- Ustami naszego przewodniczącego klubu parlamentarnego zapowiedzieliśmy że na najbliższym posiedzeniu Sejmu będziemy przede wszystkim żądali wyjaśnień od premiera. To „urocze” dla mainstreamowych mediów milczenie pana premiera, próba relatywizowania tego, co dzieje się wokół afery w Amber Gold w otoczeniu Donalda Tuska, jest dla mnie najlepszym dowodem skundlenia części polskiego dziennikarstwa. Używam tego pojęcia w nawiązaniu do Melchiora Wańkowicza; skundlenie części elit politycznych i to zblatowanie z mainstreamowymi mediami jest tak mdłe, że już nawet nie przeciwnika PO, ale każdego odbiorcę, wręcz odrzuca. Gdy otwieram wiodące tygodniki, gdy słucham autorytetów, pożal się Boże, które próbują tłumaczyć, że biedna Kasia Tusk i biedny Michał Tusk muszą gdzieś pracować, a premier może mieć co najwyżej wnuka, ale nie może mieć dzieci o aspiracjach politycznych, to zachodzę w głowę, gdzie jest granica dziennikarskiego sprostytuowania – tłumaczy Joachim Brudziński.
Poseł PiS zwraca uwagę, że w przypadku afer takich jak sprawa Amber Gold potrzebne jest niezależne dziennikarstwo i bezkompromisowi dziennikarze, którzy będą dążyć do poznania prawdy i przekazania jej w rzetelny sposób swoim odbiorcom.
- Co do próby wyjaśnienia tej sytuacji, to z jednej strony jest tutaj konieczne niezależne dziennikarstwo śledcze, dlatego największy szacunek dla tych, którzy sprawę drążą, wbrew apelom artystów i autorytetów z komitetu honorowego B. Komorowskiego. Tę sprawę trzeba drążyć. Premier sprawę próbuje sprawę zamieść pod dywan, mówiąc o 100-procentowym zaufaniu do syna, a wcześniej rozdzierając szaty pierwszego moralizatora, wzywając koalicjantów do oczyszczenia z przejawów nepotyzmu z podległych im instytucji. Nie jest to tylko problem etyczny i moralny tej ekipy, ale jest to również problem jakości polskiego państwa pod rządami Platformy Obywatelskiej. Użyłem kiedyś określenia, że państwo przypomina afrykańskie bantustany i że państwo jest dziadowsko zarządzane. Pamiętam, jaki był wtedy jazgot, oburzenie i frontalny atak ze strony mainstreamowych mediów. Po czym dzisiaj, gdy okazuje się, że obraz polskiej demokracji wcale daleko nie odbiega od tego, co mówiłem parę miesięcy temu, dziennikarze próbują to relatywizować. Kompromitujące, że w mateczniku PO w Gdańsku prezydent Abramowicz garściami sięgał do kiesy Plichty wtedy, gdy trzeba było szukać sponsorów dla filmu Wajdy o Lechu Wałęsie. Taki sponsor, jaki reżyser i jaki bohater – ocenia Joachim Brudziński.

