi pozwanemu przez Marka Dukaczewskiego Sąd Apelacyjny w Warszawie, w składzie Regina Owczarek-Jędrasik, Urszula Wercińska, Ewa Zalewska nakazał Antoniemu Macierewiczowi przeprosić Dukaczewskiego. Te trzy panie, siedząc pod godłem z Orłem Białym w koronie i wypowiadając formułkę „Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej”, uznały, że były opozycjonista, który młode lata spędzał w więzieniach i aresztach PRL, walcząc o wyzwolenie Polski spod dominacji Sowietów, a w III RP pracował na rzecz dokończenia tego procesu, walcząc z postsowiecką agenturą, musi przeprosić Dukaczewskiego. Człowieka, który był funkcjonariuszem aparatu represji, szkolonym przez Sowietów, działającym na ich rzecz, przeciw wolnościowym aspiracjom Polaków. Dla sędziów nie mają znaczenia tomy materiałów dowodowych, archiwa polskie, niemieckie i naukowe ustalenia historyków potwierdzające rolę Dukaczewskiego. Były agent działający na rzecz obcego mocarstwa wygrywa z niepodległościowcem i patriotą.
Bezbronny obywatel
W sprawie Amber Gold kumulują się wszystkie patologie postkomunistycznego czy postkolonialnego kraju, z patologią wymiaru sprawiedliwości w roli głównej. Proceder Marcina P. był możliwy, ponieważ prezes Amber Gold korzystał z ochronnego parasola, którego wymiar sprawiedliwości był ważnym elementem. Żadne wysiłki erystyczne ministra Gowina o wprowadzeniu elektronicznych systemów informacji tu nie pomogą. Zawinili konkretni ludzie, którzy albo mieli w tym swój interes, albo dostali takie polecenie, a prawdopodobnie i jedno, i drugie. W sprawie Niesiołowskiego i Amber Gold jest jeszcze jedno podobieństwo. Telewizje pokazały zrozpaczonych klientów, którzy tłuką rękami w szyby zamkniętych oddziałów parabanku, chcąc odzyskać oszczędności, które złożyli na lokatach.
Atak Niesiołowskiego na Ewę Stankiewicz miał miejsce, gdy przed Sejm przyszli zrozpaczeni ludzie oszukani przez państwo. Miliony Polaków latami wpłacało składki do ZUS i OFE, mając nadzieję, że w terminie określonym umową i prawem otrzymają swoje pieniądze. Tymczasem Sejm zadecydował, że dostaną... ale później. Na razie mają pracować i płacić. Wielu z nich pewnie nie doczeka tej wypłaty. Dziennikarka z kamerą rejestruje to wydarzenie. Zadaje pytanie Niesiołowskiemu, którego głos zdecydował o odroczeniu wypłaty emerytur. W odpowiedzi staje się ofiarą werbalnej i fizycznej napaści posła. Sędzia Anna Ptaszek, oddalając zażalenie Ewy Stankiewicz, staje po stronie autorów ustawy, przez którą obywatele czują się oszukani. Jej koledzy sędziowie i prokuratorzy z Wybrzeża umożliwili oszukanie klientów Amber Gold.
Po procesie Ewa Stankiewicz powiedziała: „Będę walczyć, nie odpuszczę!”. To nie jest wypowiedź podyktowana osobistą ambicją. To postawa osoby wewnętrznie wolnej, której niestraszny jest nie tylko furiat Niesiołowski, sędzia Anna Ptaszek, ale wszystkie siły III RP razem wzięte. Ograniczone prymitywnym antypisowskim horyzontem głowy dziennikarzy będących na usługach władzy nie potrafią dostrzec, że Ewa, walcząc o sprawiedliwy proces, walczy również przeciw bezkarności aferałów.
Nie trzeba specjalnej wyobraźni, żeby zobaczyć prostą zależność: wymiar sprawiedliwości – rażąco niesprawiedliwy w ocenie PRL-owskiej przeszości i zaangażowany w obronę III RP – nie jest w stanie chronić nas przed przekrętami gangsterów teraz i w przyszłości. Wolni ludzie wiedzą, że bez sprawnie działających, niezawisłych sądów nie mamy co liczyć na nowoczesne państwo.
